- Duńskie wojska wzmacniają obecność na Grenlandii, a samolot patrolowy pojawił się w stolicy Nuuk.
- Celem jest przygotowanie infrastruktury i koordynacja logistyki na przyjęcie większych sił zbrojnych.
- Donald Trump wcześniej krytykował duńskie zaangażowanie, kpiąc m.in. z wydatków na psie zaprzęgi.
- Jak te działania wpłyną na nadchodzące spotkanie duńsko-grenlandzkiej delegacji z władzami USA w Waszyngtonie?
Duńskie wojska na Grenlandii. Co się dzieje?
Duńska telewizja na poparcie tych słów pokazała zdjęcia samolotu patrolowego Challenger duńskich sił powietrznych, jaki pojawił się na lotnisku w grenlandzkiej stolicy Nuuk. DR powołuje się na źródło, według którego zadaniem wysuniętego dowództwa jest przygotowanie infrastruktury i koordynacja logistyki na przyjęcie głównych sił. O wzmocnieniu obecności wojskowej na Grenlandii mówił we wtorek szef resortu obrony Danii Troels Lund Poulsen, podkreślając, że chodzi o większe zaangażowanie duńskich sił zbrojnych, a także obecność wojsk państw sojuszniczych.
W tej chwili wojska duńskie na Grenlandii liczą około 300 żołnierzy i podlegają Dowództwu Arktycznemu w Nuuk. Jednostka ma do dyspozycji m.in. jedyną tego rodzaju jednostkę specjalną na świecie - Patrol Syriusz (Sirius), czyli sześć psich zaprzęgów, pozwalających żołnierzom w trudnych warunkach przemierzać duże odległości.
Trump kpił z psich zaprzęgów
Zdaniem Donalda Trumpa zaangażowanie Danii w zapewnienie bezpieczeństwa Grenlandii jest za małe - to dla niego jeden z argumentów, dla których jego zdaniem koniecznością jest przejęcie wyspy przez Stany Zjednoczone. Kpił między innymi z wydatków duńskich służb na zakup psów zaprzęgowych.
Przypomnijmy, że w środę (14 stycznia) po południu w Waszyngtonie ma dojść do spotkania delegacji duńsko-grenlandzkiej z sekretarzem stanu USA Markiem Rubio, a także wiceprezydentem J.D. Vance'em na temat przyszłości Grenlandii.