- Grenlandzka Federacja Psów Zaprzęgowych wycofała zaproszenie dla wysłannika Trumpa, Jeffa Landry'ego, na wyścig psich zaprzęgów.
- Decyzja ta wynikała z braku wcześniejszej wiedzy federacji o zaproszeniu i przypomina zeszłoroczną kontrowersyjną wizytę wiceprezydenta USA.
- Incydent podkreśla napięcia między USA a Europą w kwestii Grenlandii.
- Dowiedz się, dlaczego Grenlandia nie chce u siebie wysłannika Trumpa i jakie to ma konsekwencje.
Grenlandia nie chce u siebie wysłannika Trumpa
Jedna z prywatnych firm turystycznych wysłała do Jeffa Landry'ego, wysłannika prezydenta USA Donalda Trumpa na Grenlandię, zaproszenie na udział w wyścigu psich zaprzęgów na Grenlandii. Jak się okazuje, nic nie wiedziała o tym Grenlandzka Federacja Psów Zaprzęgowych (KNQK). Gdy wszystko wyszło na jaw, federacja poinformowała o wycofaniu zaproszenia. Uznała bowiem, że zaproszenie Landry'ego bez jej wiedzy było niewłaściwe.
Nie będzie wizyty na wyścigach psich zaprzęgów
Agencja AFP zauważa, że sprawa odwołanego zaproszenia dla Landry'ego przypomina zeszłoroczną wizytę na wyspie wiceprezydenta USA J.D. Vance'a i jego żony. Mimo braku oficjalnego zaproszenia para postanowiła odwiedzić Grenlandię z okazji jej dorocznego wyścigu psich zaprzęgów. Wywołało to liczne protesty w Danii, która oceniła plany wiceprezydenta jako "nieakceptowalną presję". W rezultacie Vance z żoną zmienili trasę wizyty i zamiast na psi wyścig udali się do amerykańskiej bazy wojskowej położonej na północnym zachodzie wyspy - podaje PAP.
Portal "Louisiana Illuminator" przypomniał o napięciach między USA i Europą w sprawie Grenlandii i podkreślił, że "kwestią otwartą pozostaje, na ile sensowne jest, by gubernator Luizjany angażował się w delikatne, międzynarodowe negocjacje (...) a jednocześnie zarządzał jednym z najbardziej wymagających stanów w kraju".