Kasjerka z Biedronki zamieszana w zabójstwo niewinnej rodziny. Cena Miłości część 1

2018-06-09 9:00

Ewelina nigdy nie podejrzewała, że pracując w Biedronce zakocha się w kliencie. I to od pierwszego wejrzenia! Artur ma styl, jest mądry, niezwykle seksowny no i bogaty. Ma też mroczną tajemnicę. Czy dziewczyna rzuci go, gdy ją odkryje? Uwaga! To opowiadanie wciąga!

Kasjerka z Biedronki zamieszana w zabójstwo

i

Autor: Archiwum serwisu Kasjerka z Biedronki zamieszana w zabójstwo

Wiecie, jak to jest. Widzisz zbyt długie spojrzenie, takie palące, że zmusza do opuszczenie wzroku. Pojawia się nieśmiały uśmiech, a potem, kiedy on się zbliża, serce bije jak opętane. Boisz się tej bliskości, chcesz uciec. Ale po co uciekać, skoro on już tu jest i za chwilę zdarzy się coś, co być może zmieni twoje życie. Wystarczy powiedzieć „tak” i już po sprawie. Reszta to formalność. Możesz wpisać do swojego pamiętnika ostatnie zdanie: „i żyli długo i szczęśliwie” i schować go głęboko do szafy. Za kilkadziesiąt lat może go wyjmiesz, żeby poczytać wnukom.

Ewelina rozpoznała, że to właśnie „on”, właśnie po tym zbyt długim spojrzeniu. Po pięciu latach pracy w Biedronce mogła łatwo rozpoznać, czy klient chce kupić pietruszkę, czy jest zainteresowany czymś innym. Na przykład nią. W zasadzie taka sytuacja, nigdy jeszcze jej się nie zdarzyła, no ale to się czuje. I racjonalnie rzecz biorąc, dlaczego stanął w dłuższej kolejce do kasy? Do jej kasy!

I patrzy się ciągle. I uśmiecha! Ewelina, przezornie wyjęła lusterko, żeby sprawdzić czy nie ma niczego na twarzy, no i czy za nią nie stoi ktoś inny.

A ta kolejka taka długa i klienci bardziej niż zwykle zrzędliwi: „Bo ale, to było w promocji”, „no ale myślałem że to inna cena”, „a ile mam punktów na karcie”. A on już prawie jest tuż obok i patrzy…

- Pomóż mi kochana, nie wzięłam okularów – zaskrzeczał kobiecy głos. Przy kasie stała stara Cyganka rozwierając nosem Eweliny zniszczony portfel. Nie śmierdział groszem, za to fajkami.

Ewelina z obrzydzeniem wsadziła tam rękę, próbując złowić umykające monety. W końcu zniecierpliwiona wysypała zawartość na dłoń i jak oparzona cofnęła rękę. Boże! W jej portfelu był ludzki ząb! A ona go miała na dłoni! Miedziane monety i nadjedzony próchnicą trzonowiec wylądowały na taśmie do zakupów.

- Co pani! To moje pieniądze! - wrzasnęła kobieta.

Ewelina zaczęła zabierać grosiki zręcznie omijając ząb.

- Proszę to zabrać – powiedziała stanowczym tonem.

- Ale ja nie nic widzę – motała się Cyganka

Ewelina wzięła do ręki leżący przy kasie notes i ze wstrętem strąciła go z taśmy. Zastukał gdzieś na podłodze, niczym kawałek plastiku.

- Co Pani! To jedyna pamiątka po moim mężu – krzyknęła – Ty głupia suko! – wysyczała

- Jak tak można? Co pani sobie wyobraża! Proszę przeprosić kasjerkę! – powiedział stanowczo „jej mężczyzna”.

- Nie widział pan co zrobiła? Broni jej pan? – darła się Cyganka

- Idź stąd brudasie, trochę kultury – nie wytrzymał mężczyzna.

- Widzę, że macie się ku sobie. Pasujecie do siebie – rzekła kobieta, próbując wymacać na podłodze swoją cenną zgubę.

Ewelina patrzyła na szarmanckiego mężczyznę, który nie wahał pospieszyć jej z pomocą i już go pokochała. Odwróciła na moment wzrok, żeby podliczyć monety.

- Przepraszam, panią ale brakuje złotówki – powiedziała do Cyganki.

- Była w portfelu! - oburzyła się kobieta wstając z klęczek zaraz po tym jak udało jej się odnaleźć ząb.

- Przykro mi… - zaczęła mówić Ewelina, ale mężczyzna jej przerwał.

- Ja wiem, że to tylko złotówka. W normalnych okolicznościach, zarówno ja, jak i ta przemiła pani przy kasie, pomoglibyśmy pani, ale nie po tym jak pani obraziła kasjerkę. Najlepiej będzie, jeśli pani wyjdzie.

Cały sklep ucichł. Wszyscy patrzyli na ten teatr, czekając na dalszy rozwój wypadków. Do kasy podszedł ochroniarz. - Proszę opuścić sklep – powiedział szorstko.

Cyganka spuściła głowę, schowała do portfela drobniaki i skierowała się do wyjścia. Nagle stanęła i gwałtownie odwróciła się w kierunku kasy.

- Upokorzyliście mnie. Życzę wam miłości na jaką zasłużyliście – powiedziała beznamiętnie, a potem dodała coś pod nosem w nieznanym języku. Wyszła.

- Dzień dobry panu. Dziękuję! - powiedziała Ewelina, gdy „jej mężczyzna” stanął przy kasie.

- Nie ma sprawy. Niestety chamstwo jest wszędzie. Cieszę się, że mogłem pomóc – odparł.

Położył na ladzie dwa kefiry, pomarańcze i czerwone wino. Portugalskie.

- A w ogóle to jestem Artur – powiedział uśmiechając się do niej.

- A nie mówiłam? Wiedziałam, że mu się spodobałam – pomyślała Ewelina, podnosząc kosmyk kruczoczarnych włosów, ze swojego pąsowego policzka.

- Ewelina – odparła czerwieniąc się jeszcze bardziej.

- A może skosztujemy tego wina razem? Podobno jest cudowne – spytał.

- Chętnie, ale ja dziś długo pracuję – powiedziała ze szczerym smutkiem.

- Mogę prosić o numer telefonu? Zdzwonimy się, a wino poczeka. Podobno im starsze tym lepsze. Tylko proszę nie przesadzać i wpędzać go w lata – uśmiechnął się Artur. Zapłacił kartą i wyszedł.

Artur. Jakie piękne imię. I wspaniały facet. Zadbany, czysty, dobrze ubrany. Nawet włosy miał umyte. Czuła piekące policzki. Drżała. To tak odczuwa się te motyle?

Ale po chwili radość przemieniła się w niepokój, a ten w smutek.

- A co jeśli nie zadzwoni? – pomyślała i podniosła notes żeby powachlować palącą ją z emocji twarz. Pod notesem leżała złotówka.

 ***

Zadzwonił! Halo? - Cześć, tu Artur. Byłem wczoraj w twoim sklepie… Ja wiem, że klientów miałaś wielu, ale mam nadzieję, że tylko ja zaproponowałem ci randkę – usłyszała w słuchawce. Nie wiedziała co powiedzieć. Wczorajszy incydent wydawał jej się snem, ale teraz obudziła się, wraz z nadzieją, że wreszcie znalazła właściwego mężczyznę. Oczywiście, to mogły być pochopne wnioski. Może zderzenie rzeczywistości z fantazją będzie jak rąbnięcie Tytanica w górę lodową? Ale co tam! Dla Artura mogła pójść na dno choćby teraz, bo choć wydaje się to absurdalne, zakochała się w nim. Tak drogi pamiętniku – miłość od pierwszego wejrzenia istnieje! Będę się o nią bić, a każdą babę która stanie mi na drodze utopię, zatłukę albo spalę na proch!

Zaprosił ją do wytwornej restauracji, na przedmieściach. To jedno z tych miejsc, które widziała jedynie w filmach. Długie lejące się obrusy spływały ze stolików kaskadami, lekki półmrok rozświecały dyskretne lampiony i tańczące płomienie świeczek. Elegancko ubrany kelner ukłonił się w wejściu i zaprowadził ich do zarezerwowanego stolika. Ewelina była oczarowana nieznanym jej wcześniej światem. I skrępowana. Patrzyła luksusowe stroje kobiet siedzących przy stolikach i czuła, że jej sukienka z H&M nie bardzo tu pasuje. Rumieniec oblał jej twarz. - Wyglądasz olśniewająco Ewelino – powiedział Artur zza płonącej świecy. Jej płomienie tańczyły w jego nieprzeniknionym spojrzeniu jakby potrafił nimi dyrygować. Był panem ognia. - Jestem trochę stremowana. Nigdy nie byłam w takim miejscu... – powiedziała szczerze, otwierając kartę dań. Nawet nie spojrzała na ich nazwy. Jej uwagę przykuły ceny. - Boże, to moja tygodniówka! - pomyślała i natychmiast zaczęła kartkować menu, żeby znaleźć coś na swoją kieszeń. - Rany i co ja teraz zrobię? On mnie w sumie zaprosił, ale czy zapłaci rachunek? Dawniej tak było, że to facet płacił, ale czasy się zmieniły. Jak robią nowocześni mężczyźni? A co jeśli każde będzie płaciło za siebie? - analizowała zastanawiając nad stanem swojego konta. - Przecież nie zamówię frytek, zresztą w karcie ich nie ma. A może to test? Może sprawdza mnie czy jestem zachłanna? - rozmyślała.

- Piękna Ewelino, jest pani proszona o powrót na ziemię – przerwał jej Artur. Uświadomiła sobie, że od dobrej minuty jej wzrok utkwił w karcie dań. - Przepraszam… - zawstydziła się.

- Hej, wiesz co, nie ma się czym przejmować. To w sumie sztywniacka knajpa – uśmiechnął się. - Skoro już jesteśmy szczerzy, to zaprosiłem cię akurat tutaj, bo chciałem zrobić na tobie wrażenie dodał.

- I udało ci się... Tylko te ceny… - odpowiedziała zmieszana.

- Niczym się nie przejmuj, ja oczywiście stawiam. Polecam ci konfitowaną kaczkę.

- OK, zdam się na ciebie, ale następnym razem ja stawiam. Zapraszam do KFC – uśmiechnęła się Ewelina.

To był magiczny wieczór, jej dotychczasowe wyobrażenie Artura znacznie przekraczało to, jaki był naprawdę. I wcale nie chodziło o to, że zaprosił ją do tej restauracji i zostawił 100 złotych napiwku. Zrozumiała, że nawet w tak nieznanym jej środowisku jak ta knajpa, czuła się z nim swobodnie.

Nie mogli się rozstać. Spacerowali skąpo oświetloną parkową alejką rozmawiając dosłownie o wszystkim. Artur był tak idealny, że nawet gdy powiedział jej że ma 42 lata, nie zrobiło to na niej negatywnego wrażenia. A zawsze mówiła sobie – żadnego faceta starszego o 10 lat. No ale to był Artur. Wyglądał jak jej rówieśnicy, a nawet lepiej. Mówił, że wykłada filologię polską na uniwersytecie i że rozstał się dwa lata temu z kobietą. Głupia baba.

Było po północy gdy taksówka stanęła pod jej blokiem. Artur szarmancko otworzył jej drzwi i posłużył ramieniem, przy wychodzeniu z auta. - Bajko trwaj! - myślała Ewelina stojąc tuż przy nim. Czuła magnetyczne przyciąganie do jego pachnącego ciała! Każda komórka jej ciała zdawała się krzyczeć: Przytul go! Przytul! Spróbuj jego ust!

Odchyliła głowę do góry i spojrzała mu w oczy, w których wciąż zdawały się tańczyć płomienie. Pragnęła tego pocałunku. Zrób to, bo inaczej oszaleję. Zrób to, a wtedy będziesz mój!

Nachylił się nad nią i pocałował w policzek. Cień rozczarowania przebiegł jej po twarzy.

- To był magiczny wieczór. Chciałbym to powtórzyć – powiedział.

- Ja też… - powiedziała cicho. - Zadzwonisz?

- Zadzwonię – odparł i wsiadł do taksówki.

Tu przeczytasz część 2: Kasjerka z Biedronki zamieszana w zabójstwo niewinnej rodziny Cz.2

Tu przeczytasz część 3: Kasjerka z Biedronki zamieszana w zabójstwo niewinnej rodziny Cz.3

 

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki