- Kuratorium oświaty przeanalizowało akta zmarłego Mateusza z Susza, nie stwierdzając zaniedbań w szkole.
- Urzędnicy sprawdzili procedury bezpieczeństwa i historię ucznia, rozmawiając z kadrą pedagogiczną.
- W raporcie wskazano, że szkoła monitoruje konflikty, a Mateusz był empatycznym uczniem.
Ustalenia kuratorium po śmierci Mateusza z Susza
Postępowanie sprawdzające w Szkole Podstawowej imienia generała Józefa Bema w Suszu zrealizowali urzędnicy delegatury warmińsko-mazurskiego kuratorium. Inicjatorką tych działań była Jolanta Skrzypczyńska, pełniąca funkcję kuratora oświaty w tym regionie.
- Kontrolę zaleciłam na bazie informacji o tym tragicznym zdarzeniu, które miało miejsce w Suszu. Mateusz był uczniem tej szkoły - mówi Radiu ESKA pani kurator.
Efektem drobiazgowego audytu jest obszerny, liczący dwadzieścia trzy strony dokument. Urzędnicy opisali w nim stosowane w placówce procedury bezpieczeństwa, skupiając się przede wszystkim na zmarłym chłopcu, jego szkolnej przeszłości oraz bieżącej sytuacji rówieśniczej. Wizytatorzy skrupulatnie zweryfikowali akta ucznia, a także przeprowadzili serie rozmów z kadrą kierowniczą, wychowawcą klasy, szkolnym psychologiem oraz pedagogiem.
- Czytając raport, widzę atmosferę w szkole. To mnie uspokoiło, że jednak szkoła pracuje i wykonuje to, co do niej należy, ponieważ uczniowie są zaopiekowani, szkoła ma wiedzę na temat sytuacji konfliktowych, prawdopodobnie nie wszystkich. To co zaobserwują nauczyciele, czy wychowawcy, czy co zgłoszą rodzice, to oczywiście szkoła podejmuje i próbuje sprawy rozwiązać i załatwić - podkreśla kurator oświaty. - Rzeczywiście szkoła jest odbiciem, lustrem społeczeństwa, czyli młodzi ludzie też są skonfliktowani ze sobą.
Z informacji przekazanych przez szefową kuratorium wynika również, że w podstawówce funkcjonują dwa niezależne kanały informowania o aktach agresji. Młodzież dotychczas miała nie zgłosić tą drogą żadnego incydentu.
- Było to dla nas zdarzenie nadzwyczajne, więc musieliśmy jak najbardziej przyjrzeć się też temu uczniowi i jego relacjom w szkole - mówi Skrzypczyńska.
Urzędnicy przeanalizowali całą, trwającą siedem lat ścieżkę edukacyjną nastolatka, począwszy od momentu rozpoczęcia przez niego nauki. Na etapie edukacji wczesnoszkolnej chłopiec doskonale odnajdywał się w grupie i nie sprawiał żadnych problemów wychowawczych. Sytuacja zmieniła się nieco, gdy trafił do oddziału o profilu sportowym. Po ukończeniu czwartej klasy jego rodzice zawnioskowali o powrót syna do poprzedniej grupy rówieśniczej, wskazując, że część osób zachowywała się wobec niego nieodpowiednio. Ostatecznie dyrekcja wyraziła zgodę na te przenosiny i od początku piątej klasy, aż do siódmego roku nauki, Mateusz ponownie uczył się ze swoimi dawnymi znajomymi z młodszych roczników.
Chłopiec uchodził za osobę empatyczną, bezkonfliktową i budującą pozytywne relacje z rówieśnikami. W opinii szkolnej społeczności darzył innych należytym szacunkiem. Pierwsze niepokojące sygnały pojawiły się dopiero we wrześniu, kiedy to jeden z rodziców zwrócił się do wychowawcy z prośbą o monitorowanie obecności. Powodem interwencji była niska frekwencja w klasie oraz fakt, że sam uczeń też zaczął opuszczać wybrane zajęcia edukacyjne.
- Był to pierwszy taki sygnał, ale nie przemocowy, że uczeń był gnębiony, więc ucieka z lekcji, tylko coś się dzieje w klasie i żeby się wychowawca temu przyjrzał. Następny sygnał od rodzica był w lutym, również od rodzica, by spotkać się z panią dyrektor na temat sytuacji w klasie. Pani dyrektor zaproponowała spotkanie, ale rodzice nie przyszli (...) Po tym jak ta mama nie przyszła, pani pedagog, pani psycholog, pani pedagog specjalna rozmawiały z Mateuszem i z kolegami z klasy na temat tych konfliktów, jakie się pojawiły. Tydzień wcześniej była bójka między nimi, ale mówię o lutym, nie dzień przed tragedią. Dzień przed tragedią nikt w szkole nic nie wiedział, żeby była jakaś bójka - relacjonuje kurator oświaty.
- Co było przyczyną? Czy oni się z niego wyśmiewali? Ja to tylko mam wyczytane gdzieś tam w internetach. Natomiast w protokole nie jest napisane nic na ten temat (...). Natomiast o hejcie nigdzie nie ma mowy, nie wypłynęło to w trakcie rozmów z tymi osobami, które tu wymieniłam.