Dłuższa przeżywalność, dobra jakość życia, zachowana sprawność to efekt postępu medycyny w hematoonkologii

Nowotwory krwi stanowią ok. 10 proc. wszystkich chorób nowotworowych. Mogą pojawić się w każdym wieku, choć niektóre z nich, jak np. szpiczak, dotyczą osób starszych (ale i tu chorują coraz młodsi).

Szpiczak plazmocytowy może być  chorobą przewlekłą
Autor: Shutterstock

Nowotwory krwi mają wiele twarzy, przybierają maski wielu innych schorzeń. Często niecharakterystyczne objawy – jak przewlekłe zmęczenie, osłabienie, bóle kostne, zwłaszcza bóle kręgosłupa, bóle stawowe powodują, że albo długo są lekceważone („bo w tym wieku tak już musi być”), albo właśnie przypisywane innym chorobom czy przepracowaniu, przemęczeniu, stresowi. Tymczasem dziś już wiemy, że wczesne rozpoznanie i dopasowane leczenie to klucz do zatrzymania choroby i ograniczenia jej objawów.

Wczoraj a…

Całkiem niedawno, bo jeszcze kilkanaście lat temu, już nie mówiąc o kilkudziesięciu wcześniejszych latach, możliwości leczenia białaczek, chłoniaków, szpiczaków, czyli nowotworów krwi, były bardzo ograniczone. Lekarze mieli do dyspozycji radioterapię lub toksyczną chemioterapię, która niszczyła zarówno komórki rakowe, jak i komórki zdrowe. Zdarzało się, wcale nierzadko, że to terapia przyczyniała się do zgonu pacjenta, a nie sam nowotwór.

Obecnie leczenie nowotworów krwi, dzięki coraz nowocześniejszym terapiom jest coraz bardziej skuteczne, przyczyniając się do znacznego przedłużenia życia chorego i dzięki którym ich życie jest bardziej komfortowe. Coraz większa grupa pacjentów żyje z nowotworem krwi tak, jak inni żyją z cukrzycą czy nadciśnieniem tętniczym.  Czyli tak, jak żyje się z chorobą przewlekłą.  

- Jeszcze kilkanaście lat temu chory ze szpiczakiem żył 2 – 3 lata od rozpoznania, dziś może żyć nawet i 15, a i dłużej.

- Z leków, które miałem do dyspozycji, gdy byłem młodym lekarzem, obecnie żadnego już się nie stosuje. Pozostało jedynie autologiczne przeszczepienie szpiku, Wtedy, czego byśmy nie robili, chorzy żyli średnio 2, 3 lata. Obecne jest grupa pacjentów, która będzie żyła ze szpiczakiem nawet 20 lat, i będzie to dobre życie – mówi prof. dr hab. n. med Dominik Dytfeld z Kliniki Hematologii i Transplantacji Szpiku Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu.

…dziś – rewolucja w leczeniu

Lekarze mają dziś do dyspozycji leki immunomodulujące, terapie celowane, przeciwciała monoklonalne, transplantacje autologicznych komórek krwiotwórczych, terapie dwuswoiste oraz terapie CAR-T. Najbardziej, jak dotąd, zaawansowaną terapią jest terapia CAR-T. Polega ona na tym, że od pacjenta pobrane zostają limfocyty, które w laboratorium są tak modyfikowane, żeby rozpoznawały komórki nowotworowe i je niszczyły. I tak zmodyfikowane są podawane z powrotem pacjentowi – aby zabijać komórki rakowe. Ogromną zaletą tej terapii, dającej jej przewagę nad innymi jest to, że podawane są pacjentowi tylko raz. Niestety u nas to leczenie, w przypadku szpiczaka, nie jest jeszcze refundowane. Pacjenci ze szpiczakiem mogą dostać to leczenie w ramach badań klinicznych lub podania komercyjnego.

- Terapia CAR-T daje perspektywę wyleczenia ze szpiczaka. Dowodzą tego badania. Wykazały one, że ok. 40 proc. pacjentów, które ją otrzymało, po sześciu latach od podania jest wolnych od choroby i od leczenia – mówi prof. Dytfeld. – W tym czasie chorzy nie dostawali też żadnej innej terapii przeciwnowotworowej. Spełnia to podstawową definicję wyleczenia szpiczaka. Terapia CAR-T nie jest co prawda świętym Graalem, nie jest terapią doskonałą, ale się do takiej zbliża.

- Nie jest to terapia tania, ale jak się porówna jej cenę i to, ile kosztują leki i leczenie powikłań w przypadku innych terapii, to roczne koszty CAR-T są zbliżone do terapii CAR-T – dodaje prof. Dytfeld. – Pacjenci, którzy już otrzymali szansę leczenia tą metodą – czy to w ramach badań klinicznych, czy komercyjnego podania, mówią, że to najlepsze, co spotkało ich od rozpoznania choroby.

Najważniejsza – pierwsza linia

Najważniejszym momentem leczenia jest pierwsza linia, czyli początek terapii. To, jak zostanie dobrana, jak zastosowana, decyduje o dalszych losach pacjenta. I taka szansę, remisji choroby przez 10, 15, a nawet i ok. 20 lat,  daje terapia 4-składnikowa, składająca się z czterech leków, to: przeciwciało monoklonalne, inhibitor proteasomów, lek immunomodulujący oraz glikosteroid.

- To terapia optymalna, możliwość opanowania choroby na długie lata – podkreśla prof. Dytfeld. – Na razie jest dostępna dla młodszych pacjentów, dla starszych, którzy nie kwalifikują się do przeszczepienia szpiku, obecnie mamy tylko terapię trójlekową. Ale ma to się zmienić jeszcze w tym roku.

Czuję się świetnie, wróciłam do żywych

Monika, chora na szpiczaka, po chemioterapii, ledwo żyła, doświadczała licznych skutków ubocznych takiego leczenia. – Żyłam jak we mgle. Na początku tego roku rozpoczęłam terapię CAR-T. Nie wystąpiły żadne objawy niepożądane, choć o takich mi mówiono. Czułam się i nadal się czuję świetnie. Wróciłam do żywych. Jakby mi nic nie było. Czasami w ogóle zapominam, że mam szpiczaka.  Mam bardzo dobre wyniki.

- Bez względu na to, jaką metodą pacjent będzie leczony, najważniejsze jest postawienie diagnozy na jak najwcześniejszym etapie choroby – zwraca uwagę prof. Dytfeld. – Dlatego lekarze podstawowej opieki, do których pacjent najpierw trafia, powinni mieć „dookoła głowy”, że jeśli pacjent uskarża się na długotrwałe zmęczenie, bóle kostne i stawowe, a w badaniach laboratoryjnych wychodzi niedokrwistość, wyniki wskazują na niewydolność nerek, a jeśli już tym bardziej doszło do patologicznego złamania, to może to świadczyć o szpiczaku. Tego typu objawów absolutnie nie powinien lekceważyć sam pacjent.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki

ROLKI