Spis treści
Tragiczny finał pozornie niegroźnej kolizji
Do dramatu doszło 15 marca około godziny 19 w rejonie Marwic, na drodze łączącej Gorzów Wielkopolski z Myśliborzem. Jak ustalili śledczy, chwilę wcześniej na poboczu doszło do niegroźnej stłuczki między ciężarówką a Fordem Focusem. Oba pojazdy zatrzymały się poza pasem ruchu, a ich kierowcy sygnalizowali postój światłami awaryjnymi i mijania.
Według prokuratury kierujący Fordem nie wystawił jednak wymaganego trójkąta ostrzegawczego. Zarówno on, jak i drugi kierowca znajdujący się poza pojazdami, nie mieli również założonych kamizelek odblaskowych.
Kierowca miał mieć 12 sekund na reakcję
Z ustaleń śledztwa wynika, że 26-letni Vladyslav M., kierując ciągnikiem siodłowym z naczepą, miał nieumyślnie naruszyć zasady bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Śledczy zarzucają mu, że jadąc z prędkością około 90 km/h nie podjął manewru ominięcia stojących pojazdów ani hamowania aż do chwili zderzenia.
Kluczowe znaczenie w sprawie miał mieć zapis tachografu oraz opinia biegłego. Jak wynika z ustaleń prokuratury, kierowca miał około 12 sekund na dostrzeżenie zagrożenia i reakcję.
Trzy osoby nie żyją
Rozpędzona ciężarówka uderzyła najpierw w lewy tylny bok Forda. Samochód został zepchnięty na stojących obok kierowców, a następnie wypadł z drogi. Po chwili ciężarówka oskarżonego zderzyła się jeszcze z naczepą unieruchomionego tira, co doprowadziło do przewrócenia obu zestawów pojazdów.
Na miejscu zginęli kierowca Forda oraz jedna z pasażerek. Druga pasażerka odniosła bardzo ciężkie obrażenia i mimo wysiłków lekarzy zmarła w szpitalu kilkanaście dni później. Jeden z potrąconych kierowców doznał natomiast średniego uszczerbku na zdrowiu, w tym złamania kości łonowej i panewki stawowej.
Grozi mu nawet osiem lat więzienia
Jak poinformowała rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gorzowie Wielkopolskim Mariola Wojciechowska-Grześkowiak, do Sądu Rejonowego w Gorzowie Wielkopolskim trafił już akt oskarżenia przeciwko 26-latkowi.
Z ustaleń śledczych wynika, że wszyscy uczestnicy zdarzenia byli trzeźwi, posiadali wymagane uprawnienia i znajdowali się w dobrym stanie psychofizycznym. Na przebieg wypadku nie miały wpływu również warunki pogodowe ani stan techniczny drogi i pojazdów.
Oskarżony nie zaprzecza, że brał udział w wypadku. Na etapie śledztwa nie przyznał się jednak do naruszenia przepisów ruchu drogowego. Twierdził, że jechał prawidłowo i nie miał możliwości dostrzeżenia przeszkody na drodze. Jeśli sąd uzna go za winnego nieumyślnego spowodowania katastrofy drogowej ze skutkiem śmiertelnym, może mu grozić kara od sześciu miesięcy do ośmiu lat pozbawienia wolności.