- Jolanta Kwaśniewska otwarcie mówi o poświęceniach i trudnościach związanych z byciem żoną czołowego polityka, wskazując na ciągłą nieobecność męża i nazywając politykę jego "kochanką", która go jej "zabrała".
- Była Pierwsza Dama podkreśla brak jakiegokolwiek żalu czy poczucia krzywdy, traktując prezydenturę męża jako "naszą prezydenturę" i wyrażając pełne spełnienie zarówno w roli u boku głowy państwa, jak i w pracy w fundacji.
- Mimo politycznych zobowiązań, ich związek opiera się na głębokiej przyjaźni i wzajemnym szacunku, co widać zarówno w opisie skromnych początków w Warszawie, jak i w drobnych, czułych gestach męża, które rekompensowały jego nieobecność.
Okres adaptacji Jolanty i Aleksandra Kwaśniewskich w Warszawie znacznie odbiegał od późniejszego wizerunku pary prezydenckiej. Jak wspominała była Pierwsza Dama, pierwsze miesiące po przeprowadzce do stolicy charakteryzowały się brakiem znajomości oraz bardzo skromnymi warunkami mieszkaniowymi.
- Kiedy przyjechaliśmy do Warszawy, nikogo tu nie znałam. Mieszkaliśmy w bloku, w mieszkaniu, w którym na podłodze leżały tylko materace - Oleńki i nasz. Mieliśmy tylko siebie - wspominała Jolanta Kwaśniewska w rozmowie z Onetem z 2012 roku, podkreślając intymność i prostotę tamtego okresu.
Podział obowiązków
Podczas gdy Aleksander Kwaśniewski poświęcał się karierze dziennikarskiej, a następnie politycznej, to na jego małżonce spoczywał ciężar codziennego życia i prowadzenia domu. Wychowanie córki Aleksandry, zakupy, gotowanie czy uczestnictwo w szkolnych wywiadówkach były domeną pani Jolanty. Mimo natłoku obowiązków, prezydent starał się rekompensować żonie swoją częstą nieobecność.
- Mój mąż był ciągle zapracowany. Ale starał mi się to wynagrodzić. Piekł na przykład keksa. On nie ma pojęcia o pieczeniu, ale chciał mi sprawić przyjemność. Owoce poszły na spód, ale wiedział, jak mnie podejść - opowiadała dodając, że Aleksander Kwaśniewski pamiętał wówczas o drobnych gestach, takich jak kupowanie kwiatów od kwiaciarek późną nocą.
Aleksandra Kwaśniewska oburzona słowami dziennikarza! Nie gryzła się w język
Jolanta Kwaśniewska nie ukrywała jednak, że to właśnie polityka stanowiła dla niej największą "rywalkę" w związku:
- Oczywiście polityka zabrała mi męża, ale wiedziałam, że mąż poślubił mnie, a jego kochanką jest polityka - mówiła.
Wspólna prezydentura
Pomimo licznych wyzwań i poświęceń, Jolanta Kwaśniewska podkreślała, że nie odczuwała żalu ani rozczarowania. Okres prezydentury męża traktowała jako wspólne osiągnięcie i dzieliła się perspektywą, która świadczyła o głębokim partnerstwie.
- O prezydenturze mojego męża nie mówimy "jego prezydentura", ale "nasza prezydentura". Wolałam, gdy mój mąż był prezydentem, niż posłem, bo wtedy w podróżach i w czasie goszczenia zagranicznych gości spędzaliśmy więcej czasu razem - przyznawała.
Była Pierwsza Dama dodawała, że czuła się w pełni spełniona, zarówno dzięki swojej pracy w fundacji "Porozumienie Bez Barier", jak i roli, jaką odegrała u boku głowy państwa. Zapytana o to, czy nie czuła żalu, odpowiadała stanowczo:
- Nie ma we mnie żalu, ani zadry. Mój mąż jest moim najlepszym przyjacielem. Mamy podobne pasje i zainteresowania. Nie nudzimy się ze sobą. A najważniejsze, że mój mąż potrafi okazywać uczucia - podsumowała.
W naszej galerii zobaczysz, jak zmieniała się Jolanta Kwaśniewska:
