Spis treści
- Bilans ostatnich tygodni w podwolbromskich Domaniewicach jest tragiczny: nie żyje trzech mężczyzn, w tym dwaj bracia w średnim wieku oraz senior zaprzyjaźniony z domownikami.
- Wszyscy zmarli z powodu ostrego zapalenia płuc. Choroba zaatakowała także matkę rodzeństwa oraz trzeciego brata, których życie uratowali szpitalni lekarze.
- Sprawą zajmuje się prokuratura, badając wątek nieumyślnego spowodowania śmierci. Wykluczono ptasią grypę, wskazując na śmiercionośne działanie pneumokoków.
Tragiczny los Zbigniewa N. i Mariusza B.
Koszmar rozpoczął się 28 stycznia od śmierci 70-letniego Zbigniewa N., partnera pani Danuty. Ciało mężczyzny, który pracował i nocował na terenie fermy drobiu, odkryto w zaskakujących okolicznościach. Jak informował „Super Express”, zmarły wyglądał, jakby po prostu odpoczywał. Początkowo służby nie dopatrzyły się udziału osób trzecich, a lekarz uznał zgon za naturalny, biorąc pod uwagę tryb życia seniora.
„Siedział przy stole, nikt się nie zorientował, że nie żyje. Podobno Danuta jeszcze następnego dnia widziała przez okienko, jak on cały czas przy tym stole siedzi”
– relacjonuje jeden z mieszkańców wsi w rozmowie z gazetą. Dwie doby później odszedł 49-letni Mariusz B., starszy syn pani Danuty. Scenariusz był bliźniaczo podobny – mężczyznę znaleziono martwego przy stole w jego własnym domu. Sąsiedzi są w szoku, bo 49-latek nie wyglądał na chorego i był aktywny fizycznie.
„My do tej pory nie wiemy co to się stało. Mariusz był w dobrej formie. Niedawno pomagał mi przerzucić węgiel do piwnicy. Na nic się nie skarżył”
– opowiada „Super Expressowi” sąsiadka rodziny. Po pogrzebie Mariusza sytuacja zdrowotna jego bliskich gwałtownie się pogorszyła. Do szpitala z ciężkim zapaleniem płuc trafili matka oraz najmłodszy, 46-letni brat Grzegorz. W międzyczasie zmarł kolejny członek rodziny, 47-letni Robert B., któremu medycy nie zdołali pomóc.
Prokurator Piotr Piekarski ujawnia przyczyny zgonów w Domaniewicach
Pani Danuta o śmierci drugiego syna dowiedziała się z opóźnieniem, dopiero gdy jej stan zdrowia na to pozwolił. Kobieta przeżyła niewyobrażalny dramat, nie mogąc nawet pożegnać swojego dziecka. Budynek mieszkalny musiał przejść specjalistyczną dezynfekcję w celu wyeliminowania zagrożenia.
„Byłam w szpitalu, gdy on zmarł. Nie powiedzieli mi o tym, nawet nie byłam na jego pogrzebie. A gdy wyszłam ze szpitala nie mogłam wrócić do domu, bo go dezynfekowali”
– mówiła wstrząśnięta kobieta w rozmowie z „Super Expressem”. Śledztwo w tej sprawie prowadzi Prokuratura Rejonowa w Olkuszu. Postępowanie toczy się w kierunku nieumyślnego spowodowania śmierci. Ze względu na bliskość fermy drobiu, początkowo sprawdzano trop ptasiej grypy, jednak hipoteza ta upadła. Prokurator Piotr Piekarski przekazał mediom, że winne tragedii jest zapalenie płuc wywołane przez pneumokoki.
„Badania wykluczyły ptasią grypę. Nie otrzymaliśmy jeszcze wyników sekcji zwłok. Wyniki badań osób zakażonych wskazały, że nie była to grypa odzwierzęca, lecz zapalenie płuc wywołane przez pneumokoki”
Śledczy nadal wyjaśniają mechanizm tak szybkiego rozprzestrzeniania się patogenu oraz ewentualny udział osób trzecich w zaniedbaniach. Prokuratura apeluje do wszystkich świadków mogących wnieść nowe fakty do sprawy o pilny kontakt z policją. Każda informacja może okazać się kluczowa dla wyjaśnienia sprawy.