Tu przeczytasz część 1: Kasjerka z Biedronki zamieszana w zabójstwo niewinnej rodziny Cz.1
Tu przeczytasz część 2: Kasjerka z Biedronki zamieszana w zabójstwo niewinnej rodziny Cz.2
Zobaczyła go pierwsza. Szedł drobnym krokiem, a łańcuchy na jego nogach i rękach dzwoniły złowrogo. Prowadziło go dwóch strażników. Gdy ją zauważył zwolnił. Spojrzał na nią przepraszającym wzrokiem, a potem już patrzył tylko w podłogę. - Dalej! - ponaglił go otyły funkcjonariusz, szarpiąc za ramię. - Teraz nasza kolej – warknęła wysoka strażniczka i pociągnęła Ewelinę na salę rozpraw. Posadzili ich w przeszklonych „akwariach” dla wyjątkowo groźnych przestępców.
Za drzwiami wrzało. Kłębiło się tam kilkudziesięciu dziennikarzy, przekrzykiwali się, a gdy na salę wchodzili świadkowie, niektórzy próbowali skorzystać z okazji, by zrobić zdjęcie przez uchylone drzwi.
Ewelina skryła twarz w zeszyt, na którym miała spisane ważniejsze fakty związane ze sprawą. Nie do końca ufała obrońcy z urzędu, który spotkał się z nią tylko trzy razy i za każdym razem miała wrażenie, że jej nie słucha, a przynajmniej nie ma dla niej czasu. On sam, chyba nie wierzył, że jest ją w stanie z tego wybronić, chociaż w jej przypadku, sprawa miała charakter poszlakowy. Jedyny cholerny dowód, to jej odciski palców na butelce „wybornego” wina, które sprzedała Arturowi tuż przed zabójstwem. No i tę butelkę znaleziono na miejscu zbrodni.
Po sali przebiegł głośny szelest, a drewniane ławki stęknęły gdy wszyscy zebrani, wstali na widok wchodzącego do środka sędziego. Miał około 50 lat i wyglądał sympatycznie. Do czasu gdy się nie odezwał. Jego głos zabrzmiał jak grom. - Otwieram sprawę przeciwko…. - zaczął ale Ewelina przestała słuchać. Zdało jej się, że ogłuchła. Widziała tylko wolno poruszające się usta sędziego, który sprawnym ruchem ręki co chwile przewracał kartki aktu oskarżenia. Rozejrzała się po sali. Czuła się tu jak w klatce, jak w cholernym zoo. Ludzie, ludzie zobaczcie! Oto para najgroźniejszych bandytów w kraju.
Artur wciąż patrzył w ziemię. Ani razu nie odwrócił głowy w jej stronę. Nagle wstał i powiedział: „Odmawiam składania zeznań”. Ewelina nie słyszała pytania, ale szok zdawał się mijać, a wraz z nim zaczęły dobiegać do niej dźwięki, zaczęła rozumieć słowa sędziego. - Proszę zaprotokołować, że oskarżony odmówił zeznań. Wobec powyższego odczytam jego wyjaśnienia – powiedział sędzia. - Zakochałem się… - Zaczął czytać, a z każdym słowem czytanym przez niego, zdawało się, że powietrze gęstnieje, a salę zaczął spowijać mrok:
Zakochałem się. Tak wyszło. Nie miałem na to wpływu. Ale to co poczułem do Eweliny Modrej nie ma związku z tym co zrobiłem. Wypuście ją, bo jest niewinna. Planowałem to od dawna, zanim jeszcze ją poznałem.
Nienawidziłem żony. Z każdym rokiem coraz bardziej. Popełniłem błąd, że się z nią ożeniłem. Męczyła mnie ta monotonia, ten brak uczucia, wrażenie że to wszystko się wypaliło. Niby wszystko było ok. Wracałem z pracy, pocałunek na przywitanie, potem późny obiad i wspólny wieczór przed telewizorem. Musiałem dzielić jej styl życia. Może jej to odpowiadało. Ja się w tym małżeństwie dusiłem. Tak, myślałem o rozwodzie, ale wiedziałem, że ona mi na to nie pozwoli. Zabierze pieniądze z naszego wspólnego konta, a wysokie alimenty nie pozwolą mi na godne życie. Wiem, że tak by było, bo już mi to mówiła. Powiedziała to kiedyś w kłótni, że gdy odejdę, to mnie zniszczy.
Byłem słaby. Nie mogłem nic robić bez jej zgody. Cokolwiek chciałem zrobić, bez jej akceptacji, spotykało się z jej strony z agresją. Nie mogłem sobie kupić auta jakie chciałem, nawet zegarka. Zabraniała iść na piwo z przyjaciółmi. Straciłem wszystko. Przyjaciół, godność, motywacje do życia. Stałem się jej niewolnikiem, a moja rola ograniczała się tylko do tego by przynosić pieniądze. Miałem już dość. Straciłem z nią najlepsze lata swojego życia i nie chciałem już tracić kolejnych. Nie wiem, dlaczego zdecydowałem się na morderstwo. Może byłem w depresji? Dziś nie czuję tego smutku, napięcia. Może dlatego, że jej już nie ma. A może dlatego, że poznałem Ewelinę.
Rok przed zabójstwem, ubezpieczyłem ich na życie. To znaczy żonę i synów. Każde na milion. Wtedy wiedziałem już co zrobię. Wiedziałem, że dostanę ubezpieczenie, ale nie mogłem się doczekać kiedy rozpocznę nowe życie. Dlatego sfałszowałem podpisy żony i wziąłem kredyt na milion, na zakup loftu wraz z wyposażeniem. Kupiłem też samochód. Nie martwiłem się o spłatę, bo spodziewałem się trzech milionów na koncie.
Dzień w którym to zrobiłem był przypadkowy. Tego dnia zakochałem się w Ewelinie i umówiłem się z nią na kolację wiedząc, że wieczorem zabiję moją żonę i dzieci.
Nie wiem dlaczego postanowiłem zabić też synów. Na początku myślałem tylko o żonie. Zakładałem, że gdy jej zabraknie zaopiekuję się nimi. Ale oni byli za nią. Wiedzieli, że nasze małżeństwo się sypie. Trzymali jej stronę i nigdy by mnie nie pokochali. Traktowali mnie jak ona, instrumentalnie. Myślę, że przez kilkanaście lat nastawiała ich przeciw mnie zrobiło swoje. Nie było już odwrotu, bo oni już prawie ukształtowanymi chłopcami się stali.
Jak już wspomniałem 21 maja, wróciłem do domu z randki. Dużo myślałem o Ewelinie. Chciałem rozpocząć z nią romans, ale bałem się, że zostanie odkryty, a wtedy żona „zrobi ze mną porządek”.
Wieczorem jak zwykle siedliśmy przed telewizorem, a gdy żona powiedziała że jest już późno, powiedziałem że ja jeszcze zostanę, bo chcę obejrzeć wiadomości. Gdy poszła spać odczekałem aż głęboko uśnie i poszedłem do piwnicy, gdzie miałem przygotowany specjalny rozpuszczalnik do czyszczenia maszyn. Wybrałem go bo był bezwonny. Nie chciałem, żeby ktoś przez sen poczuł zapach benzyny. Kupiłem tego 30 butelek i przelałem je do jednego kanistra. Butelki wcześniej wywiozłem, żeby nie znaleziono ich w domu. Gdy nabrałem już pewności, że żona z dziećmi śpią. Rozlałem płyn przy drzwiach ich pokojów i w sypialni gdzie spała żona. Potem poprowadziłem strumień do piwnicy. Tam postanowiłem zaaranżować wypadek. Przeciąłem kabel zasilający piec, z pudełka zaś wyciągnąłem szczura którego kupiłem w sklepie zoologicznym. Ukręciłem mu łeb i położyłem przy przeciętym kablu. Wierzyłem, że strażacy badający zgliszcza domu natrafią na jego spalone szczątki i nabiorą pewności, że to on przegryzając kabel spowodował zwarcie, a więc i pożar domu.
Potem po ciuchu zaciągnąłem we wszystkich oknach rolety przeciwwłamaniowe i w przedpokoju rzuciłem zapałkę. Nasiąknięty rozpuszczalnikiem dywan, szybko stanął w ogniu. Tak, że nawet bałem się, że sam się poparzę. Potem wyszedłem z domu i zamknąłem go od zewnątrz. Tak, zamykając drzwi słyszałem krzyki żony i dzieci. Nie czułem nic.
Wsadziłem kanister do bagażnika i pojechałem do pracy. Po drodze wyrzuciłem go do lasu. Załatwiłem sobie w fabryce nocną zmianę, żeby mieć alibi.
Gdy do zakładu przyjechali policjanci płakałem. Nawet niespecjalnie udawałem. Wyglądało to na łzy żalu, ale płakałem ze szczęścia i ze strachu, że wszystko się wyda.
Dowiedziałem się wtedy, że starszy syn przeżył pożar, ale że jest w tragicznym stanie. Modliłem się o jego śmierć, ale on przeżył. Nie odwiedziłem go w szpitalu ani razu, bo i tak nie było do niego dostępu, a ja nie nie miałem potrzeby, żeby go zobaczyć.
Po pożarze pojechałem zidentyfikować zwłoki, co było stratą czasu, bo były zwęglone i nikt nie mógł w nich rozpoznać żony i młodszego syna. Potem były różne formalności. Zgłoszenie śmierci w firmie ubezpieczeniowej, zeznania na komendzie i tym podobne. Pod dwóch dniach zabrałem Ewelinę na piknik. Radykalnie zmieniłem swoje życie. Pozwoliłem Ewelinie wierzyć, że jestem bogatym pracownikiem naukowym na uniwersytecie, że mam kasy jak lodu. Ale ona nigdy nie chciała ode mnie pieniędzy. Kochała mnie takim jakim jestem i wierzyłem, że nasze szczęście będzie trwało wiecznie. Czekałem na pieniądze z ubezpieczenia. Potem chciałem zabrać ją do Hiszpanii i zamieszkać tam na stałe.
Na sali zapanowała cisza. Ewelina zaczęła łkać, a jej łkanie przerodziło się w histeryczny płacz. Wiedziała o co są oskarżeni, znała akta sprawy, ale zeznania Artura wypowiedziane tubalnym głosem sędziego, zabiły jej nadzieję. On to zrobił. Boże! Człowiek, którego kochała i który był dla niej wszystkim, był potworem. Ten przemiły uśmiech, te płonące miłością oczy… To była maska. Ewelina poczuła się brudna. Czuła jakby obcowała z samym szatanem.
Do głosu doszedł prokurator. - Wina Artura Więckowskiego jest bezsporna, przemawiają za tym liczne dowody – zaczął skrzekliwym głosem. Ewelina patrzyła na niego nie rozumiejąc jak człowiek o takim głosem i aparycji Charliego Chaplina, może mieć w ręku tyle władzy. Za chwile pośle Artura do więzienia. Z pewnością ją również, chociaż ze sprawą nie ma nic wspólnego.
Prokurator opowiedział jak śledczy odkryli tożsamość zabójcy. Artur planował zabójstwo idealne, ale nie miał w tym żadnego doświadczenia. Zgubiły go szczegóły, które jak śniegowa kula zaczęły rosnąć zmieniając się w przytłaczający akt oskarżenia. Strażacy wykluczyli, że pożar zaczął się w piwnicy, bowiem pożar miał charakter równomierny. Wykazali, że ogień pojawił się w kilku punktach jednocześnie. Ponadto kabel, rzekomo nadgryziony przez szczura miał zbyt gładka powierzchnię co wskazywało, że nie przecięły go zęby gryzonia. No i te rolety. Artur nie potrafił wytłumaczyć, dlaczego były opuszczone. Ocalały z pożaru najstarszy syn Michał widział jak ojciec oddala się od domu z kanistrem w ręku. Chociaż płomienie były już w jego pokoju. Chłopakowi udało się w akcie desperacji wyłamać roletę od zewnątrz. Miał szczęście, bowiem robotnicy montujący to zabezpieczenie nie przyłożyli się do pracy. Wreszcie kamery sklepowe zarejestrowały moment zakupu rozpuszczalnika. Substancja ta była na liście monitorowanych przez służby, z racji niebezpieczeństwa użycia ich w zamachu terrorystycznym. Zakup większej ilości płynu, od razu został zgłoszony na policję.
Gdy prokurator skończył, wzrok całej sali przeniósł się na Ewelinę. - Wysoki sądzie, jestem niewinna – mówiła połykając łzy dziewczyna.
***
- Wysoki sądzie. Wprawdzie sprawa Eweliny Modrej ma charakter poszlakowy, jednak są przesłanki wskazujące na to, że brała udział z zabójstwie czynnie lub w nim pomagała. Dowodem jest chociażby butelka po winie znaleziona w spalonym domu, na której bezspornie są odciski palców oskarżonej. Ponadto, znaleźliśmy w jej mieszkaniu pamiętnik w którym napisała, cytuję: „Tak drogi pamiętniku – miłość od pierwszego wejrzenia istnieje! Będę się o nią bić, a każdą babę która stanie mi na drodze utopię, zatłukę albo spalę na proch!”
- Sprzeciw wysoki sądzie! W pamiętniku moja klientka pisała również, że wyśle matkę w kosmos i jak dotąd tego nie zrobiła – powiedział adwokat Eweliny, a przez salę przetoczył się cichy rechot.
Ale Ewelinie wcale nie było do śmiechu. Uświadomiła sobie jak blisko była jej klęska. Czuła się zaszczuta. Czy to możliwe, że seria głupich wypadków pośle ją do końca życia do więzienia?
Prokurator nie zraził się celnym ciosem mecenasa. - Wysoki sądzie. Badając okoliczności zbrodni, dowodów, zeznań świadków jak i samych oskarżonych, wyłania się z niego obraz Eweliny Modrej. To obraz kobiety, żyjącej skromnie, samotnej, utrzymującej się z pensji kasjerki w dyskoncie. Proszę sobie wyobrazić, że w jej życiu zjawia się nagle mężczyzna o wyszukanej aparycji, człowiek majętny. Zabiera ją do drogiej restauracji, wozi ją luksusowym samochodem. Ewelina Modra, mogła poczuć w sobie tę determinację którą opisywała w pamiętniku. Zrozumiała, że na drodze do jej szczęścia zarówno w sferze uczuciowej jak i bytowej stoi inna kobieta. A tą kobietą była żona Artura Więckowskiego.
- To kłamstwo! - zerwała się z ławki Ewelina. - To kłamstwo… - dodała cicho. Poczuła nagle tę granicę. Granicę swojej woli walki, traciła siły jak antylopa zagoniona przez geparda nad skraj urwiska. Nie ważne co zrobi, bo koniec będzie taki sam. Zakończy się śmiercią.
- Proszę wezwać świadka, Michała Więckowskiego – zaordynował sędzia. Drzwi sali sądowej otworzyły się i przy dźwiękach aparatów i błyskach fleszy wszedł do środka rosły strażnik. Prowadził przed sobą wózek inwalidzki. Michał był w piżamie szpitalnej, na jego kolanach leżał koc. Dłonie i połowę twarzy zasłaniał bandaż. Jedyne widoczne oko było nabiegłe krwią. Wyglądał strasznie. Strażnik podprowadził wózek do miejsca dla świadków. Prokurator wyprężył się jak struna, gotowy na zadawanie pytań.
- Proszę świadka, czy widział pan, tamtej nocy kobietę obecna tutaj na sali?
- Tak, widziałem tę kurwę!
- Nawołuje pana do porządku, proszę odpowiadać na pytanie i nie używać słów powszechnie uważanych za obraźliwe – pouczył go sędzia.
- Przepraszam wysoki sądzie. Nigdy nie wybaczę mojemu ojcu, a ona go do tego wszystkiego namówiła. Tak widziałem ją tego wieczora. Czekała przy samochodzie. Widziałem ją z dachu po tym jak wydostałem się z okna swojego pokoju.
- Dlaczego wcześniej nie zeznał pan, że widział tę kobietę. Czy to dlatego, że nie widział pan wcześniej o jej istnieniu? - spytał adwokat Eweliny.
- Sprzeciw, wysoki sądzie. Adwokat insynuuje… - zaczął zaprotestował prokurator.
- Oddalam, proszę kontynuować – powiedział sędzia.
- Do czego zmierzam. Świadek nie widział na miejscu mojej klientki. Dopiero potem, gdy dowiedział się, że w życiu jego ojca pojawiła się kobieta, poskładał te fakty w teorię mówiąca o działaniu tej pary w porozumieniu, a przecież to tylko Artur Więckowski dokonał zbrodni, do czego się przyznał. Ponadto, obrona dysponuje zapisu monitoringu wskazujący na to, Ewelina Modra po tym jak wróciła z randki nie opuszczała mieszkania do rana. Zapis nie pokazał, aby moja klientka wychodziła z bloku, a więc nie mogła brać udziału w zbrodni – powiedział adwokat. Ewelina poczuła otuchę. Nie wierzyła w umiejętności swojego obrońcy, a teraz był on jej jedyna nadzieją. Pierwszą i ostatnią linia obrony.
Michał zaczął szamotać się na wózku. - Jesteś potworem! Jesteś śmieciem! Żałuję że jesteś moim ojcem! - wrzeszczał. Sędzia wezwał strażnika do wyprowadzenia świadka. - Wyrok, zapadnie dzisiaj, po przerwie. Proszę wrócić na salę o godzinie 15.15 – powiedział. Całe pomieszczenie opustoszało w pięć minut. Na sali została tylko Ewelina i Artur. Oczywiście pilnowali ich strażnicy. Siedzieli w milczeniu wsłuchując się w ciche wskazówki zegara wiszącego na bocznej ścianie. Czas biegł nieubłaganie. Ewelina chciała coś powiedzieć, ale spojrzała na Artura i poczuła wstręt. Jej miłość, ten wątły zamek z piasku, przykryła nagle fala przypływu. Nie było już nic.
***
Sąd w imieniu Rzeczpospolitej Polskiej uznaje Artura Więckowskiego winnego zarzucanych mu czynów, a więc zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem Marlenę i Adama Więckowskich oraz usiłowania zabójstwa Michała Więckowskiego i doprowadzenia do jego trwałego uszczerbku na zdrowiu. Ponadto sąd uznaje winę Artura Więckowskiego wyłudzenia kredytu, poświadczenia neprawdy w dokumentach oraz wyłudzenia odszkodowania z firmy ubezpieczeniowej. Sąd skazuje Artura Więckowskiego na 25 lat pozbawienia wolności i orzeka przepadek mienia oraz ubezpieczenia na rzecz Michała Więckowskiego. Jednocześnie sąd uznaje Ewelinę Modrą za niewinną zarzucanych jej czynów i decyduje o natychmiastowym zwolnieniu jej z aresztu.
- Jest pani wolna – powiedział sędzia i nie patrząc na nią wyszedł z sali.
Wzrok Eweliny skierował się na Artura. Ich spojrzenia spotkały się. Na jego twarzy malował się niemal niewidoczny uśmiech. Skinął jej głową i wstał. Strażnik szarpnął go do wyjścia.
- Wybacz mi – powiedział szeptem Artur gdy ją mijał.
Chwilę potem, Ewelina poczuła się wolna. Usłyszała brzdęk rozpinanych kajdanek, a na dłoniach poczuła lekkość, wolną od tego cholernego żelastwa. Potem zaprowadzili do więźniarki i ruszyli w kierunku aresztu.
Ewelina ostatni raz patrzyła na świat podzielony metalową kratownicą. Bała się wolności. Bała się życia bez celu. Bez Artura, którego teraz nienawidziła. Ale był w jej sercu, zajmował jej myśli. Jego miejsce zajęła teraz bezdenna pustka. Czy będzie potrafiła tak żyć. Kochać go i jednocześnie nienawidzić. Ten mężczyzna... Na samą myśl o nim przepełniało ją obrzydzenie. Może go kiedyś odwiedzi. Może...
***
Dali jej kartonowe pudełko i pozwolili pójść do swojej celi. Zabrała z niej kilka książek i wycinki gazet, które rozpisywały się o morderstwie. To był jej jedyny dobytek, jej ciężar który dźwigała. Szła powoli więziennym korytarzem i bała się wolności.
Zaprowadzili ją do pokoju depozytów. Gruba strażniczka wstała z krzesła i wzięła od niej wypis.
- Ewelina Modra… niezłą Pani miała huśtawkę co? - zażartowała i nie czekając na odpowiedź poszła w głąb pokoju. Nie było jej kilka minut. Wróciła z małym pudełkiem i protokołem zdania do podpisania. - Co my tu mamy… Koszula nocna i pieniądze. Kwota jeden złotych – powiedziała podsuwając jej dokument do podpisania.
Złotówka? Ewelina była przekonana, że nie miała przy sobie żadnych pieniędzy. No bo gdziee je miała schować? W piżamie nie było nawet kieszeni?
- Ta złotówka nie jest moja – powiedziała.
Proszę ją zatrzymać.