Violetta Kapcewicz z drużyny Andrzeja Piasecznego wygrała 7. edycję "The Voice Senior". Kobiecie jeszcze chwilę po finale trudno było uwierzyć w to, co się wydarzyło. Emocje były ogromne, a radość mieszała się z niedowierzaniem.
Troszeczkę opadły, ale te emocje na pewno zostaną ze mną na długo. Dzisiejsza noc będzie krótka – chyba w ogóle nie będę spała
– mówi w rozmowie z nami.
Choć dotarcie do finału było już ogromnym sukcesem, ostatni krok okazał się największym wyzwaniem.
Myślałam sobie, że skoro jestem już prawie w finale, wśród najlepszych, to nic większego nie może się wydarzyć. A jednak to było przekroczenie kolejnej granicy
– wspomina zwyciężczyni "The Voice Senior".
Stres był ogromny. Tym bardziej że słyszała od trenerów, że ma w sobie potencjał prawdziwej gwiazdy.
Trochę mnie to zawstydzało i onieśmielało. Z każdym kolejnym utworem stres był coraz większy. W pewnym momencie gardło odmówiło mi posłuszeństwa
– zdradza.
Zobacz także: "The Voice Senior" wyłonił gwiazdę. Czy to twój faworyt zdobył tytuł najlepszego głosu?
Violetta Kapcewicz wygrała 50 tysięcy złotych
Zwycięstwo to nie tylko prestiż i statuetka, ale także nagroda pieniężna. I choć muzyka jest dla Violetty Kapcewicz jest najważniejsza, ma też zwyczajne, bliskie wielu osobom marzenia - przede wszystkim chce kupić samochód.
Na pewno chciałabym zmienić samochód na nowszy model
– mówi nam zwyciężczyni.
Myśli też o czymś, na co przez ostatnie miesiące nie było czasu – odpoczynku.
Marzy mi się wyjazd na choćby tygodniowy, zasłużony urlop
– dodała.
To ona wygrała 7. edycję "The Voice Senior". Jaki był jej trener?
Udział w programie był dla niej spełnieniem marzeń, które dojrzewały przez lata. I jak sama mówi, nigdy nie jest za późno, by po nie sięgnąć.
To piękna przygoda życia. Będę miała co opowiadać wnukom. Uważam, że warto spełniać marzenia w każdym wieku. Trzeba odważyć się wyjść ze strefy komfortu
– podkreśla Violetta Kapcewicz.
W tej drodze towarzyszył jej trener, Andrzej Piaseczny, którego zapamiętała jako osobę wymagającą, ale inspirującą.
Wie, czego chce i jak widzi dany utwór. Podsuwał swoje sugestie, wprowadzał zmiany, ale ostatecznie wszystko zależy od uczestnika – czy się do nich dostosuje, czy zaproponuje własną interpretację. To zawsze jest dialog.
Dziś, gdy emocje powoli opadają, w jej sercu wciąż jest ogromna wdzięczność. I nadzieja, że to nie koniec tej historii.
Życzymy samych sukcesów!