„Szukałem czegoś, za czym mogę się skryć”. Świadek masakry w Krakowie opowiada o dramatycznej walce o życie!

Najpierw zobaczył uciekający tłum, potem nadjeżdżający samochód i błyski dobiegające z kabiny kierowcy. Kiedy zrozumiał, że padają prawdziwe strzały, rozpaczliwie szukał schronienia. Mężczyzna, który znalazł się w samym centrum sobotniej (7 listopada) masakry w Krakowie, opowiedział reporterowi „Super Expressu” o chwilach grozy. – Trochę to wyglądało, jakby ktoś nagrywał film – wspomina.

„Cały tłum zaczął biec”. Świadek strzelaniny w Krakowie opowiada o chwilach grozy

To miało być zwyczajne sobotnie popołudnie w centrum Krakowa. Nagle wszystko zamieniło się w koszmar. Na ulicach rozległy się strzały, a przerażeni ludzie rzucili się do ucieczki. Każdy próbował znaleźć miejsce, w którym mógłby schronić się przed uzbrojonym napastnikiem.

Wśród osób, które znalazły się w samym środku dramatycznych wydarzeń, był mężczyzna, z którym dzień po tragedii rozmawiał reporter „Super Expressu” Bartosz Wojsa.

Świadek doskonale pamięta moment, w którym zorientował się, że dzieje się coś strasznego.

– To było od razu, kiedy cały tłum zaczął biec – opowiada.

Ludzie w pośpiechu szukali schronienia w lokalach po obu stronach ulicy. Mężczyźnie widok uciekającego tłumu skojarzył się z korridą, kiedy ludzie próbują jak najszybciej znaleźć bezpieczne miejsce.

Wtedy dostrzegł samochód. Z jego kabiny dobiegały rozbłyski. Mężczyzna zrozumiał, że to stamtąd padają strzały.

– Jak zauważyłem, że auto jedzie w naszym kierunku i że to są rzeczywiście strzały, bo widziałem rozbłyski z kabiny kierowcy, to już, tak jak praktycznie każdy, szukałem czegoś, za czym mogę się skryć – relacjonuje.

Ukrył się za samochodem. „Gdyby skręcił w prawo, nie miałbym takiej dobrej osłony”

Nie było czasu na zastanawianie się. Uzbrojony napastnik zbliżał się samochodem, a nasz rozmówca musiał natychmiast znaleźć osłonę. Schował się za stojącym w pobliżu autem. Nie miał jednak pewności, czy to wystarczy, by uniknąć kul.

– Gdyby to auto skręciło w prawo, nie miałbym takiej dobrej osłony – przyznaje.

W pobliżu znajdował się również tramwaj, który został ostrzelany podczas ataku. Dopiero widok uszkodzonego pojazdu pozwolił świadkowi w pełni zrozumieć, jak wielkie groziło mu niebezpieczeństwo.

– Kiedy zobaczyliśmy, że tramwaj został ostrzelany, dotarło do nas, że to były prawdziwe naboje, a nie ślepaki – opowiada.

Wszystko działo się tak szybko, że trudno było uwierzyć, iż rozgrywa się naprawdę.

– Trochę to wyglądało, jakby ktoś nagrywał film – mówi świadek.

Tyle że to nie był film. Nie było aktorów ani inscenizowanych wystrzałów. Ludzie naprawdę ginęli, a inni walczyli o przetrwanie.

Sześć osób nie żyje. Dopiero później dotarła do niego skala tragedii

Sobotnia strzelanina pochłonęła życie sześciu osób, a kilkanaście zostało rannych. Uzbrojony 24-letni Michał O. został zatrzymany po wymianie ognia z policjantami. Ranni zostali również funkcjonariusze, którzy stanęli naprzeciw napastnika.

Nasz rozmówca przyznaje, że dopiero później, kiedy zaczął sprawdzać informacje w telefonie, docierało do niego, co właściwie wydarzyło się wokół niego.

– Byłem w środku wydarzeń, na początku jeszcze nie wiedząc, co do końca się dzieje. Później te obrazki docierały do mnie raczej z telefonu – opowiada.

Po tak dramatycznych przeżyciach trudno po prostu wrócić do codzienności. Strach i napięcie nie zniknęły wraz z zatrzymaniem sprawcy.

– Jeśli chodzi o emocje, to chyba przede wszystkim przemęczenie i przebodźcowanie tym wszystkim – przyznaje mężczyzna.

Kraków dzień po masakrze. „Jest na pewno przestraszony”

W niedzielę (8 listopada), zaledwie dzień po krwawej strzelaninie, nasz rozmówca ponownie pojawił się w centrum Krakowa. Wrócił do pracy, ale miasto, które zobaczył, wyglądało zupełnie inaczej niż przed tragedią.

Rynek Główny nadal pozostawał odcięty od mieszkańców i turystów. Przy wejściach stały radiowozy i służby, a przejścia blokowały policyjne taśmy. Na okolicznych ulicach pojawiali się ludzie, część lokali była otwarta, ale trudno było mówić o normalnej niedzieli w jednym z najchętniej odwiedzanych miejsc w Polsce.

Mężczyzna nie spodziewał się też zainteresowania wycieczkami, z którymi związana jest jego praca.

– Jeśli chodzi o zainteresowanie wycieczkami, myślę, że będzie zerowe. Ludzie przychodzą tutaj raczej popatrzeć, jak to wszystko wygląda. Większość Rynku jest praktycznie odcięta – opowiada.

Jeszcze w sobotę sam szukał schronienia przed kulami. W niedzielę wrócił w okolice miejsca, w którym znalazł się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. W jego słowach nie ma już paniki, która ogarnęła ulicę podczas strzelaniny. Jest za to zmęczenie i niedowierzanie.

– Kraków jest na pewno przestraszony. Wydaje mi się, że też wiele osób próbuje jeszcze zrozumieć to, co się stało – mówi.

Miasto powoli próbuje wrócić do codziennego życia. Ale dla ludzi, którzy w sobotę uciekali przed strzałami, obrazy tamtych chwil mogą pozostać w pamięci na bardzo długo.

Kraków pod zamachu. Relacja Bartka Wojsy z Rynku Głównego

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki

ROLKI