Urzędnicy winą obarczają deszcz. Remontów kanalizacji nie ukończono
W poniedziałek nad Głuchołazami zerwała się potężna ulewa. W ciągu kwadransa ulice zamieniły się w rwące rzeki, a ruch na wielu z nich został całkowicie sparaliżowany. Woda po raz kolejny wdarła się do piwnic i na partery budynków mieszkalnych. Sytuacja przypomniała mieszkańcom dramat sprzed dwóch lat i wywołała pytania o efekty obiecanej odbudowy.
Władze miasta twierdzą jednak, że opady były tak obfite, że żaden system by sobie z nimi nie poradził. Szef centrum zarządzania kryzysowego, Przemysław Zborowski, w rozmowie z dziennikarzem Radia Eska przekonywał, że infrastruktura nie była przystosowana do przyjęcia takiej ilości wody.
- Ilość opadów, która wystąpiła w danym momencie była tak duża, że kanalizacja nie była w stanie tego przyjąć. Nie jesteśmy myślę w stanie się przygotować stuprocentowo na tego typu zjawiska atmosferyczne. To nie jest tak, jak to miało miejsce w 2024 roku - wystąpienie rzeki Białej Głuchołaskiej ze swojego koryta
- powiedział Zborowski na antenie Radia Eska.
Burmistrz Paweł Szymkowicz dodaje również inną perspektywę. Z jednej strony potwierdza gigantyczną skalę opadów, z drugiej - przyznaje, że miasto wciąż odczuwa skutki kataklizmu sprzed dwóch lat.
- 38 litrów spadło w przeciągu pół godziny. To jest ponad połowa tego, co zwykle pada tutaj w całym sierpniu. Dodatkowo jeszcze część kanalizacji nie jest poprawiona, nie jest odbudowana po zniszczeniach w 2024 roku. One są tylko udrożnione
- relacjonuje Radiu Eska Szymkowicz.
Mieszkaniec Głuchołaz: Zrobili tylko most, reszta to lipa
Mieszkańcy Głuchołaz patrzą na sytuację zupełnie inaczej. W rozmowie z reporterem Radia Eska jeden z nich stwierdził, że rzekoma odbudowa to tylko puste słowa, czego dowodem mają być właśnie ostatnie zalania.
- Nic nie zostało poprawione. To, co oni podają w telewizji to jest wszystko lipa. Jedynie co zrobili to tylko most. Kanalizacja jest nieprzepchana od powodzi. Wczoraj popadało trochę deszczu i już był problem. Szpital zalany, ludzie mają wodę w piwnicach. Po 20 minutach zrobiła się tragedia. Ulicami płynęła woda, a jakby tak padało tak dwa dni?
- mówił zdenerwowany mieszkaniec Radiu Eska.
Jego obawy potwierdzają doniesienia władz powiatu. Starosta nyski, Daniel Palimąka, przekazał, że woda znów pojawiła się w dolnych partiach szpitala w Głuchołazach, które wciąż są w trakcie remontu po poprzedniej powodzi.
- Remont przyziemia szpitala w Głuchołazach nie został jeszcze zakończony, a do pomieszczeń ponownie wdarła się woda, osiągając poziom kilku centymetrów
- napisał Palimąka w mediach społecznościowych, dołączając zdjęcia.
Dziesiątki interwencji strażaków. Najgorzej w powiecie nyskim
Głuchołazy nie były jedynym miejscem, które ucierpiało. Wojewódzka straż pożarna z Opola poinformowała, że do wtorkowego poranka wyjeżdżała 88 razy, w większości do zalanych posesji (65 wyjazdów). Najwięcej szkód burze wyrządziły właśnie w powiecie nyskim (44 interwencje).
- W wyniku przejścia frontu burzowego przez województwo opolskie w dniu 17 sierpnia 2026 roku, do godziny 7:00 (18 sierpnia) strażacy odnotowali 88 interwencji. [...] Najwięcej zdarzeń odnotowano w powiatach: powiat nyski – 44, powiat prudnicki – 22. [...] Łącznie w zdarzeniach uczestniczyło 122 zastępów PSP i OSP w sile 566 strażaków. Nie odnotowano osób poszkodowanych
- przekazało KW PSP w Opolu.
Na szczęście nie było rannych. Służby drogowe powiatu nyskiego natychmiast po burzy rozpoczęły oczyszczanie ulic. Tymczasem rząd przypomina, że przekazano znaczne pieniądze na rewitalizację i obronę przed powodziami w Głuchołazach, choć zaznacza, że żadna instalacja nie jest całkowicie odporna na ekstremalne zjawiska pogodowe.
Współpraca: Kamil Warzocha/Radio Eska
Polecany artykuł: