Piotr "Staruch" Staruchowicz kojarzony jest przede wszystkim z "Żyletą", trybuną na stadionie Legii Warszawa. Przez długie lata prowadził doping i należał do grona najbardziej wpływowych osób wśród kibiców klubu z Łazienkowskiej. Wywoływał głośne afery, gdy spoliczkował piłkarza Jakuba Rzeźniczaka czy pobił kibica Polonii Warszawa. Zakazem stadionowym został ukarany przez sąd za prowadzenie dopingu z miejsca nieprzeznaczonego dla publiczności.
Piotr Staruchowicz od początku przekonywał, że ukarano go niesłusznie. W trakcie programu na żywo na Kanale Zero publicznie poprosił prezydenta Karola Nawrockiego, a związany z ruchem kibicowskim (fan Lechii Gdańsk) polityk po przyjrzeniu się sprawie ułaskawił "Starucha".
"Staruch" zabrał głos po decyzji Karola Nawrockiego. Padły ostre słowa
Głośne ułaskawianie skomentował teraz na platformie X Krzysztof Wąsowski, adwokat Piotra Staruchowicza.
"Prezydent Karol Nawrocki nie uchylił wyroku, nie uniewinnił Piotra Staruchowicza i nie zastąpił sądu odwoławczego. Zastosował natomiast klasyczny akt łaski w jego skutkowym znaczeniu: darował niewykonany środek karny w postaci zakazu wstępu na imprezy masowe oraz zarządził zatarcie ukarania. Prezydent nie uchylił elementu wyroku w zakresie nałożenia na Starucha grzywny w kwocie 2.500 zł., która została przez Starucha zapłacona" - wyjaśnia adwokat.
Prawnik przedstawił szczegółową chronologię zdarzeń i dokumenty, które mają potwierdzać, że jego klient został ukarany niesłusznie.
"Dokumentacja tworzy dość osobliwy obraz: człowiek został ukarany za przebywanie w miejscu, do którego organizator imprezy wystawił mu dokument wstępu, a następnie sam organizator pisemnie potwierdził, że dokładnie w tym miejscu przebywać mu było wolno" - podsumował adwokat "Starucha". "Nie było to więc „prezydenckie uniewinnienie”. Było to konstytucyjne przecięcie skutków wyroku, który zachował formalną prawomocność, lecz w świetle dokumentów pozostawał wyjątkowo trudny do obrony pod względem faktycznym, prawnym i elementarnie zdroworozsądkowym.