Co byłoby, gdyby epidemia SARS-CoV-2 pojawiła się 40 lat temu?

2021-09-24 21:32
Byłoby tak, jak w roku 1963 we Wrocławiu?
Autor: Grażyna Trzaskowska/WIKIMEDIA

Historycy nie lubią „gdybać”, ale wszyscy inni uwielbiają tę zabawę. Odpowiedź na pytanie postawione w tytule tego materiału podał znany powszechnie immunolog, ekspert ds. COVID-19 Naczelnej Rady Lekarskiej, dr Paweł Grzesiowski. Byłoby tragicznie – tak można w dwóch słowach streścić odpowiedź lekarza. Może nie aż tak, jak w czasach epidemii grypy hiszpanki, ale…

Jakby ktoś nie wiedział lub zapomniał, to w latach 1918–1920 podtyp H1N1 wirusa A grypy uśmiercił w świecie co najmniej 25-50 mln ludzi. To wyobraźmy sobie, że SARS-CoV-2 objawia się światu na dobre nie w z początkiem stycznia 2021 r., ale o tej samej porze w 1981 r. Dr Grzesiowski przyznaje, że „trudno zgadnąć, ale mimo, że mniejszy ruch lotniczy, to nie byłoby szczepionek (brak technologii RNA/DNA), sekwencjonowania, internetu (brak antycovidowców) czyli po 20 m-cach ok. 1 mld chorych min. 20 mln zgonów”. Oczywiście pod twittem dr. Grzesiowskiego zebrało się nieco krytycznych ocen jego… oceny. Jeden z komentujących merytorycznie zauważa, że: „40 lat temu ludzkość była zauważalnie młodsza (jeszcze echo drugiej wojny a też chorób w zbliżonym okresie) i szczuplejsza. To mogłoby wpłynąć na poziom śmiertelności”. Inny komentator stwierdza: „Spekulacje bez sensu. Od początku pandemii na wirusa zmarło 4,7 mln ludzi, a w tym samym czasie z głodu 10 mln!”.

Zarówno dr Grzesiowski, jak i krytykujący jego „gdybanie” nie zauważyli jednego czynnika, który w istotny sposób wpłynąłby na rozwój sytuacji: czynnika ustrojowego. W państwach demokracji nazywanej ludową nie byłoby gadania o tym, czy szczepienia winny być dobrowolne, czy obowiązkowe. Władzy, nawet w Polsce – nie wspominając już o tej rezydującej na Kremlu – nie interesowałoby jak pokonać epidemię nie naruszając zasad ludowej demokracji, tylko jak ją pokonać. A jakby to było, to wystarczy popatrzeć na YouTube, co robiono w Chinach w 2020 r.

Super Raport 24.01 (Goście: Jacek Karnowski - prezydent Sopotu, dr Paweł Grzesiowski - immunolog) Sedno Sprawy: Jan Maria Jackowski

W lutym 2021 r. na stronie Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego napisano: „11 stycznia 2021 minął rok, kiedy w Chinach odnotowano pierwszy śmiertelny przypadek wywołany zakażeniem wirusem SARS-CoV-2. Od tamtej pory koronawirus szybko rozprzestrzenia się na całym świecie. Dotychczas odnotowano ponad 100 milionów przypadków zakażonych SARS-CoV-2 i ponad 2 miliony zgonów (…). Liczba śmiertelnych ofiar SARS-CoV-2 przekroczyła już liczbę śmiertelnych przypadków spowodowanych innymi wirusami, jak SARS (2002-2004), MERS (2012, 2015 i 2018), pandemii grypy w latach 1957-58 i 1968-1970 oraz świńskiej grypy w 2009 roku. Ze względu na liczbę ofiar, COVID-19 zalicza się do 10 najbardziej śmiercionośnych plag w historii”. Przypomnieć należy, że w marcu 2020 r. prognozowanie tego, ilu ludzi zarazi się, ilu umrze przez COVID-19 nie było mniej dramatyczne od „wstecznej” prognozy dr. Grzesiowskiego. Przypomnijmy, że w marcu 2020 r. (90 tys. zakażonych, 3 tys. zmarłych) Marc Lipsitch, profesor epidemiologii z Uniwersytetu Harvarda prognozował, że koronawirusem może zarazić się od 40 do 70 proc. światowej populacji z czego 1 procent może umrzeć.

W 3. fali na grypy Hongkong - A2 Hongkong 68 – w latach 1970/71 w Polsce zachorowało ponad 6 mln osób. Absencja w zakładach pracy sięgała 80 proc. Według Głównego Inspektora Sanitarnego, z powodu powikłań (głównie zapaleń płuc i niewydolności krążenia) zmarło 25 tys. Polaków. Faktycznie znacznie więcej. Epidemia ustała z przyczyn naturalnych. Władza ludowa nie musiała sięgać po instrumenty nacisku. Zupełnie inaczej było w 1963 r. z ogniskiem czarnej ospy we Wrocławiu. „Zaimportował” ją z Indii oficer Służby Bezpieczeństwa. Można teraz pogdybać, co byłoby, gdyby władze PRL podeszły do zagrożenia z poszanowanie praw obywatelskich.

Zacytujmy za IPN: „15 lipca ogłoszono pogotowie przeciwepidemiczne, a dwa dni później stan epidemii. Jednocześnie rozpoczęto masową akcję obowiązkowych szczepień, nawet w razie przeciwwskazań. Za niepoddanie się szczepieniu groziło 4,5 tys. zł grzywny (czterokrotność przeciętnych miesięcznych zarobków) lub trzymiesięczny areszt. Natomiast za odmowę leczenia i spowodowanie możliwości zakażenia innych osób – nawet 15 lat więzienia. Obowiązkowo w każdej sytuacji należało mieć przy sobie aktualną kartę szczepień…”. Wówczas przeciwko czarnej ospie zaszczepiono 98 proc. mieszkańców Wrocławia. W mieście, w miesiąc, zaszczepiono 504 tys. osób, a w ówczesnym województwie wrocławskim – 3,727 mln. Szczepionek nie podano tylko tym, którzy z przyczyn medycznych nie mogli ich otrzymać. Źródła nie podają, ile osób wybrało więzienie zamiast szczepienia. Całą tę machinę uruchomiono z powodu 99 osób, u których stwierdzono ospę. Siedem z nich zmarło. Prognozowano wówczas, że epidemia potrwa dwa lata. Wygasła po 25 dniach. Jaki morał z tej historycznej opowieści? A taki, że historia nie zawsze się powtarza.

Grupa ZPR Media sprzeciwia się głoszeniu opinii noszących znamiona mowy nienawiści przepełnionych pogardą czy agresją. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, powiadom nas o tym, klikając zgłoś. Więcej w REGULAMINIE
Najnowsze artykuły