W dniu, który na zawsze zmienił historię Stanów Zjednoczonych, Heather Penney, wówczas porucznik w lotnictwie Gwardii Narodowej, stanęła przed zadaniem przekraczającym ludzką wyobraźnię. Kiedy terroryści z Al-Kaidy uderzyli w World Trade Center i Pentagon, ona i jej skrzydłowy, Marc Sasseville, otrzymali rozkaz przechwycenia czwartego porwanego samolotu - lotu United 93. Problem polegał na tym, że ich myśliwce F-16 nie były uzbrojone. Jedynym sposobem na powstrzymanie terrorystów było staranowanie samolotu pasażerskiego.
Porwany samolot United 93 leciał w stronę Waszyngtonu
Dla Penney i Sasseville'a rozkaz był jednoznaczny: wzbić się w powietrze i zatrzymać lot 93, zanim dotrze on do Waszyngtonu, gdzie celem terrorystów był prawdopodobnie jeden z budynków federalnych. W rozmowie ze stacją telewizyjną PBS pilotka przyznała, że nie miała żadnych wątpliwości, mimo że wykonanie misji oznaczało śmierć nie tylko jej i skrzydłowego, ale także wszystkich na pokładzie porwanej maszyny.
- Nie. Widzieliśmy, jak terroryści celowali w wieże. Z płyty lotniska widzieliśmy dym unoszący się nad Pentagonem. Wiedzieliśmy, że jeśli jakikolwiek inny terrorysta zmierza w stronę Waszyngtonu, to zagrożone jest serce naszego narodu, stolica wolnego świata. Musieliśmy zrobić wszystko, co w naszej mocy, by je chronić. Wiedzieliśmy też, że los tych niewinnych ludzi był już przesądzony. Nie mogliśmy nic na to poradzić
- mówiła w rozmowie z telewizją PBS.
Precyzyjny plan staranowania
Piloci mieli gotowy, choć śmiertelnie niebezpieczny plan działania. Poświęcenie dwóch myśliwców i życia ich załóg było jedynym sposobem na powstrzymanie zagrożenia. Penney wyjaśniła, jak dokładnie miało wyglądać staranowanie.
- Plan zakładał, że Sasseville uderzy w kokpit, by wyeliminować terrorystów i zniszczyć stery, oraz - co kluczowe - całkowicie zdemolować układ sterowania i przepustnice. Ja miałam uderzyć w ogon, by aerodynamicznie zdestabilizować samolot (i sprawić), by runął prosto na ziemię
- opowiada.
Bohaterowie z lotu 93 zmienili bieg wydarzeń
Ostatecznie misja Penney i Sasseville'a nie została wykonana. Zostali poderwani do lotu zbyt późno. Zanim zdążyli przechwycić porwany samolot, rozegrał się inny dramat. Pasażerowie lotu 93, dowiedziawszy się o wcześniejszych atakach, podjęli heroiczną walkę z porywaczami. Ich desperacka próba odbicia maszyny sprawiła, że samolot rozbił się na polu w Pensylwanii, nie dolatując do celu w Waszyngtonie. Zginęły wszystkie 44 osoby na pokładzie, w tym czterej terroryści. Mimo tragicznego finału, ich odwaga ocaliła stolicę USA i życie pilotów myśliwców.
- To byłaby misja samobójcza (ale) żadne z nas nie wahało się ani przez chwilę. Każdy w bazie - każdy, kto kiedykolwiek złożył przysięgę wojskową - chciałby znaleźć się w tej dwuosobowej formacji, by bronić naszego narodu
- powiedziała Penney.
Wdzięczność i refleksja po latach
Po latach Heather Penney z ogromnym wzruszeniem wspomina tamte wydarzenia. Podkreśla, że to nie żołnierze, a zwykli obywatele stali się bohaterami, którzy ocalili kraj.
- Do dziś przechodzą mnie dreszcze. Czuję ogromną wdzięczność za poświęcenie i za to, co zrobili dla nas wszystkich. Żaden z pasażerów lotu 93 nie był żołnierzem. Nie było wśród nich strażaków, ratowników medycznych ani funkcjonariuszy służb mundurowych. Byli po prostu zwyczajnymi Amerykanami. A jednak byli gotowi walczyć z terrorystami, przejąć kontrolę nad kokpitem i poświęcić życie, by nas chronić. To dowodzi, że bohaterstwo nie jest czymś wyjątkowym, że drzemie ono w każdym z nas
- powiedziała.
11 września 2001 roku w serii skoordynowanych zamachów terrorystycznych zginęło łącznie 2996 osób. Ataki te doprowadziły do uruchomienia po raz pierwszy w historii artykułu 5. Traktatu Północnoatlantyckiego, uznającego atak na jednego z członków NATO za atak na cały Sojusz.