Oprawca strusia Zenka chełpił się zbrodnią. Jego słowa mrożą krew w żyłach. "Filmik przebije wszystko"

2026-02-19 11:41

Czy można zyskać sławę, znęcając się nad bezbronnym zwierzęciem? Właśnie taką motywację miał mieć Łukasz Sz., którego proces wstrząsnął opinią publiczną. W Sądzie Okręgowym w Poznaniu na jaw wyszły kulisy jego działania, które nie były aktem chwilowej furii, lecz zaplanowanym polowaniem na rozgłos. Skrucha, którą okazał na koniec, została przez prawników nazwana "wydmuszką procesową".

Super Express Google News

Struś Zenek na co dzień mieszkał w gospodarstwie agroturystycznym pod Poznaniem z innymi zwierzętami: psami, osłami, kozami i końmi. 

Niestety, w nocy z 10 na 11 stycznia 2025 roku ptak został porwany. Ktoś przeciął płot otaczający zagrodę, wypuścił zwierzę i zaczął go bić. Zenek wrócił do swojej zagrody, ale w katastrofalnym stanie. Zakrwawiony, poobijany wyglądał, jak poddawany torturom. Mimo wysiłku właściciela Traperskiej Osady i weterynarzy - zwierzę zmarło.

Policjanci szybko ustalili, że pod ogrodzenie agroturystyki Traperska Osada zakradł się Łukasz Sz. ze swoimi kolegami. Zwierzę niestety nie bało się ludzi, a to, co zrobił zwierzęciu Łukasz Sz. przyprawia o dreszcze. Mężczyzna chwycił kij i bez skrupułów z całej siły uderzał ptaka. Zwierzę miało obrażenia zarówno wewnętrzne, jak i zewnętrzne. Mężczyzna zmiażdżył zwierzęciu też przełyk.

W trakcie procesu w połowie stycznia 2026 roku Łukasza Sz. wyszło na jaw, że mężczyzna szedł do Zagrody Traperskiej, bo miał w planach… zgwałcenie strusia. Z wiadomości wysyłanych do kolegi jasno wynika, co mężczyzna chciał zrobić Zenkowi.

"Jestem pierwszym typem w Polsce, który powalił strusia" - to nie jest cytat z filmu akcji, a słowa 37-letniego Łukasza Sz. odczytane w poznańskim sądzie. Jak podaje "Głos Wielkopolski", we wtorek, 17 lutego zakończył się jego proces, w którym odpowiadał za 21 przestępstw – od handlu narkotykami, przez groźby, po brutalne znęcanie się nad strusiem Zenkiem. Prokurator Katarzyna Trawczyńska przytoczyła treść nieoficjalnej korespondencji oskarżonego z aresztu.

"Jestem pierwszym typem w Polsce, który powalił strusia, mówią i piszą o mnie do tej pory na całej Polsce, a filmik z telefonu przebije wszystko" – pisał oskarżony, traktując swój czyn nie jako powód do wstydu, ale jako "osiągnięcie". Dla prokuratury był to dowód na całkowity brak refleksji i okoliczności łagodzących.

Adwokat Katarzyna Topczewska, reprezentująca oskarżycieli posiłkowych, nie przebierała w słowach. Stwierdziła, że po 15 latach prowadzenia spraw o znęcanie się nad zwierzętami, z takim przypadkiem jeszcze się nie spotkała. W jej ocenie nie był to człowiek, który stracił panowanie nad sobą, ale ktoś, kto z premedytacją zaplanował swój czyn.

To, co spowodowano Zenkowi, przypominało kibicowską ustawkę – z tą tylko różnicą, że w tym przypadku niewinne zwierzę nie miało żadnych szans w starciu z agresorem – mówiła adwokat, cytowana przez "Głos Wielkopolski". 

Prawniczka nazwała okazaną przez oskarżonego skruchę "wydmuszką procesową" – taktyką obraną na ostatniej prostej procesu, by złagodzić wyrok.

Sześć lat więzienia i przeprosiny bez emocji

Prokuratura, opierając się na zeznaniach świadków, opiniach biegłych i analizie telefonu oskarżonego, zażądała dla Łukasza Sz. kary łącznej 6 lat pozbawienia wolności. Na jego niekorzyść przemawia nie tylko brutalność czynu, ale i chęć zdobycia rozgłosu za wszelką cenę.

Sam oskarżony na koniec zabrał głos. "Pomimo, że po mnie tego nie widać, jest mi naprawdę głupio i żal. Chciałbym za wszystko przeprosić" – powiedział szybko. Te słowa, wypowiedziane bez cienia emocji, stanowiły lodowaty kontrast dla ogromu cierpienia, jakie zadał. Wyrok w tej wstrząsającej sprawie ma zapaść na początku marca.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki