Według ustaleń, podczas policyjnej kontroli drogowej w Olsztynie, gdy ten złamał zakaz skrętu alkomat miał wykazać blisko 1 promil. Śledztwo trwa, ale do dziś nie ma zarzutów. I właśnie to rozpala emocje najmocniej. Bo nie chodzi o zwykłego kierowcę, lecz o człowieka, który nadal pełni funkcję publiczną, nadal sprawuje władzę i nadal nie powiedział publicznie jednego prostego słowa: przepraszam.
Sprawa miała wyjść na jaw dopiero wtedy, gdy dotarli do niej dziennikarze. Wcześniej nie było otwartej informacji na policyjnej stronie, nie było publicznego wystąpienia, nie było bicia się w piersi. Była cisza. A ta cisza dziś brzmi głośniej niż wszystkie polityczne tłumaczenia.
Czytaj też: Zepchnął Grzegorza z drogi? 29-latek zginął na miejscu. Prokuratura: To nie był wypadek
Mieszkańcy mogą pytać wprost: jak to możliwe, że człowiek zajmujący tak eksponowane stanowisko, polityk dobrze znany nie tylko w regionalnych strukturach KO, bo był widywany u boku Trzaskowskiego i premiera Tuska - po takich doniesieniach wciąż sprawuje urząd? Gdzie są standardy, o których politycy tak chętnie mówią przed kamerami? Gdzie odpowiedzialność? Gdzie honor?
Pełnomocnik starosty przekonuje, że jego klient będzie współpracował ze śledczymi. Tyle że politycznie ta sprawa już eksplodowała. Bo kiedy zwykły człowiek wpada za kierownicą po alkoholu, nie ma parasola ochronnego, nie ma czasu na przeczekanie burzy, nie ma wygodnego milczenia. A tutaj mowa o ważnym samorządowcu, prominentnym polityku KO, człowieku z układu lokalnej władzy.
Czytaj też: "Zabrał nam mamę i teściową". Sąd złagodził wyrok dla adwokata od „trumny na kółkach”
Za prowadzenie auta w stanie nietrzeźwości grozi do 3 lat więzienia. Ale jeszcze zanim zapadną decyzje śledczych, jedno jest pewne: ta sprawa zostawiła potężną rysę na wizerunku starosty. I im dłużej będzie milczał, tym większa będzie polityczna cena tej afery.