Pani Marzena przyszła na Rynek, by wyrazić żal i smutek. Zauważyła, że pojawiły się już pierwsze znicze. Dzień wcześniej miała odwiedzić to miejsce z rodziną, ale plany pokrzyżowała im gęsta mgła. – Postanowiłam przyjść. Czuję się bezpiecznie, bo jest tu dużo policjantów. Nie ma się czego bać. Przyszłam jednak, żeby wyrazić żal i smutek – powiedziała. Jak dodała, Kraków wydawał się jej bardzo bezpiecznym miastem.
Arek w sobotę planował wyjść na spacer na Rynek, gdzie często bywa. Został jednak w domu z powodu bólu głowy. Później napisał do niego przyjaciel, pytając, czy wszystko z nim w porządku.
– To ogromna, niewyobrażalna tragedia, która mogła zdarzyć się wszędzie, nie tylko w Krakowie. Mam nadzieję, że już nigdy więcej do takiej tragedii nie dojdzie – powiedział.
Strzały słyszała również Ryan z północnej Anglii. Jej ojciec początkowo myślał, że to hałas mający odstraszyć ptaki. Gdy odgłosy nie ustawały, zorientowali się, co się dzieje. – Zobaczyliśmy ludzi biegnących z lewej strony. Krzyknęłam: „Uciekajmy!”. Cała nasza trójka pobiegła boczną ulicą i schroniła się w restauracji – opowiedziała.
Czytaj też: Czy Michał O. w zeszłym roku popełnił morderstwo? Ustalenia prokuratury [RELACJA NA ŻYWO 8.11.2026]
Do dramatu doszło w sobotnie popołudnie, gdy zamaskowany 24-latek, Michał O., wjechał autem na płytę krakowskiego Rynku i otworzył ogień do przypadkowych przechodniów. Bilans ataku to sześć ofiar śmiertelnych oraz 16 rannych, wśród których znaleźli się dwaj funkcjonariusze policji oraz sam sprawca, ujęty po wymianie strzałów z mundurowymi. Jeszcze tego samego dnia w lokalu w Ostrowcu Świętokrzyskim odkryto zwłoki rodziców oraz siostry napastnika, a badająca obie sprawy prokuratura zaznacza, że za tymi zbrodniami może stać ten sam mężczyzna.