Monika B. (45 l.) sprowadziła się do Sieprawia kilka lat temu. Wraz z mężem zamieszkała w drewnianym domku, który wspólnymi siłami wyremontowali, stwarzając prawdziwą enklawę spokoju, piękna i harmonii z dala od miejskiego zgiełku. Niestety w krótkim czasie mąż kobiety zachorował na nowotwór i zmarł, pozostawiając żonę z małym synkiem. Po śmierci męża Monika B. związała się z Krzysztofem L.
Mężczyzna był wspólnym znajomym małżonków, gdy jeszcze żył mąż Moniki. Przez wiele lat pracował za granicą, a po powrocie do kraju zajął się stolarstwem. Z czasem zamieszkał w Sieprawiu wraz z Moniką B. i jej synkiem. Nie wiadomo, co działo się za zamkniętymi drzwiami ani jak układały się relacje między partnerami.
Widocznie nie najlepiej, bo ostatecznie się rozstali. Nikt z sąsiadów nie wiedział, że po zakończeniu związku Krzysztof L. groził byłej partnerce. Na swoim profilu w mediach społecznościowych pisał: "lojalność to nie tylko wierność. To również granice szacunek i sposób, w jaki traktujesz partnera, kiedy jesteś zły".
Z perspektywy tego co się potem wydarzyło, te słowa mogą wydawać się znamienne. Czy były zapowiedzią przerażającego planu, który tlił się w jego głowie? Monika B. czuła się zagrożona. W styczniu 2026 roku złożyła zawiadomienie na policji. Prokurator zapewnia, że sprawa była już na ukończeniu, a śledczy w bliskiej przyszłości zamierzali skierować do sądu akt oskarżenia przeciwko Krzysztofowi L. Nie zdążyli.
W piątek (18 września) około godziny 18. Krzysztof L. przyjechał przed dom Moniki uzbrojony w broń czarnoprochową, krótkiego colta z ośmioma kulami. Zaczął wygrażać byłej partnerce, a potem prawdopodobnie uderzył ją w twarz i złamał jej żuchwę. Monika B. zdążyła wezwać policję zanim Krzysztof L. wyciągnął broń i z bliskiej odległości strzelił byłej partnerce w głowę. I wtedy wydarzył się cud. Kula przeszyła na wylot dłoń, w której Monika B. trzymała telefon, a potem trafiła w smartfona. To prawdopodobnie metalowa konstrukcja telefonu pochłonęła energię wystrzału i zmieniła trajektorię lotu pocisku w ten sposób, że kula zamiast zabić, spowodowała jedynie ranę powierzchowną.
Szarpaninę przed domem Moniki B. zauważyli sąsiedzi i pobiegli na ratunek. Gdy zjawili się na podwórku, 45–latka ociekała już krwią, ale była przytomna. Kilka metrów dalej leżał Krzysztof L. Za zaatakowaniu byłej partnerki wyszedł przed ogrodzenie i dwukrotnie do siebie strzelił. Próbowano go jeszcze reanimować, bezskutecznie. Pomoc przyjechała po 17 minutach od zdarzenia.
Krzysztof L. zmarł na miejscu, Monika B. został przetransportowana do szpitala.