MACIEREWICZ z ekspertami z USA o SMOLEŃSKU: Tu-154 nie uderzył w BRZOZĘ, dźwięk UDERZENIA ZMANIPULOWANY

2012-01-24 16:38 Ag

Zespół Antoniego Macierewicza, który ustala przyczyny i przebieg katastrofy pod Smoleńskiem zaprezentował w Sejmie wyniki swoich prac. Poseł PiS z ekspertami z USA doszedł do wniosku, że uderzenie Tu-154M w brzozę nie było przyczyną urwania skrzydła samolotu. Dźwięk uderzenia w drzewo został bowiem zmanipulowany. W kabinie pilotów Tu-154m był za to inny tajemniczy dźwięk, który pojawił się na długo przed katastrofą.

W oparciu o opinię dwóch ekspertów z USA, prof. Kazimierza Nowaczyka z Uniwersytetu w Maryland oraz prof. Wiesławem Biniendą, dziekanem Wydziałem Inżynierii Cywilnej na Uniwersytecie Akron w Ohio, którzy badali skrzydło tupolewa zespół Antoniego Macierewicza przedstawił nową wersję katastrofy pod Smoleńskiem.

Zdaniem prof. Nowaczyka, fizyka pracującego na wydziale szkoły medycznej dostęp do miejsca katastrofy nie był dobrze zabezpieczony, a zdjęcia z oblotu zamieszczone w raporcie MAK zostały zmanipulowane. Ekspert jest przekonany, że tupolew nie spadł na ziemię po uderzeniu skrzydła w brzozę.

- Samolot nie zmienił kursu po uderzeniu w brzozę, a dopiero znacznie później - tłumaczył Macierewicz. - Eksperci z krakowskiego instytutu Sehna nie zidentyfikowali odgłosu zderzenia z brzozą - mówił prof. Nowaczyk.

- Ten dźwięk, który był kluczowy i dla ekspertów ministra Millera stał się punktem wyjścia do późniejszych zapisów, w ogóle nie istniał. Został wymyślony, a na jego podstawie sformułowano hipotezę o uderzeniu w drzewo i roztrzaskaniu się samolotu - ocenił Macierewicz.

Co zatem się stało? Specjaliści przekonują, że odnotowano dwa wstrząsy w przyspieszeniu poziomym, które trwają tylko pół sekundy. Macierewicz dodał też, że w kokpicie pojawił się tajemniczy "inny dźwięk", który zaczął się na długo przed katastrofą i skończył kiedy Tu-154M się rozbił.

Prof. Binienda doszedł do wniosku, że kawałek skrzydła nie mógł zostać urwany po uderzeniu w brzozę. Z symulacji, jakie przeprowadził wynika bowiem, że po takiej kolizji fragment powinien wylądować w odległości kilunastu metrów od drzewa. Tymczasem znaleziono go ponad 100 metrów dalej.

Najnowsze