Neil znów zawitał do ludzi. Władze apelują: nie przeszkadzajcie słoniowi morskiemu
On znów wrócił na Tasmanię! Ważący niemal tonę słoń morski już po raz dwunasty pojawił się na australijskiej wyspie. Jak co roku zamiast dzikich plaż wybiera miejsca blisko ludzi. Neil, bo takim imieniem ochrzciły media na antypodach niecodziennego gościa należącego do fokowatych, znalazł upodobanie w miejskich przechadzkach. Cierpliwie gramoli się, gdzie dusza zapragnie, a mieszkańcy Tasmanii są nim zafascynowani. Władze muszą apelować o rozsądek, a słoń morski robi furorę w mediach społecznościowych. Neil ma już ponad 1,4 miliona fanów, czyli dwa razy więcej, niż liczy populacja Tasmanii.
ZOBACZ TEŻ: Agata ze "Ślubu..." już postawiła dom w Australii. Pokazała wnętrza. Tylko spójrzcie na tę kuchnię!
Trzeba zachować minimum 20-metrowy dystans od słonia morskiego
Na nagraniach można zobaczyć, jak dorodny zwierz leży na środku skrzyżowania i blokuje ruch samochodów, opiera się o drzwi garaży albo ociera o drogowe pachołki ustawiane przez służby. Choć wiele osób traktuje to jako ciekawostkę, australijskie władze przypominają, że Neil to dzikie i bardzo silne zwierzę. Kris Carlyon z tasmańskiego departamentu zasobów naturalnych i środowiska apeluje, by nie podchodzić za blisko - a niestety niektórzy próbują, nawet w towarzystwie dzieci. Władze proszą też, by nie publikować w mediach społecznościowych informacji o miejscu, w którym aktualnie jest słoń morski. Obawiają się, że tłumy ciekawskich mogłyby doprowadzić do niebezpiecznych sytuacji. Należy zachować co najmniej 20 metrów odległości od słonia morskiego, a jeśli ktoś spaceruje z psem – nawet 50 metrów. Psy powinny być prowadzone na smyczy.
Słonie morskie raz na jakiś czas wychodzą na ląd, by zrzucać wierzchnią warstwę skóry. Dzieje się to raz lub dwa razy w roku. W tym czasie zwierzęta często ocierają się o kamienie, pnie czy inne twarde przedmioty.