Ząbki. Babcia ZASTRZELIŁA wnuki z broni zięcia, byłego funkcjonariusza GROM. Zwłoki Justynki i Kacpra znalazł dziadek

2011-08-09 18:30 Ag

Nowe fakty dotyczące rodzinnej makabry w Ząbkach pod Warszawą. Genowefa G. (+ 64 l.), która podczas spaceru zastrzeliła dwójkę swoich chorych na porażenie mózgowe wnucząt zabrała pistolet zięciowi. Ojciec Justynki P. (+ 2,5 roku) i Kacperka (+ 9 l.) miał pozwolenie na broń, bo kiedyś był funkcjonariuszem jednostki specjalnej GROM, a ostatnio pracował w firmie w Ząbkach, która zaopatrywała w akcesoria militarne wojsko i policję. Wyszło też na jaw, że ciała zabitych dzieci znalazł w lesie ich dziadek.

Genowefa G. pozbawiła życia bezbronne istoty, bo nie mogła patrzeć jak ciężko chore dzieci cierpią. "Córeczko, zabieram dzieci ze sobą do Boga. Tak będzie lepiej dla wszystkich" - napisała w liście pożegnalnym do córki. Po oddaniu strzałów do wnucząt przystawiła sobie pistolet do głowy i nacisnęła spust.

Kiedy dziadek Justynki i Kacpra znalazł w domu przy ul. Chełmońskiego list żony czym prędzej pobiegł do lasu, by ratować wnuki. Niestety dotarł tam za późno. Straszy pan jako pierwszy znalazł zwłoki ukochanych wnucząt i to on zadzwonił po karetkę. Genewefa G. jeszcze żyła gdy sanitariusze przybyli na miejsce zbrodnii. Zmarła w szpitalu przy ul. Szaserów.

Babcia zabrała broń zięciowi


Co ta Gienia zrobiła? – powtarzał ze łzami w oczach dziadek, cytowany przez "Życie Warszawy".

Skąd babcia-morderczyni wzięła broń? Pistolet należał do ojca dzieci. Jak podała nieoficjalnie "Panorama" zięć Genewefy G. był kiedyś funkcjonariuszem jednostki specjalnej GROM. "ŻW" uzupełnia, że teraz pracował w ząbkowskim oddziale firmy, która sprzedawała sprzęt dla policji i wojska, m.in. militarne akcesoria.

Śledczy ustalają jakie relacje panowały między wnukami, dziadkami i rodzicami zamordowanych dzieci. Sąsiedzi mówią zgodnie, że była to spokojna rodzina. Babcia opiekowała się Kacperkiem, Justynką oraz ich 5-letnią siostrzyczką kiedy jej córka i zięć byli w pracy. Często zabierała maluchy na spacery do lasu. Niewykluczone, że choroba wnuków odcisnęła głębokie piętno na jej psychice i dlatego postanowiła zakończyć ich cierpienia.