- Norwegia, mimo bycia kluczowym eksporterem energii, boryka się z niskimi rezerwami paliw, co zagraża jej bezpieczeństwu energetycznemu.
- Kryzys na Bliskim Wschodzie i wzrost cen ropy ujawniły słabości systemu zaopatrzenia, prowadząc do paradoksalnej sytuacji.
- Rząd rozważa pracę zdalną, aby zmniejszyć zużycie paliw.
Norwegia ogranicza zużycie paliw. Rząd rozważa pracę zdalną
Choć kraj ten jest jednym z najważniejszych dostawców energii w Europie, jego rezerwy paliw są znacznie mniejsze niż w sąsiednich państwach. Dla porównania Szwecja i Finlandia posiadają zapasy pozwalające funkcjonować nawet przez 90 dni.
- Jako kraj wydobywający surowce polegaliśmy na ciągłości produkcji i bliskości własnych rafinerii. W czasach stabilizacji uznawano to za wystarczające zabezpieczenie, co pozwoliło na utrzymywanie niskich stanów magazynowych – tłumaczył szef rządu.
Paradoks energetyczny. Rekordowe zyski, ale brak zabezpieczenia
Kryzys wywołany wojną na Bliskim Wschodzie oraz blokada cieśniny Ormuz i wzrost cen ropy ujawniły słabości norweskiego systemu zaopatrzenia w gotowe paliwa. Mimo ogromnych dochodów z eksportu surowców, kraj ma trudności z zapewnieniem stabilnych dostaw na własny rynek – zwracają uwagę lokalne media.
Eksperci i komentatorzy wskazują na paradoks sytuacji Norwegii. Z jednej strony państwo notuje rekordowe przychody z eksportu ropy i gazu – tylko w marcu 2026 roku sprzedano dziesiątki milionów baryłek ropy i uzyskano miliardy euro z eksportu surowców. Z drugiej strony kraj, będący kluczowym dostawcą energii m.in. dla Niemiec, Wielkiej Brytanii i Polski, sam nie dysponuje wystarczającymi rezerwami, by zabezpieczyć własne potrzeby w sytuacji kryzysowej.