Kierowca Skody potrącił Dawidka i uciekł zamiast pomóc chłopcu. Dziecko zginęło 300 metrów od domu

To historia, która mogłaby posłużyć za scenariusz mrocznego filmu, lecz niestety wydarzyła się naprawdę, pozostawiając za sobą niewyobrażalny ból. 10-letni Dawid, pełen marzeń i planów na przyszłość, wracał z treningu piłkarskiego. Od domu dzieliło go zaledwie 300 metrów. Nie mógł wiedzieć, że na jego drodze stanie 23-letni Dariusz H., który kierując autem pod wpływem alkoholu, brutalnie przerwie jego młode życie.

  • Rok temu 10-letni Dawid F. zginął potrącony przez pijanego kierowcę we wsi Krasne-Lasocice pod Limanową.
  • Sprawca, 23-letni Dariusz H., miał 0,9 promila alkoholu we krwi i jechał z dużą prędkością, ścinając znak i drzewo, po czym uciekł z miejsca zdarzenia.
  • Chłopiec wracał ze szkoły i miał zaledwie 300 metrów do domu; świadkowie podkreślają, że inni uczniowie cudem uniknęli potrącenia.

10-letni Dawid zginął 300 metrów od domu. Potrącił go pijany kierowca

Śmierć 10-letniego Dawida F. to był cios, którego nikt się nie spodziewał. 23 kwietnia 2025 r. chłopiec został dłużej w szkole ze względu na trening piłkarski. Sport to była jego pasja, która wypełniała mu życie. Powrót do domu szkolnym autobusem w towarzystwie kolegów i starszej koleżanki był rutyną. Wszyscy mieszkali w przysiółku Łęg w Krasnem-Lasocicach (powiat limanowski). Dawida od jego domu dzieliło już tylko około 300 metrów.

Wtedy pojawił się on – Dariusz H., 23-latek, który absolutnie nie powinien był zasiadać za kierownicą samochodu. Badanie alkomatem wykazało u niego 0,9 promila alkoholu w organizmie. Jak relacjonują świadkowie, Dariusz H. pędził swoją Skodą z zawrotną prędkością, całkowicie ignorując wszelkie zasady bezpieczeństwa i zdrowego rozsądku. Jego nieodpowiedzialna jazda doprowadziła do tragedii – ściął znak, uderzył w drzewo i śmiertelnie potrącił 10-letniego Dawida.

Dariusz H. uciekł zamiast pomoc chłopcu. Ofiar mogło być więcej

To, co nastąpiło po uderzeniu, jest równie wstrząsające. Świadkowie zdarzenia twierdzili, że Dariusz H. nie zatrzymał się, by udzielić pomocy ofierze. Zamiast tego sprawca próbował uciec z miejsca wypadku. - On uciekał. Zatrzymał się dopiero, gdy nie mógł jechać dalej. W tym aucie nie było już powietrza w oponie. Wysiadł i wcale nie zamierzał wrócić na miejsce wypadku. Pobiegł za stodołę i cały czas gdzieś dzwonił – relacjonowali świadkowie w rozmowie z reporterką "Super Expressu".

Pan Jan, dziadek jednego z kolegów Dawida, który cudem uniknął potrącenia, w rozmowie z „Super Expressem” zwrócił uwagę, że ofiar mogło być więcej. - To straszna tragedia. Zginęło niewinne dziecko, troje pozostałych także mogło zginąć. Wnuk cudem uniknął potrącenia.

Wyrok za spowodowanie śmiertelnego wypadku w Krasnem-Lasocicach

Dariusz H. został skazany na 8 lat pozbawienia wolności, dożywotni zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych oraz nawiązkę w wysokości 70 tys. zł na rzecz rodziny chłopca. Wyrok był stosunkowo niski, ponieważ mężczyzna dobrowolnie poddał się karze. Za okoliczności łagodzące uznano młody wiek, niekaralność i szczerą skruchę oskarżonego. 

Sonda
Czy kary dla pijanych kierowców powinny być wyższe?
Pijany pędził przez wieś i zabił 10 latka

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki