- Anastazja Kuś, sensacyjna mistrzyni świata juniorów, szturmem podbiła lekkoatletykę, a jej wynik na 400 metrów jest jednym z najlepszych w historii Polski.
- Mimo błyskawicznego sukcesu, 19-latka mierzy się z brutalnym hejtem, odpierając zarzuty o "karierę przez pośladki" i wbijając szpilę koleżance sprinterce.
- Poznaj całą prawdę o kulisach jej kariery i dowiedz się, jak Anastazja radzi sobie z presją i bezlitosną krytyką w sieci.
„Super Express”: - Nie będąc faworytką, zdobyłaś złoto w Eugene? To zwycięstwo dodało ci jeszcze więcej energii?
Anastazja Kuś: - Myślę, że trochę tak. Jechałam na mistrzostwa z trzecim czy czwartym wynikiem, więc wiedziałam, że medal jest w zasięgu. Wiedziałam też, że dziewczyny ze Stanów Zjednoczonych i innych państw będą bardzo mocne i będą chciały wygrać na swojej ziemi. Bieganie w USA nie należy do najłatwiejszych, bo ich publiczność mocno wspiera swoich. Ale dobrze rozegrałam eliminacje i półfinały, dzięki czemu w finale miałam jeszcze dużo siły, żeby pobiec taki wynik.
Przeczytaj także: Wszyscy czekali na Ewę Swobodę i Anastazję Kuś, a z samolotu wyszła inna bohaterka! Poznajesz?
- Ostatnio Iga Świątek głośno mówiła o hejcie w sporcie. Ty również go doświadczasz, chociażby przez hasło „kariera przez pośladki”, które pojawiło się w mediach. Jak bardzo cię to zabolało? Czy złoto z Eugene było dla ciebie satysfakcją i odpowiedzią na te zarzuty?
- Zgadzam się ze słowami Igi Świątek i bardzo ją w tym popieram, bo to święta prawda. A co ja mogę powiedzieć? To są hejterzy, którzy może sami są niedowartościowani. W Eugene biegłam tylko dla siebie, nie chciałam nikomu nic udowadniać. To moje życie i mogę robić, co chcę. Biegłam dla siebie i dla polskiego sportu, żeby łamać swoje bariery i czuć spełnienie. Będę dalej robiła to, co robiłam, bo uważam, że to model nowoczesnego sportowca, który działa i w mediach społecznościowych, i w sporcie. Niektórzy tego nie robią, ale to tylko na ich szkodę. Powinni brać przykład z takich sportowców.
- A jak zareagowałaś na słowa Anny Kiełbasińskiej, która krytycznie odnosiła się do twojej aktywności w internecie?
- Bardziej mnie to rozśmieszyło. Myślę, że pani Ania Kiełbasińska sama wstawia do internetu zdjęcia w strojach kąpielowych, więc to trochę hipokryzja. No ale cóż, tylko się zaśmiałam. Każdy chce się jakoś wybić przy czyimś sukcesie. Ja nie komentuję zachowań innych, patrzę na siebie i mam nadzieję, że każdy tak będzie robił.
- Czyli nie przejmujesz się tym, że niektórzy oceniają cię przez pryzmat urody, a nie umiejętności?
- Myślę, że to jak najbardziej może iść w parze. To, jak wyglądam, nie ma wpływu na to, jak biegam. Trenuję codziennie, żeby stawać się coraz lepsza i zdobywać medale. Złoty medal mistrzostw świata – na ten moment nie da się zrobić nic więcej. Można powiedzieć, że sięgnęłam nieba, bo wynik bliski złamania 51 sekund w wieku 19 lat to jest naprawdę coś „wow”.
- Czy kiedykolwiek zdarzyło się, żeby ktoś powiedział ci prosto w twarz te przykre słowa, które czytasz w internecie?
- Nigdy mi się nie zdarzyło, żeby ktokolwiek podszedł i powiedział mi jakikolwiek hejt prosto w oczy. Zdarzają się tylko te dobre rzeczy. Mam bardzo duże wsparcie od kibiców, którzy często podchodzą na ulicy, gratulują i mówią, że trzymają kciuki. To jest bardzo budujące. A hejt zdarza się tylko w internecie. Wiadomo, na anonimowych kontach każdy jest odważny. Ja tych komentarzy za bardzo nie czytam. Mam taki charakter, że nie biorę do siebie opinii ludzi, którzy mnie nie interesują. Mam też wsparcie od psychologa, rodziny i mamy, więc jestem tak otoczona, że ten hejt w ogóle na mnie nie wpływa.
Zobacz też: Władimir Kliczko żegna matkę swojej córki. "Odeszła zdecydowanie za wcześnie"
- Mówi się, że talent do biegania odziedziczyłaś po tacie, byłym piłkarzu Marcinie Kusiu. Kiedyś Zbigniew Boniek powiedział, że twój tata biega jak sarenka. Masz podobny styl?
- Tak, zgadza się. Myślę, że to właśnie ten ruch biegowy, który mam naturalnie. Wielu osobom się on podoba, bo jest bardzo ekonomiczny i długi, co sprzyja biegowi na 400 metrów. Tata też był bardzo szybki na boisku i miał tę lekkość ruchu. Cieszę się, że mam taką przewagę, bo dzięki temu, że biegam naturalnie, mogę łatwiej doszkalać się w innych elementach, w których mam luki.
- Jakie masz rezerwy?
- Rezerwy mam jeszcze duże, bo mój trening bardziej opiera się na talencie. Wiem, że możemy dokładać obciążeń i na siłowni, i w treningach wytrzymałościowych czy tempowych. Tam są naprawdę duże rezerwy. Myślę, że w kolejnych latach, do następnych igrzysk, będziemy stopniowo zwiększać obciążenia, abym mogła rozwijać się bez kontuzji.
- Tata nie namawiał cię na piłkę nożną?
- Nie, nie namawiał. Zaczynałam od tenisa ziemnego, a wcześniej była też gimnastyka i jazda konna. Do tenisa potrzebowałam zajęć ogólnorozwojowych, więc poszłam na lekkoatletykę. I tak już zostałam, zakochałam się w tym sporcie.
- Urodziłaś się, gdy tata grał w Moskwie, potem mieszkałaś w Stambule. Życie sportowca znasz od dziecka.
- Tak, przeprowadzaliśmy się dosyć często. Mieszkałam pięć lat w Stambule, gdzie urodził się mój młodszy brat. Mam z Turcją dużo wspomnień i czuję się tam jak w domu. To życie sportowca, ciągłe wyjazdy i podróże, towarzyszyło mi od zawsze. Nie znałam innego, więc to, co prowadzę teraz, jest dla mnie normalne.
- Ogromną rolę w twojej karierze odgrywa mama.
- To prawda, mama jest wszystkim w jednym. Zawdzięczam jej naprawdę dużo. Gdyby nie ona, nie poszłabym na zajęcia z lekkoatletyki, więc cała moja kariera to jej zasługa. Teraz nadzoruje wszystko, jest też trenerką i wkłada w to ogrom pracy. Dzięki niej wszystko trzyma się kupy i zawsze mogę na nią liczyć.