"To poniżej mojej godności". Hakiel o zdradzie, detektywach i tym, co zobaczył na zdjęciach

Marcin Hakiel wrócił do jednego z najbardziej upokarzających momentów w życiu – chwili, gdy zaczął szukać biura detektywistycznego, żeby sprawdzić, co naprawdę dzieje się w jego domu. W rozmowie u Wojewódzkiego i Kędzierskiego nie owijał w bawełnę: "to jest ciężkie". A kiedy detektyw przyniósł materiały, Hakiel miał wybór – i świadomie z niego zrezygnował.

  • Marcin Hakiel mówi, że zaczął szukać detektywa, gdy "coś było nie tak", a telefon jego żony bywał wyłączany na godziny.
  • Detektyw przyniósł konkrety, Hakiel mógł jechać na konfrontację, ale odmówił: "to gdzieś tam poniżej mojej godności".
  • Tancerz zdradza, że do rozwodu z Katarzyną Cichopek przygotowywał się wiele miesięcy.

W podkaście Wojewódzki/Kędzierski Marcin Hakiel wrócił do czasu, w którym – jak sam przyznaje – w domu "coś było nie tak". Zamiast robić sceny i polować na sensacje, poszedł drogą, która dla wielu jest ostatecznością: zaczął szukać biura detektywistycznego. A gdy dostał materiały, zatrzymał się w ostatniej chwili. - To gdzieś tam poniżej mojej godności – mówi wprost.

Zobacz też: Marcin Hakiel nie gryzł się w język. TO powiedział o Kasi Cichopek u Wojewódzkiego i Kędzierskiego! Ostro

Hakiel opisuje narastające poczucie, że relacja wymyka się spod kontroli. Mówi o sytuacjach, w których coraz częściej wieczorem jego żony nie było w domu i o telefonie "wyłączanym na ileś godzin". Takie rzeczy nie biorą się znikąd – i właśnie wtedy pojawia się myśl, której nikt nie chce mieć w głowie.

Dlaczego Marcin Hakiel wynajął detektywa?

Tancerz nie ukrywa, że detektywi nie byli jego pierwszym wyborem. Ale kiedy emocje mieszają się z bezsilnością, człowiek szuka pewności. Hakiel przyznaje, że doradzili mu to bliscy – i że zaczął realnie rozglądać się za biurem, które mogłoby sprawdzić, co dzieje się poza jego zasięgiem. Padają słowa, które brzmią jak zderzenie z twardą ścianą.

W pewnym momencie detektyw miał przynieść konkrety. Hakiel mówi o sytuacji, w której jego była żona weszła do domu z kolegą z pracy, a obserwacja trwała dalej. I pada zdanie, które wywołuje ciarki: "Nie wyszło do rana". Do tego – jak relacjonuje – dostał "różne zdjęcia". To już nie domysły, tylko coś, co zostaje w głowie na długo, nawet jeśli nie chcesz tego oglądać.

Nie przegap: Willa Cichopek i Hakiela czeka na sprzedaż. Kosztowała 3,5 miliona! Trwa wielka batalia w sądzie

Najmocniejsze jest to, co zrobił później – a właściwie czego nie zrobił. Mógł jechać, wejść, przerwać, zrobić wielką awanturę. Hakiel przyznaje, że miał możliwość skonfrontowania się bezpośrednio, ale odmówił.

Stwierdziłem, że nie chcę tego robić, to jest gdzieś tam poniżej mojej godności

– mówi. W rozmowie wraca też wątek formalny – pokusa, żeby iść "na ostro", walczyć o winę, dociskać do końca. Hakiel przyznaje, że takie myśli pojawiały się, ale w zderzeniu z rzeczywistością: długimi procedurami, kosztami emocjonalnymi i tym, co może uderzyć rykoszetem w dzieci, ostatecznie zamiast wojny wybrał domknięcie i ugodę. Bez triumfu – za to z próbą uratowania resztek spokoju.

Super Express Google News
Marcin Hakiel o zniknięciu z "Tańca z Gwiazdami". Wbił szpilę Cichopek i Kurzajewskiemu?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki