Kasjerka z Biedronki zamieszana w zabójstwo niewinnej rodziny. Cena Miłości część 2

2018-06-09 9:00

Ewelina nigdy nie podejrzewała, że pracując w Biedronce zakocha się w kliencie. I to od pierwszego wejrzenia! Artur ma styl, jest mądry, niezwykle seksowny no i bogaty. Ma też mroczną tajemnicę. Czy dziewczyna rzuci go, gdy ją odkryje? Uwaga! To opowiadanie wciąga!

Tragiczna miłość z Biedronki

i

Autor: Shutterstock Tragiczna miłość z Biedronki

Tu przeczytasz część 1: Kasjerka z Biedronki zamieszana w zabójstwo niewinnej rodziny. Cena Miłości część 1 

Nie zadzwonił. Czekała dwa dni chłoszcząc się w myślach. Analizowała każde słowo, każde potknięcie które mogło zaważyć nad tym, że Artur po prostu ją zostawił. Zamyślona i wsłuchana w monotonne pikanie skanerów do towarów spostrzegła kwiaty. Gigantyczny bukiet czerwonych róż. Trzymał je Artur. Skanery zamilkły, wszyscy patrzyli na nich. - Jesteś! - krzyknęła Ewelina zapominając o wszystkim. A gdzie twoja duma dziewczyno? Pokazałaś że ci zależy! A niech to, bo przecież mi zależy. Wyskoczyła z kasy i wpadła mu w ramiona. Cała Biedronka zadrżała od braw.

- Przepraszam, musiałem jechać do Gdańska, na odczyt – tłumaczył, ale ona nie słuchała. Wybłagała kierowniczkę o wcześniejsze zwolnienie z pracy i gdy ta się zgodziła omal jej za to nie wycałowała. - Leć dziewczyno! Tylko uważaj, to tylko facet – powiedziała z uśmiechem szefowa.

- Boże to twój samochód? - patrzyła na swoje odbicie w czarnym, wypolerowanym na błysk audi.

- Pracowałem na niego 10 lat, nie mogłem sobie odmówić – odpowiedział z dumą.

- To ja musiałabym na niego pracować jakieś sto – powiedziała z zachwytem.

Pojechali na Bulwary Wiślane. Artur wyciągnął z bagażnika koc i kosz piknikowy. Ewelina jak oczarowana przyglądała się temu miejscu. Znaleźli skrawek trawy i rozsiedli się ze swoim piknikiem.

- Wiesz, cały czas o tobie myślałem – powiedział otwierając butelkę jasnego cydru. - Nie zadzwoniłem do ciebie, bo miałem mętlik w głowie. Stałaś się moją obsesją, a ja musiałem sprawdzić czy nie oszalałem – dodał.

Ewelina nie wiedziała co powiedzieć, ale jej serce gdyby mogło, już teraz krzyknęłoby „kocham”. Rozmawiali jak wtedy, jak tamtego wieczora gdy to wszystko się zaczęło. Potem położyła się na jego piersi. Wsłuchiwała się w jego miarowy oddech i milczała. Oboje milczeli. Nie potrzebowali słów.

Porozumiewali się znanym tylko im językiem sekretnych dotyków i spojrzeń. Milczenie było złudzeniem, bo w skomplikowanych, niemal nie wyczuwalnych gestach, toczyła się właśnie rozmowa ich serc. Nie mówili też wtedy, gdy w jego mieszkaniu stanęli naprzeciw siebie. Podszedł do niej i delikatnie musnął ustami jej ust, a potem zachłannie wniknął w nie językiem, kradnąc oddech. Potem bez słowa zsunął ramiączka jej sukienki i patrzył na jej ciało jakby bał się, że za chwilę zapomni, jakie jest piękne. Rozpięła jego koszulę, guzik po guziku, otulała się zapachem jego ciała, a potem zsunęła ją z jego silnych ramion. Splątani w miłosnym uścisku, związani wspólnymi myślami wpadli w objęcia miękkiego łóżka. Była naga i bezbronna pod jego twardym ciałem. Poddała się jego woli, świat się zakołysał. Już nie milczała. Krzyczała.

Otworzyła oczy i omiotła spojrzeniem mieszkanie. Loft był przeogromny i taki zimny. Wielkie okna topiły pomieszczenie w słońcu. A w centralnym miejscu, jak wyspa, stało łóżko. Niepewnie postawiła nogę na drewnianej podłodze. Ubrania leżały w nieładzie. Obok sukienki zauważyła kartkę: „Musiałem wyjść do pracy. Nie chciałem cię budzić. Rozgość się”.

- Boże, praca! - krzyknęła i zaczęła gorączkowo szukać majtek, a potem ciężko opadła na łóżku i zaśmiała się głośno. Przecież dziś jest niedziela!

Ewa postanowiła zwiedzić mieszkanie Artura. Oprócz wielkiej przestrzeni, pełniącej funkcję sypialni (łóżko), salonu (kanapa i telewizor) oraz siłowni (sprzęt do ćwiczeń) były jeszcze tylko dwa mniejsze pomieszczenia: mała kuchnia, oraz duża łazienka z wanną stojącą w jej centralnym punkcie. Wezmę kąpiel – pomyślała i odkręciła wodę. Kiedy wsunęła się w miękką pianę spostrzegła, że do jej stopy przykleiła się jakaś naklejka. Metka? Nie! Cena wanny…

Wydało jej się to zabawne, ale kiedy potem podeszła do lustra i spostrzegła, że na szafce obok też jest przyklejona naklejka, pomyślała że to dziwne. Podobne naklejki były też w salonie. Z boku telewizora i na sprzęcie do ćwiczeń. Były też na szafkach i na sprzęcie w kuchni. Oprócz ceny (zazwyczaj oszałamiająco wysokiej) na każdej z naklejek widniała data sprzedaży i nazwa sklepu. Wyglądało to tak, jakby Artur cały loft urządził całkiem niedawno…

Trochę to ją zbiło z stropu, ale po chwili uśmiechnęła się do siebie i zaczęła zrywać te wszystkie naklejki. Ech ci kawalerowie. Że też mu to nie przeszkadzało?!

 ***

Szczęście. Gdy jesteś szczęśliwa oddychasz szczęściem, pławisz się w nim. Szczęście jest twoim powietrzem i wodą. Jeśli trwa długo, przestajesz je dostrzegać. Ale nawet nie wiesz, jak wątły jest ten świat. Jest jak dziecięcy zamek z piasku postawiony na plaży. Czasem gwałtownie obraca się w nicość za sprawą fali przypływu. A czasem wysycha, a wiatr rozsypuje jego ziarna powoli, aż zmieni się w bezkształtną masę. A potem zapominasz jak on wyglądał. Wiesz, że był piękny, ale czy jesteś w stanie go odbudować?

Minęły trzy miesiące odkąd Artur po raz pierwszy uśmiechnął się do niej w sklepie. Od tygodnia mieszkają u niego. Dziś złożył jej propozycję.

- Ewelinko, a może rzucisz tę pracę w sklepie? Głupio, tak żeby moja dziewczyna urabiała sobie łokcie w Biedronce.

Ewelina struchlała. Nie mogła uwierzyć w to co słyszy.

- Wstydzisz się mnie? Wstydzisz się, kim jestem?

- Bzdura, po prostu chciałem ci powiedzieć, że mamy z czego żyć. A ty mogłabyś iść na studia.

- Artur, bądź ze mną szczery, że po prostu się mnie wstydzisz. Odkąd się poznaliśmy nie przedstawiłeś mnie żadnemu swojemu znajomemu, o rodzinie nie wspominając.

- Ewelina, daj spokój. Nie było okazji…

- Nie dam spokoju, bo mam wrażenie, że nie chcesz przedstawić mnie swoim bliskim. Bo jestem bez studiów, że pracuję w Biedronce? I co ja mam zrobić według ciebie? Rzucić pracę i być twoją utrzymanką, jakąś cholerną kurtyzaną do łóżka?

- Eweli…

- Nie mów mi kim mam być. Sama uzbieram na studia… Kocham cię, ale nie chcę być od nikogo zależna.

- Przepraszam kochanie, ja tylko chciałem, żebyś była szczęśliwa.

- Jestem szczęśliwa. Ustalmy jednak pewne zasady. Nie miałam tyle, szczęścia albo umiejętności, by zdobyć to co ty. Przez całe życie rozpycham się łokciami, ale zdobywam to co chcę. I nawet jeśli jest to według ciebie niewiele, jest to dla mnie ważne. To są moje zwycięstwa. A na studia pójdę. Po prostu muszę sobie wszystko poukładać.

- Już dobrze. Przepraszam cię, nie powinienem zapominać, że jesteś niezwykłą kobietą. A teraz chodź do mnie.

Przyciągnął ją do siebie i namiętnie pocałował. Nie zdążyła zaprotestować. Podobało jej się, a potem przejęła inicjatywę. Usiadła na stole i powoli rozchyliła uda. Kochali się bez opamiętania, a potem usnęli znużeni, wtuleni w siebie jak zwykle. Szczęście...

***

Obudziła się wczesnym rankiem, a właściwie coś ją obudziło. Może przeczucie, a może słyszała jakiś dźwięk który próbowała teraz zidentyfikować. Artur spał obok. Jego pierś unosiła się miarowo. Nagle szelest powtórzył się. To przy drzwiach! Łub! Łub! Łub! Zadudniło nagle. - Artur co… - urwała. Potężne uderzenie rozwaliło drzwi. Potem rozległ się huk, coś błysnęło.

- Artur, Artur! - próbowała krzyczeć, ale wybuch kompletnie pozbawił ją słuchu. Wiedziała, że krzyczała, ale nie słyszała swojego głosu. Wtedy zobaczyła jakieś czarne sylwetki. Jedna z nich, szarpnęła ją za nogę i zrzuciła z łóżka. Zanim upadła, spojrzała na Artura. Drugi czarny kształt wykręcał mu rękę. Widziała twarz ukochanego. Napiętą w bezgłośnym krzyku. Walczył, ale był bez szans.

- … szać się! - usłyszała tubalny głos jakby dobiegał spod wody.

- Policja, nie ruszać się – usłyszała wyraźniej.

Wtedy zobaczyła czarną dziurę tkwiącą na wysokości jej wzroku. Boże, to jest pistolet.

Coś szarpnęło, ktoś chwycił ją za ręce i powalił twarzą do ziemi. Usłyszała trrrrr… To kajdanki?! Poczuła zimny metal i ból. Potem ktoś ją podniósł omal nie wyłamując stawów ramion. Znów siedziała na łóżku. Obok Artur. Z jego skroni płynęła wąska strużka krwi.

Spojrzał na nią spokojnie, tak jak pogodzone ze śmiercią cielęta patrzą w oczy swojego rzeźnika. Poddał się? Może to żart?

W głowie Eweliny kołatały się tysiące myśli, ale żadna nie potrafiła odpowiedzieć na pytanie, co tu się właściwie wydarzyło. To była policja! Założyli im kajdanki. Ludzie w kominiarkach na głowach mierzyli w nich bronią. Może to wciąż sen?

Gdy świat wracał do normy i dźwięczenie w uszach ustało, zaczęły docierać do niej wszystkie bodźce. Poczuła piekący ból w nadgarstkach, usłyszała dźwięki policyjnych syren.

Wtedy do mieszkania weszła jakaś kobieta.

- Artur Więckowski? Ewelina Modra? - spytała i nie czekając na odpowiedź nachyliła się nad Arturem. - Jesteście zatrzymani pod zarzutem podwójnego zabójstwa – dodała.

- Podwójnego zabójstwa? - zdziwił się Artur.

- Tu jest nakaz rewizji. Pani zostanie tutaj, a pan usiądzie tam – wskazała stół w kuchni.

Ewelina patrzyła jak policjanci otwierają garderobę. Widziała swoje majtki w ich dłoniach. Szuflady z jej rzeczami lądowały na podłodze.

- To jakaś pomyłka – łkała.

- Zamknij się – powiedziała funkcjonariuszka.

Artur siedział w kuchni ze spuszczoną głową. Wyglądał jakby umarł.

- Pomóżcie mu, on się nie rusza – wrzasnęła Ewelina, a wtedy on podniósł głowę i spojrzał jej prosto w oczy. Jego wzrok był pusty. On wiedział… On wiedział?!

- Artur co się dzieje?! – krzyknęła

- Zamknij się! Nie możecie rozmawiać – skarciła ją policjantka.

Dwóch umundurowanych osiłków szarpnęło ją za ręce i niemal podnieśli do góry. Kątem oka widziała, że kolejnych dwóch, podeszło do Artura.

Wyciągnęli ich z mieszkania w tym co mieli na sobie. Ewelinę w lekko prześwitującej koszuli nocnej. Artur miał na sobie same bokserki.

- To musi być pomyłka, to musi być pomyłka – mówiła pod nosem Ewelina. Ale mantra nie działała, a koszmarny sen w którym zdawało jej się uczestniczyć, nie chciał się skończyć.

***

- Gdzie jest Artur, co mu zrobiliście! – krzyczała szarpiąc kajdanki przypięte do obdrapanego biurka. Siedziała w ciasnym pomieszczeniu. W rogach, przy suficie wisiały dwie kamery. Przez długość jednej ściany ciągnęło się weneckie lustro. Naprzeciw niej siedziała policjantka, popijała kawę, ze znudzeniem obserwując nerwową szamotaninę Eweliny.

- Powiedz, kiedy będziesz mogła rozmawiać. Jak mam czas – powiedziała do niej funkcjonariuszka patrząc na nią obojętnie.

Ewelina znieruchomiała. Patrzyła na swoje odbicie w lustrze nie mogąc się w nim rozpoznać. Spuchnięte oczy, deformowały jej twarz. Na policzkach widniały czarne zacieki z wczorajszego makijażu. Potargane włosy wyglądały jak źle dobrana peruka.

- Widzę, że się uspokoiłaś – ożywiła się policjantka. - Nazywam się Lidia Karaś i prowadzę sprawę zabójstwa Marleny i Adama Więckowskich oraz usiłowania zabójstwa Michała Więckowskiego. Co pani wie w tej sprawie? – dodała.

- To jakaś pomyłka, nie znam tych ludzi – odpowiedziała z nadzieją Ewelina, ale zaraz dotarło do niej, że wymienione przez Lidię Karaś nazwiska nosi również jej Artur.

- To może inaczej. Co pani robiła dnia 21 maja? - drążyła policjantka.

- Ja… Nie wiem… - odparła niepewnie Ewelina, ale przecież doskonale znała tę datę. Zerwana z łóżka w środku nocy mogłaby powiedzieć, że wtedy była z Arturem w tej restauracji. Wtedy była już pewna, że to co ich łączy, to miłość.

- Czego pani nie rozumie w tym pytaniu?

- Pracowałam, może to potwierdzić kierowniczka sklepu – odparła.

- Już ją o to pytaliśmy. Dlaczego pani nie powiedziała, że tego dnia spotkała pani Artura Więckowskiego?

- No bo to był klient…

- Czy z każdym klientem chodzi pani do łóżka?

- Co to ma znaczyć!? Jak pani śmie?

- Pani Ewelino, czy tego dnia w godzinach wieczornych, przebywała pani lub była pani w okolicach domu przy ulicy Patriotów?

- Ależ skąd, mówiłam pani, że byłam w pracy. Pracowałam do 21.00.

- A po pracy?

- Pojechałam do swojego mieszkania.

- Może mi pani wytłumaczyć wobec tego, co robiły tam pani odciski palców?

- To kłamstwo! To jakiś koszmar! Nigdy tam nie byłam!

- Proszę się nie szarpać! W mieszkaniu znaleźliśmy butelkę wina z pani odciskami palców!

- Nie wiem, o co chodzi… Ale… Jestem sprzedawczynią! Pół miasta ma moje odciski palców w swoich domach!

- Ale nie u każdego pani klienta znajdujemy w domu trupy. I dziwnym trafem jest to dom klienta, którego pani doskonale zna. Nawet tak dobrze, że śpi pani w jego łóżku!

Ewelina zbladła. Krew odpłynęła jej z głowy, myślała że upadnie. - Chcę adwokata – powiedziała.

- No co ty? Amerykańskich filmów się naoglądałaś. Wydobędę z ciebie wszystko, choćbym miała tu nocować. Żadnego adwokata nie będzie. Dla mnie jesteś zwykłym śmieciem – wrzasnęła policjantka. - Wymordowaliście prawie całą rodzinę – dodała.

Tu przeczytasz część 3: Kasjerka z Biedronki zamieszana w zabójstwo niewinnej rodziny. Cena Miłości część 3

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki