Spis treści
Niespodziewana wizyta w Budzisławiu Starym. Dlaczego premier Wielkiej Brytanii przyjechał do wielkopolskiej wsi?
Takiego oblężenia limuzyn, dygnitarzy i konwoju Budzisław Stary pod Kołem w Wielkopolsce jeszcze nie przeżył. Premier Wielkiej Brytanii, Keir Starmer, przyjechał do małej wsi na wschodzie Wielkopolski razem ze swoją żoną, Victorią, policją, tłumaczem i ze Służbą Ochrony Państwa. Okazało się, że szukają przodków Victorii Starmer. Żydowska rodzina ze strony ojca żony premiera jeszcze przed drugą wojną światową wyemigrowała z Polski. Ojciec Victorii - Bernard - urodził się już w Londynie, ale jej pradziadkowie pochodzili właśnie z Budzisławia.
Premier szukał śladów swoich przodków
Gdy w czasie weekendowego urlopu przyjechali do Polski w poszukiwaniu rodzinnych korzeni, chcieli rozmawiać z sołtyską Budzisławia Starego, Marią Benec, ale nie było jej w domu. Swoje kroki od razu skierowali do sąsiada kobiety - Czesława Janickiego (77 l.).
- Pokazali mi na zdjęciu dom w centrum wsi oraz zdjęcie jakiejś starszej kobiety i pytali, czy znam kogoś o nazwisku Abramowicz - mówi pan Czesław.
Niestety, senior nie pamiętał nikogo takiego.
- Mówili, że jej pradziadek był kuśnierzem w naszej wsi - dodaje pan Czesław. - Niestety, nikt takich ludzi nie zna i nie pamięta. Gdyby przyjechali dwa, trzy lata wcześniej, to byłaby jeszcze szansa, bo wtedy żyli starsi mieszkańcy wsi - tłumaczy Super Expressowi Maria Benec, sołtyska wsi. - Teraz, nikt nie kojarzył rodziny żony brytyjskiego premiera.
Starmerowie pojawili się jednak także pod domem ze zdjęć. Jest stary, zniszczony, opuszczony. Teraz należy do rodziny pana Andrzeja.
Mężczyzna razem z rodzicami przeprowadził się tu z pobliskiej miejscowości kilkadziesiąt lat temu.
- Nasza wieś była likwidowana pod kopalnię i my wtedy kupiliśmy dom w Budzisławiu - tłumaczy mężczyzna i dodaje, że jego rodzina nie miała pojęcia, że kiedyś dom należał do żydowskiej rodziny, która wyemigrowała z Polski.
- To była duża niespodzianka dla mnie, gdy premier Wielkiej Brytanii z żoną stanęli przed moim domem - mówi pan Andrzej, który teraz mieszka w nowym domu, który stoi blisko tego, w którym się wychował i w którym mieszkali kiedyś krewni żony premiera.
Nie dali się zaprosić na herbatę, ale zabrali kamień na pamiątkę
Victoria Starmer bardzo chciała go obejrzeć. Pan Andrzej oczywiście się zgodził i nawet z córkami zapraszał małżeństwo do domu na herbatę.
- Nie chcieli wejść, tylko obejrzeli dom z zewnątrz, zajrzeli przez wybite okno do środka, a na koniec ta pani zabrała kamień z rozpadającego się domu na pamiątkę - opowiada synowa pana Andrzeja, pani Joanna.
Kamień w tradycji żydowskiej symbolizuje trwałą pamięć, szacunek i wieczność. Żydzi kładą na macewach kamienie zabrane z ważnych miejsc, co jest wyrazem miłości i pamięci. Czy Starmerowie przyjadą jeszcze do Budzisławia Starego?
- Nie zapowiedzieli tego, ale my oczywiście serdecznie zapraszamy - mówi na koniec pan Andrzej.