Pogrzeb zamordowanego taksówkarza. "Zawsze można było na niego liczyć"
Pogrzeb Lecha W. odbył się w Kościele pw. św. Kazimierza w Giżycku. Miasto pożegnało człowieka, który przez lata był częścią jego codzienności.
- To jego ostatni kurs - mówił ksiądz podczas mszy, która rozpoczęła się w sobotę (10 stycznia) o godz. 11. Nazwał zmarłego 78-latka silnym człowiekiem. Duchowny wspominał, że pan Leszek w przeszłości wygrał walkę z rakiem.
- Wspaniały tata, wspaniały dziadek, na którego zawsze można było liczyć. Giżycko było miastem, które kochał - wspominali pana Leszka jego bliscy. Marzył o tym, żeby kupić kampera i przejechać nim całą Europę, gdy już znudzi mu się praca taksówkarza. Lubił rodzinne spotkania i wyjazdy.
- W tak smutnych okolicznościach, jakie nas tutaj zgromadziły, chcemy szukać nadziei. Chcemy szukać pokrzepienia, światełka, które rozproszy te ciemności - mówił ksiądz w kościele.
- Bycie taksówkarzem to swego rodzaju profesja zaufania publicznego, bo przecież wsiadając do taksówki, my ufamy, że kierowca wie, gdzie jechać, że zawiezie nas bezpiecznie, że zna drogę - dodał ksiądz.
Giżycko stracił uwielbianego taksówkarza
Mieszkańcy mazurskiej miejscowości turystycznej wciąż nie mogą się otrząsnąć po tym, co stało się w sylwestra. Pan Lech był znany i lubiany w całym mieście. Punktualny, spokojny, uczynny. Woził ludzi przez ponad 40 lat. Był najstarszym taksówkarzem w Giżycku i do tego wciąż czynnym zawodowo. Choć mógł już odpoczywać, wciąż jeździł, bo lubił to robić. – To nie był tylko kierowca. To był człowiek, z którym chciało się rozmawiać – mówią pasażerowie.
Tragedia w sylwestrową noc
Lech W. został zamordowany 31 grudnia późnym wieczorem. Z postoju taksówek w centrum Giżycka do auta pana Lecha wsiadł Mateusz G. Podczas kursu, gdy taksówka zatrzymała się pod domem Mateusza G. w Pięknej Górze, 4 kilometry od Giżycka, pasażer po krótkiej awanturze, miał nagle sięgnąć po nóż i zaatakować kierowcę.
Zadał kilka ciosów. Lech W., mimo ran, próbował się ratować. 78-latek odjechał spod domu napastnika i ruszył z powrotem do Giżycka. Jechał zygzakiem, ledwo przytomny. Świadkowie, widząc podejrzaną jazdę, wezwali policję. sądząc, że to pijany kierowca. Prawda okazała się być zgoła inna.
Funkcjonariusze znaleźli w aucie zakrwawionego taksówkarza. Mimo szybkiej interwencji i wezwanych na miejsce ratowników medycznych, mężczyzna zmarł na miejscu. Jeszcze tej samej nocy zatrzymano podejrzanego.
Prokuratura szuka świadków
37-letni Mateusz G. został zatrzymany i aresztowany. Nie przyznał się do winy. Odmówił składania wyjaśnień. Śledczy próbują odtworzyć dokładny przebieg zdarzeń i proszą o pomoc. Każdy, kto może mieć jakąkolwiek informację na temat sylwestrowej tragedii, powinien się zgłosić.