W czasie pandemii UMARŁO MNIEJ Polaków niż w latach minionych. DLACZEGO?

2020-09-16 18:48 abe
Koronawirus w Trójmieście. Zamiast po parku, plaży czy lesie ludzie spacerują po cmentarzach
Autor: Marcin Gadomski

Od lutego do sierpnia w 2019 r. w Polsce zmarły 205 243 osoby. W tym samym czasie, w okresie epidemii SARS-CoV-2/COVID-19 z życiem pożegnało się 205 728 osób. A w 218 r. zmarło 209 451 osób. To jak to jest, pandemia zbiera śmiertelne żniwo, a śmierci jest niewiele więcej lub nawet mniej niż w minionych latach?

Wyjaśnienie tej pozornie zawiłości jest proste. Dwa są bezdyskusyjne. Co do trzeciego mogą pojawić się wątpliwości, szczególnie u antymaseczkowców. Skoro przez kilka tygodni, kto mógł, to wziął sobie do serca zalecenie władz #zostanwdomu, to skutkiem tego, był choćby mniejszy ruch na drogach, ograniczenie prac na budowach, w przedsiębiorstwach itp. A to wcześniej generowało jakąś, niemałą, liczbę wypadków śmiertelnych. To akurat wyszło nam na zdrowie (gorzej na tym wyszła ekonomia). Drugim bezdyskusyjnym czynnikiem mogącym (tryb przypuszczający na trwałe wpisał się w narrację covidową) mieć wpływ na statystykę zgonów było, delikatnie to określając, zmniejszenie planowanych zabiegów. Było znacznie mniej operacji, a co za tym proporcjonalnie mnie zakończonych niepowodzeniem. Ten stan akurat nie wyszedł nam na zdrowie, bo tylko patrzeć, jak będą zbierane efekty zamrożenia lecznictwa zamkniętego.

I trzeci czynnik, który mógł ukształtować tak statystkę, że niektórym może wydawać się, że ktoś coś przy niej manipulował. Mowa o obowiązku zakrywania nosa i ust, w skrócie roboczo zwanym noszeniem maseczek, które było przez zdecydowaną większość społeczeństwa przestrzegane w pierwszych paru miesiącach, a później to już z tym różnie bywało. Otóż w opinii lekarzy noszenie maseczek nie tylko wpłynęło na ograniczenie stopnia i zasięgu epidemii, ale także przyczyniło się do ograniczenia transmisji chorób roznoszonych drogą kropelkową. One też były/są przyczyną powikłań prowadzących czasem do śmierci.

Pacjent wychodzi na czworakach ze szpitala

Rozwijamy nasz serwis dzięki wyświetlaniu reklam.

Blokując reklamy, nie pozwalasz nam tworzyć wartościowych treści.

Wyłącz AdBlock i odśwież stronę.

Kilka przykładów. W czasie tegorocznych wakacji na drogach odnotowano 5,3 tys. wypadków, w których zginęło prawie 500 osób, a 6,2 tys. odniosło rany. Rok wcześniej policja odnotowała śmierć 582 osób w wypadkach drogowych w czasie wakacji. Wskutek skoncentrowania się na leczeniu COVID-19 i paniki wywołanej zagrożeniem wywoływanym przez SARS-CoV-2 pacjenci szerokim łukiem omijali szpitale. W czasie, gdy w Polsce obowiązywał lockdown wystawiono o 29 tys. mniej tzw. zielonych kart dla pacjentów onkologicznych niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Teraz ze statystyk będzie wynikało, że w 2020 r. stwierdzono mniej (o jakieś 20-25 proc.) zachorowań na raka, co będzie na tyle prawdziwe, co teza o tym, że przyjmowanie witaminy C chroni skutecznie przez zarażeniem się koronawirusem.

Jeszcze „lepiej” będzie wyglądała statystyka ujawnionych przypadków zawałów i udarów. Będzie ich mniej (w porównaniu z zeszłym rokiem) nawet o kilkadziesiąt procent. Z przyczyn podanych jak wyżej. Nie zawsze dać się przeczekać raka w domu, bo może być za późno na skuteczne leczenie. Można przejść przez udar czy zawał w domu (pod warunkiem, że się przeżyje), ale tu też skutki tego dadzą znać o sobie w bliższej niż dalszej przyszłości. I wówczas statystki „znów” mogą wyglądać „normalnie”.

Najnowsze