Spis treści
Radziecka maszyna miała odśnieżać, a rozbiła się na drzewie
Śnieg zaskoczył drogowców? Skądże. Tym razem to drogowcy zaskoczyli wszystkich. Na mazurskich drogach, tuż pod Ostródą, zamiast nowoczesnego sprzętu pojawił się zabytek techniki. Ził z czasów Nikity Chruszczowa – 63-letni relikt radzieckiej myśli inżynieryjnej z silnikiem od czołgu – miał ratować powiat przed zimowym paraliżem. Skończył… roztrzaskany na drzewie.
– Ten samochód to jeszcze warszawskie lotnisko Okęcie odśnieżał – mówi nam były pracownik ostródzkiego zarządu dróg. – Stał z co najmniej 6-8 lat zapomniany jak trup. Wyciągnęli go z zaplecza, odpalił i pojechał, ale po trzech godzinach coś się stało. Wylądował na drzewie!
Polecany artykuł:
Na miejsce ruszyły służby, jakby rozbił czołg. Bo w zasadzie – prawie tak było. Maszyna ruskiej generacji ma kilka elementów od czołgu. Ochotnicy i zawodowcy przez kilka godzin próbowali oderwać maszynę od drzewa. Potem trzeba ją było holować wielkim wozem ratowniczym - Rotatorem - z powrotem kilkanaście kilometrów do Ostródy. Złom, nie pojazd.
To nie scenariusz z filmu Barei, tylko rzeczywistość Powiatowego Zarządu Dróg w Ostródzie. A przypomnijmy – mamy 2026 rok. IMGW ostrzegało przed intensywnymi opadami. Wszyscy czekali zapewne, że stopnieje, bo tak było przez ostatnie lata. Tyle, że od tygodnia pada prawie non stop.
Starosta jeździ limuzyną, a odśnieżać nie ma czym
Na szczęście nowoczesna technologia w Ostródzie istnieje. Tyle że nie służy mieszkańcom. Jak przypomina lokalna prasa, starosta Andrzej Wiczkowski po tym, jak rozbił służbową limuzynę podczas prywatnych zakupów, kupił sobie nową. Za 226 tysięcy złotych. Ze skórzaną tapicerką i podgrzewaną kierownicą. Komfort, ciepło i bezpieczeństwo – ale tylko dla niego.
Może zamiast wozić się jak VIP po powiecie, pan starosta zainwestowałby w sprzęt, który spełnia obecne normy bezpieczeństwa, a nie stanowi tylko zapis stanu posiadania.
Na S7 utknęły dziesiątki aut
Mieszkańcy powiatu i podróżni nie mają tyle szczęścia, co pan Andrzej. Przed sylwestrem na trasie S7 i okolicznych w powiecie ostródzkim utknęły dziesiątki aut. Urząd miejski musiał zamienić się w tymczasową noclegownię, bo ludzie z dziećmi marzli na poboczu.
Może gdyby ten pomarańczowo-rdzawy wrak trafił do muzeum, a nie na drogę, nie byłoby wstydu.
Na szczęście nikomu nic się nie stało. Ale pytanie brzmi – ile jeszcze takich „eksponatów” czeka w kolejce na swoją ostatnią jazdę?
Zima nie odpuszcza. A starostwo najwyraźniej wciąż żyje w PRL-u. Tylko starosta już nie jeździ syrenką, czy maluchem.