- Mieszkańcy krakowskiego osiedla Kalinowego przeżyli koszmar, gdy ich sąsiad demolował klatkę schodową.
- Mężczyzna, słuchając głośnej muzyki, bił młotem w ściany, dewastował klatkę i instalacje, a nawet gonił księdza aż do zakrystii.
- Przerażeni sąsiedzi wielokrotnie wzywali policję.
Kraków. Koszmar na Osiedlu Kalinowym. Klatka schodowa jak pole bitwy
Pomalowane ściany czerwoną farbą, pobazgrane okna na klatce schodowej mieszaniną gipsu i tynku, porywane rury, rozprute ściany i instalacje, wszędzie gruz a nawet muszla klozetowa. Tak wygląda obecnie jedna z klatek schodowych na Osiedlu Kalinowym w bloku nr 14. Skala dewastacji jest porażająca, a koszmar jaki przeżyli jej mieszkańcy trudny do opowiedzenia słowami.
Głośna muzyka i młot w akcji
– Wszystko zaczęło się przed wigilią. Ze środkowego mieszkania na czwartym piętrze popłynęła głośna muzyka, a zaraz potem odgłosy walenia młotem – opowiada pan Przemysław (41 l.) mieszkaniec środkowej klatki. – Potem było tylko gorzej – dodaje.
Na klatce wylądowała muszla klozetowa, na ścianach wulgarne napisy czerwoną farbą. Marcin S. okna na klatce schodowej zamalował substancją przypominającą tynk.
– On dosłownie je zakleił tym, nic przez nie nie widać. Każde tak załatwił aż do parteru – mówią mieszkańcy klatki w rozmowie z "Super Expressem". Na próby kontaktu Marcin S. odpowiadał wyzwiskami.
"Przecież on mógł nas wysadzić w powietrze!
Przerażeni sąsiedzi zaczęli wzywać policję na pomoc. Bali się, że dojdzie do tragedii. – Przecież on mógł nas wysadzić w powietrze! Skuł ściany obok instalacji gazowej, był agresywny, mógł nas pozabijać, tu mieszka dużo starszych osób – mówi mieszkanka z parteru.
Dodaje, że w drugi dzień świąt Marcin S. poszedł do kościoła. – Najpierw zwyzywał ludzi wychodzących mszy świętej a potem proboszcza. Gonił tego księdza aż do zakrystii. Potem wrócił do domu i znowu hałasował tym młotem – opowiada.
20 razy wzywali policję
Zamiast spokojnych i radosnych świąt mieszkańcy przeżyli chwile grozy i wielkiego strachu o własne własne życie. Ponad 20 razy wzywali policję, w różnych porach dnia i nocy. Dopiero w poniedziałek, 5 stycznia, poczuli ulgę. Marcin S. został zabrany przez funkcjonariuszy.
- Pierwsze zgłoszenie wobec jednego z mieszkańców bloku na os. Kalinowym odnotowano 24 grudnia 2025 roku. Od tego czasu miało miejsce blisko 20 zgłoszeń, które dotyczyły początkowo zaśmiecania i zakłócania porządku. W związku z tym policjanci sporządzili do sądu wniosek o ukaranie - poinformował "Super Express" Piotr Szpiech, rzecznik prasowy KMP w Krakowie.
"Nie był w logicznym kontakcie"
Następne zgłoszenia oprócz zakłócania porządku, dotyczyły też niszczenia klatki schodowej poprzez nanoszenie napisów oraz uszkadzania okien i tynków. 29 grudnia 2025 roku przybyli na interwencję policjanci potwierdzili powstałe uszkodzenia, na miejscu obecny był też przedstawiciel administracji. Przeprowadzone zostały oględziny z udziałem policyjnego technika.
Mężczyzna wskazany jako sprawca został zatrzymany i osadzony w policyjnym areszcie. Kolejnego dnia usłyszał zarzut uszkodzenia mienia. Sytuacja z dewastacją klatki powtórzyła się 3 stycznia. Wówczas również wykonane zostały oględziny, nie stwierdzono naruszenia żadnej z instalacji. Z uwagi na wieczorną porę i brak kontaktu z zarządcą budynku, nie było możliwości poinformowania go o zaistniałej sytuacji - przekazał rzecznik komendy.
Policjanci na miejsce wezwali ZRM, który nie stwierdził wskazań do hospitalizacji mężczyzny. Funkcjonariusze sporządzili stosowną dokumentację i wręczyli podejrzanemu o dokonanie zniszczeń, wezwanie do komisariatu. Podobne interwencje miały miejsce 4 i 5 stycznia. Podczas jednej z nich, w związku z zakłócaniem spokoju innym mieszkańcom, mężczyzna został ukarany mandatem.
- W dniu 5 stycznia, podczas ostatniej interwencji, mężczyzna z uwagi na to, że nie był w logicznym kontakcie, trafił do szpitala. Tego samego dnia przedstawiciel administracji złożył zawiadomienie o dokonanych uszkodzeniach w związku z czym prowadzone są czynności zmierzające do uzupełnienia zarzutów. W komisariacie Policji VII w Krakowie, toczą się postępowania, gromadzony jest materiał dowodowy i odnośnie prowadzonych spraw pozostajemy w kontakcie z prokuraturą – dodał Szpiech.
To jednak nie rozwiązuje problemu. – Boimy się, że on wróci a my nie zaznamy spokoju – mówią zgodnie mieszkańcy.
Polecany artykuł: