Człowiek o wielkim sercu. Pojedzie na rowerze z Krakowa do Wiednia, by pomóc 8-latce!

2019-08-13 11:55 Bartłomiej Plewnia, opr. Amadeusz Calik
Krzysztof Dąbrowa
Autor: Bartłomiej Plewnia

Pojedzie z Krakowa do Wiednia na rowerze, żeby pomóc w rehabilitacji 8-letniej Julki. Takiego wyczynu podejmie się Krzysztof Dąbrowa, który pokona na dwóch kółkach 750 kilometrów, zbierając w internecie pieniądze na leczenie dziewczynki.

Ma prawie 8 lat, lubi śpiewać i grać na komputerze, ale na rowerze jeździć nie może. Julka urodziła się z rozszczepem kręgosłupa. To choroba, przez którą zrobienie jednego kroku może graniczyć niekiedy z niemożliwością.

Krzysztof Dąbrowa, przyjaciel ojca Julki, postanowił swoje rowerowe marzenie przekuć w akcję charytatywną. 15 sierpnia wyjedzie rowerem z Krakowa do Wiednia, zbierając w internecie pieniądze na rehabilitację dziewczynki. To 750 kilometrów - a więc trasa, na której rower musi być niezawodny.

- Kiedyś usłyszałem od swojego taty o trasie Greenway z Krakowa do Wiednia. Strasznie mi zależało na tym, żeby pojechać i parę miesięcy temu zaplanowałem, że tak się stanie. Potem dowiedziałem się, że mój kumpel z pracy, jego córka, urodziła się z rozszczepieniem kręgosłupa i rzeczywiście do końca życia będzie rehabilitowana. Pomyślałem sobie, że skoro i tak jadę, skoro daję sobie szansę, to taki dodatkowy bodziec i motywator, żeby komuś pomóc to będzie fantastyczna sprawa - mówi Krzysztof Dąbrowa.

Krzysztof Dąbrowa pojedzie przez zachodnią Małopolskę, Śląsk Cieszyński, następnie wjedzie do Czech, pokona Północne i Południowe Morawy, by dotrzeć do Wiednia. 

- Miała nigdy nie chodzić. Takie dostaliśmy prognozy, gdy się urodziła, udało się ją spionizować, udało się ją zrehabilitować na tyle, że jest samodzielna. W niektórych czynnościach należy jej pomagać, ale to i tak jest dużo, dużo lepiej niż to, co przewidywali lekarze zaraz po urodzeniu - Grzegorz Kaim, ojciec Julii.

Julia jest po dość skomplikowanej operacji nóżek, która przebiegła dosyć pomyślnie.

- Niestety nóżki są bardzo osłabione. Ta rehabilitacja jest cały czas, na non stopie, musi być rehabilitowana, by te nóżki się nie zastały, by ona mogła normalnie sobie chodzić później - tłumaczy ojciec Julii. 

- Wiadomo, że nie będzie nigdy sportowcem, nigdy nie będzie jeździć tak jak Krzysiek w takie dalekie wyprawy na rowerze, ale będzie mogła sobie gdzieś kiedyś na rowerku pojeździć czy normalnie chodzić - dodaje Grzegorz Kaim.

Wsparcie zadeklarowali także szefowie firmy, w której pracuje ojciec chorej dziewczynki - za każdy przejechany kilometr przekażą na zbiórkę 2 złote.

Pomóc możecie także Wy - na Facebooku uruchomiona została zbiórka pieniędzy.