- Marcin Możdżonek, siatkarski mistrz świata, w nowej roli prezesa Naczelnej Rady Łowieckiej ostro krytykuje aktywistów i media w sprawie plagi dzików w miastach.
- Zdecydowanie podkreśla, że ludzkie życie jest priorytetem, a jego stanowisko doprowadziło do otrzymywania przerażających gróźb, w tym skierowanych do jego dzieci.
- Dowiedz się, dlaczego legendarny sportowiec mierzy się z falą hejtu i jakie szokujące wiadomości otrzymuje w związku ze swoją działalnością.
Marcin Możdżonek, którego kibice pamiętają jako filar siatkarskiej reprezentacji Polski i mistrza świata z 2014 roku, dziś poświęca się polityce i łowiectwu. Jako prezes Naczelnej Rady Łowieckiej często zabiera głos w sprawach, które budzą ogromne emocje. W rozmowie z "Super Expressem" nie unikał żadnego trudnego tematu, a jego słowa na długo zapadają w pamięć.
Możdżonek grzmi w sprawie dzików. "Dla mnie człowiek jest na pierwszym miejscu"
Jednym z najgorętszych tematów ostatnich miesięcy jest rosnąca populacja dzików w miastach. Były siatkarz, zapytany o głośną sprawę odstrzelenia dzika "Henia", nie krył swojego oburzenia postawą części społeczeństwa.
- Byłem załamany postawą aktywistów, postawą dziennikarzy, które to podchwycili, celebrytów czy patocelebrytów, którzy o tym mówili, że dzik Henio został zastrzelony. A o chłopcu z Legnicy, który cztery lata temu został poważnie poturbowany przez dzika na placu zabaw, wylądował na stole operacyjnym, ledwo odratowany, nikt jego imienia nie pamięta. Ja się na to nie godzę, bo to nie jest świat wartości, w którym ja chcę żyć - stwierdził stanowczo Możdżonek.
Przeczytaj także: Burza wokół Anastazji Kuś, a świadectwo odebrała w króciutkiej sukience! W 19. urodziny
Podkreślił, że w takich sytuacjach hierarchia wartości musi być jasna.
- Dla mnie człowiek jest na pierwszym miejscu, na drugim miejscu są zwierzęta. Wybieramy albo nasze życie i komfort naszego życia, albo życie dzikich zwierząt - dodał. Były sportowiec zaapelował również do mieszkańców miast, by pod żadnym pozorem nie dokarmiali dzikich zwierząt i nie traktowali ich jak domowych pupili. W konfrontacji z dzikiem radzi jedno: - Omijać, nie ma żartów. Zachować spokój. Oddalić się. To jest dzikie zwierzę. Nigdy nie wiadomo, co zrobi - ostrzega.
Grożono jemu i jego dzieciom. "Ktoś zastrzeli moje dzieci"
Zaangażowanie w politykę i łowiectwo przyniosło Możdżonkowi nie tylko zwolenników, ale i potężną falę hejtu. Jak sam przyznał, skala nienawiści, z jaką się spotyka, bywa porażająca, a niektóre groźby mrożą krew w żyłach.
- Druga rzecz, na którą się nie zgadzam i którą zawsze zgłaszam odpowiednim organom, to są groźby karalne. Tu granice są przekraczane. Nikt nie będzie groził ani bezkarnie, ani mnie, ani moim dzieciom - wyznał. Dopytany o konkretne sytuacje, ujawnił wstrząsające szczegóły. - Tak, to takich sytuacji niestety było sporo. Przychodzą wiadomości, że ktoś zastrzeli moje dzieci, że ktoś mi zrobi krzywdę, żebym uważał, jak idę ulicą, żeby mieć oczy dookoła głowy - opowiadał były siatkarz.
Zobacz też: Lewandowski ujawnił to na fecie Barcelony! Chodzi o córkę Tomaszewskiego. "Tańczyłem z nią"
Były mistrz krytykuje freak fighty. "Ta droga jest pusta"
Możdżonek odniósł się także do dynamicznie rozwijającego się świata freak fightów, który jego zdaniem nie ma nic wspólnego z prawdziwym sportem.
- To jest show, to jest rozrywka, nie mylmy tego ze sportem, nie stawiajmy znaku równości, absolutnie - zaznaczył. Przyznał, że choć do jego kolegów z boiska dzwoniono z propozycjami walk, on sam nigdy takiej nie otrzymał, prawdopodobnie ze względu na swoją otwartą krytykę od samego początku.
- Można wybrać łatwą drogę, ale ona nic nie daje. Ona jest pusta, na końcu nie ma nic. Droga, którą się wybiera w przypadku prawdziwego sportu, ona jest celem w samym sobie - podsumował, wskazując na fundamentalną różnicę między ciężką pracą sportowca a łatwą popularnością w świecie freaków.