Umierali jeden po drugim. Nie żyją bracia i ich znajomy. Tajemnicza choroba sieje spustoszenie

Tajemnicza śmierć dwóch braci oraz 70-letniego mężczyzny, związanego z rodziną, w Domaniewicach koło Wolbromia. 47-latek przed śmiercią zachorował na ciężkie zapalenie płuc, tydzień wcześniej w niewyjaśnionych okolicznościach zmarł starszy o dwa lata brat mężczyzny, a matka braci ledwo uszła z życiem. Także zachorowała na zapalenie płuc, podobnie jak jej najmłodszy syn.

  • W Domaniewicach koło Wolbromia doszło do serii tajemniczych zgonów w jednej rodzinie, budząc strach wśród mieszkańców.
  • W ciągu dwóch tygodni zmarło dwóch braci i ich 70-letni znajomy, a matka braci cudem uniknęła śmierci, walcząc z ciężkim zapaleniem płuc.
  • Prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci i apeluje o pomoc w wyjaśnieniu przyczyn tych tragicznych wydarzeń.
  • Co doprowadziło do tak nagłej i tajemniczej śmierci trzech mężczyzn, i czy uda się ustalić prawdziwą przyczynę tragedii?

Blady strach padł na mieszkańców małej miejscowości Domaniewice, położonej w Małopolsce Zachodniej. W ciągu niespełna dwóch tygodni zmarło tam trzech mężczyzn: dwóch braci: 47-letni Robert B. oraz 49-letni Mariusz B. a także ich znajomy, 70-letni Zbigniew N. Ich mama Danuta ledwo została uratowana przez lekarzy. Przez tydzień walczyła z ciężką postacią zapalenia płuc na oddziale olkuskiego szpitala. Podobnie, jak jej trzeci syn, Grzegorz ( 46 l.) który także rozchorował się, zaraz po pogrzebie jednego z braci.

Serię tajemniczych zgonów zapoczątkował 70-letni Zbigniew N., partner Danuty, który zmarł niespodziewanie na fermie drobiu, na której pracował. W tej samej fermie dorabiała matka braci. Zbyszek był jej bliski, często bywał zarówno u niej w domu, nocował, a we wsi uważano ich za parę.

Zbyszek pomieszkiwał na tej fermie, tam miał taki mały pokój i właśnie w nim zmarł. Siedział przy stole, nikt się nie zorientował, że nie żyje. Podobno Danuta jeszcze następnego dnia widziała przez okienko, jak on cały czas przy tym stole siedzi – mówi w rozmowie z "Super Expressem" mieszkaniec Domaniewic.

Kolejna śmierć nie wzbudziła podejrzeń

Zbigniew N. ( † 70 l.) zmarł 28 stycznia. Jednak nagły zgon 70-letniego mężczyzny, który, jak mówią o nim miejscowi, nie prowadził higienicznego trybu życia, nie wzbudził niczyich podejrzeń. Przybyły na miejsce lekarz stwierdził zgon z przyczyn naturalnych. Podobnie jak podejrzeń nie wzbudził zgon 49-letniego Mariusza B., syna Danuty, który nastąpił zaledwie dwa dni po śmierci Zbigniewa. Mężczyzna także zmarł, siedząc przy stole.

My do tej pory nie wiemy co to się stało. Mariusz był w dobrej formie. Niedawno pomagał mi przerzucić węgiel do piwnicy. Na nic się nie skarżył, podobnie jak jego brat Robert – opowiada w rozmowie z Super Expressem pani Katarzyna ( 88 l.) mieszkanka wsi.

Mama trafiła do szpitala. Zmarł kolejny syn

Krótko po pogrzebie Mariusza rozchorowała się jego mama.

 Zaczęłam się źle czuć. Nawet nie miałam gorączki, ale byłam bardzo słaba, trochę kaszlałam, czułam się na tyle źle, że poszłam do lekarza. I chyba było ze mną źle, bo jeszcze tego samego pojechałam karetką do szpitala i tam spędziłam tydzień. Leżałam na sali z innymi kobietami, codziennie mnie badali – mówi w rozmowie z "Super Expressem" Danuta S.

Okazało się, że zachorowała na zapalenie płuc.

-  Nie wiedziałam, że mój kolejny syn też jest chory. Byłam w szpitalu, gdy on zmarł. Nie powiedzieli mi o tym, nawet nie byłam na jego pogrzebie. A gdy wyszłam ze szpitala nie mogłam wrócić do domu, bo go dezynfekowali – dodaje kobieta.

Gdy przebywała w szpitalu, zachorował jej syn, 47-letni Robert B. Do szpitala został przewieziony z bardzo ciężkim zapaleniem płuc. Lekarzom nie udało się go uratować. Zmarł tydzień po śmierci swojego starszego brata Mariusza.

Apel prokuratury

Dom rodziny B. został zdezynfekowany. Początkowo sądzono, że źródłem zakażenia rodziny mogą być gęsi. Jednak ptactwo zostało przebadane i nie stwierdzono, aby były na coś chore. Prokuratur wszczął śledztwo w sprawie tajemniczych zgonów. Postępowanie jest prowadzone w kierunku nieumyślnego spowodowania śmierci.

 Badania wykluczyły ptasią grypę. Nie otrzymaliśmy jeszcze wyników sekcji zwłok. Wyniki badań osób zakażonych wskazały, że nie była to grypa odzwierzęca, lecz zapalenie płuc wywołane przez pneumokoki. Apelujemy do osób, które mogą mieć informacje na temat tych tragicznych zgonów i mogą one wnieść coś nowego do śledztwa, o zgłaszanie się na policję lub do prokuratury, zgłaszać się można także anonimowo. Czekamy na wszelkie informacje, które pomogą nam wyjaśnić tę sprawę – poinformował media prokurator Piotr Piekarski.

Tragedia w Puławach. Spłonął żywcem we własnym domu

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki