Spis treści
Reanimacja 12-latka po wypadku w Bawatkowie
Wszystko rozegrało się w ułamku sekundy. Funkcjonariusze wstępnie ustalili, że chłopiec niespodziewanie wtargnął na jezdnię, a kierowca forda nie zdołał wyhamować przed przeszkodą. Jak podają mundurowi, „dziecko wyszło pod koła jego samochodu tuż zza stojącego autobusu”. Zanim na miejsce dotarła karetka, poszkodowanego ratowali przypadkowi świadkowie oraz wezwani policjanci, którzy pojawili się tam niemal natychmiast. Chwilę później medycy przejęli akcję, o czym poinformowały służby: „Czynności reanimacyjne przejęła załoga pogotowia ratunkowego, która wraz z poszkodowanym dwunastolatkiem udała się do kieleckiego szpitala”.
Śmierć 12-latka w kieleckim szpitalu
Medycy zrobili wszystko, co w ich mocy, aby ocalić pacjenta po tym groźnym zdarzeniu. Niestety, niedługo po godzinie 17:00 placówka w Kielcach przekazała fatalne wieści, potwierdzając, że obrażenia odniesione w wypadku drogowym okazały się śmiertelne i życia młodego chłopca ostatecznie nie udało się uratować.
Śledztwo prokuratury po potrąceniu pieszego w Bawatkowie
Wiadomo już, że w momencie tragedii 38-latek kierujący fordem był całkowicie trzeźwy, co potwierdziło przeprowadzone na miejscu badanie alkomatem. Śledczy pracują teraz pod nadzorem prokuratora i jak informują, „ustalają okoliczności i przebieg tego dramatycznego zdarzenia”. Cała sytuacja dobitnie uświadamia, jak niebezpieczne potrafią być okolice przystanków komunikacji zbiorowej, gdzie ograniczona widoczność nierzadko kończy się najgorszym scenariuszem.
W związku z prowadzonymi działaniami śledczymi w rejonie wypadku wystąpiły „znaczne utrudnienia w ruchu drogowym”. Mundurowi skrupulatnie zabezpieczali wszystkie dowody, starając się zrekonstruować dokładny przebieg tego dramatycznego wtorkowego popołudnia.