Donaldowi Trumpowi spodobał się internetowy żart o tym, że Marco Rubio powinien zostać przywódcą Kuby
Trudno już zliczyć kraje, nad których najechaniem i zdobyciem zastanawia się Donald Trump. Amerykański prezydent wciąż jasno daje do zrozumienia, że nie poprzestanie na Wenezueli i wyraźnie spieszy mu się z rozszerzaniem wpływów USA w różnych częściach świata. Teraz najgłośniej jest o Grenlandii i Iranie, ale przecież Trump groził już nie raz także Kubie, komunistycznemu skansenowi. W niedzielę prezydent Stanów Zjednoczonych napisał w sieci, że „NIE BĘDZIE WIĘCEJ ROPY ANI PIENIĘDZY NA KUBĘ” z Wenezueli. Wezwał też Hawanę do zawarcia umowy, „ZANIM BĘDZIE ZA PÓŹNO”. A potem komentował pewien internetowy wpis, który miał być żartem, ale nie jest wykluczone, że Trumpowi spodobał się na poważnie. "Marco Rubio będzie prezydentem Kuby" - napisał jakiś użytkownik, dodając uśmiech. Prezydent odpowiedział na ten wpis: "Dla mnie brzmi dobrze!".
"Nie sądzę, żeby to była tajemnica, że nie jesteśmy wielkimi fanami reżimu kubańskiego, a nawiasem mówiąc, to właśnie on wspierał Maduro"
To, że w kontekście Kuby padło nazwisko obecnego sekretarza stanu Stanów Zjednoczonych, nie jest przypadkowe. Marco Rubio to syn imigrantów przybyłych do USA właśnie z Kuby. Jego rodzice przybyli do Ameryki jeszcze w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku, kiedy władzę na wyspie przejął Fulgencio Batista. Wcześniej Kuba była hiszpańską kolonią, a następnie państwem zależnym od USA. Od kilkudziesięciu lat jest rządzona przez komunistów. Po ataku Amerykanów na Wenezuelę Marco Rubio mówił o Kubie w programie „Meet the Press” w NBC News, że jego zdaniem „jest w dużych kłopotach”. "Nie będę z wami rozmawiał o tym, jakie będą nasze przyszłe kroki i jaka będzie nasza obecna polityka w tej sprawie. Ale nie sądzę, żeby to była tajemnica, że nie jesteśmy wielkimi fanami reżimu kubańskiego, a nawiasem mówiąc, to właśnie on wspierał Maduro” – powiedział Rubio.