- Sznaucerka Saba Ludwika Dorna stała się symbolem kontrowersji związanych z obecnością zwierząt w Sejmie w 2007 roku. Jej obecność wywołała burzę polityczną i dyskusję na temat zasadności obecności zwierząt w instytucjach publicznych.
- Saba zyskała popularność nie tylko w Sejmie, ale także w kulturze i polityce. Została bohaterką książki dla dzieci i "gwiazdą" spotu wyborczego, a także stała się przedmiotem sporów sądowych.
- Po śmierci Saby i pewnym okresie zakazu, dzięki nowym regulacjom, psy powoli wracają do Sejmu. Posłowie będą mogli przyprowadzać swoje pupile pod pewnymi warunkami, co świadczy o zmieniającym się podejściu do zwierząt w przestrzeni publicznej.
Sznaucerka Saba, należąca do zmarłego Ludwika Dorna, zyskała rozgłos w maju 2007 roku, kiedy to po raz pierwszy pojawiła się na sejmowych korytarzach. Ludwik Dorn, ówczesny polityk, tłumaczył jej obecność chorobą suczki, która uniemożliwiała jej pozostanie samej w domu. Decyzja ta wywołała oburzenie wśród polityków opozycji.
- Wiele osób - od Romana Giertycha do miłośników "Szkła Kontaktowego" - podniosło krzyk, gdy swego czasu bocznym wejściem wprowadziłem moją chorą psinkę do gmachu Sejmu - pisał na swoim blogu polityk.
Już wtedy Saba zyskała miano "najsłynniejszego psa IV RP". Krążyły plotki, że w godzinach pracy Sejmu była wyprowadzana na spacery przez funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu.
Saba w polityce
Sława Saby nie ograniczała się jedynie do korytarzy Sejmu. Już w 2004 roku Ludwik Dorn uczynił ją bohaterką swojej książki dla dzieci "O śpiochu-tłuściochu i psie Sabie". Niedługo po wizycie w Sejmie, Saba stała się również "gwiazdą" spotu komitetu wyborczego Lewicy i Demokratów. W spocie pojawiła się informacja, jak podawał "Wprost", że sznaucerka miała pogryźć meble w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji, co miało kosztować podatników ponad 3 tys. zł. Dorn stanowczo zaprzeczył tym zarzutom, twierdząc, że to kłamstwo i że Saba "musiałaby pokonać obrzydzenie, by w ogóle wziąć gierkowskie meble do pyska". Pozwał komitet do sądu i wygrał sprawę.
Nie tylko Nawroccy mieszkają w Pałacu z pupilem! Przypominamy wszystkie pierwsze psiaki RP [DUŻO ZDJĘĆ]
- To jest antypsiarskie nastawienie, żeby z Saby robić problem - mówił potem w Polskim Radiu.
Dziedzictwo Saby
Saba zmarła wiosną 2009 roku z przyczyn naturalnych. Jednak jej obecność w Sejmie zapoczątkowała dyskusję na temat miejsca zwierząt w przestrzeni publicznej. W 2012 roku Jan Tomaszewski przychodził na Wiejską ze swoim yorkiem o imieniu Diabełek. W 2013 roku Andrzej Rozenek przyprowadził czarnego teriera rosyjskiego o imieniu Wasyl, a Andrzej Halicki, którego żona zajmuje się hodowlą dogów niemieckich, również pojawiał się z pupilami. Po przejęciu władzy przez PiS w 2015 roku, czworonogi nie były już wpuszczane na Wiejską. Jednak wicemarszałek Sejmu Dorota Niedziela, z wykształcenia lekarka weterynarii, dążyła do zmiany tej sytuacji. Dzięki nowym regulacjom, posłowie będą mogli ponownie przyprowadzać swoich pupili do Sejmu (poza salą plenarną i kuluarami), pod warunkiem posiadania książeczki zdrowia psa i kagańca.
Ludwik Dorn i jego miłość do psów
Poza polityką, Ludwik Dorn był również znany ze swojej miłości do zwierząt, zwłaszcza do psów. W wywiadzie dla portalu psy.pl, Ludwik Dorn opowiadał o tym, jak poznał Sabę.
- Studiowałem ogłoszenia „oddam psa w dobre ręce” i natrafiłem na anons pani, która przygarnęła sukę z nadbużańskiej wsi. Spotkała ją prowadzoną na łańcuchu przez rolnika – i wzięła do siebie, ale nie miała warunków, by zatrzymać na stałe. To właśnie była Saba – opowiadał polityk. - To nie sztuka kupić psa z hodowli, a tyle jest zwierząt bezpańskich, więc pierwszego sznaucera Asa wziąłem ze schroniska Na Paluchu - dodał.
Jego miłość do sznaucerów rozpoczęła się już w 1982 roku, kiedy to jako działacz Solidarności ukrywał się u ludzi, którzy hodowali te psy.
W naszej galerii zobaczysz Ludwika Dorna i Sabę: