Aktualizacja
W związku z porannymi doniesieniami, reporterowi Radia Eska udało się porozmawiać z panią mecenas, która reprezentuje Magdalenę H. W rozmowie adwokatka potwierdziła, że walczy o uchylenie aresztu dla klientki. Pełnomocniczka 57-letniej patomorfolożki złożyła właśnie zażalenie na decyzję sądu o zastosowaniu wobec kobiety tymczasowego aresztowania.
- W tym momencie czekamy na wyznaczenie terminu posiedzenia zarówno co do rozpoznania tego zażalenia, a także zarówno co do przesłuchania pani Magdaleny - powiedziała w rozmowie z Radiem Eska adwokatka Patrycja Chobel.
Dodała, że podczas wczorajszego spotkania w zakładzie karnym ustalona została linia obrony. Nie chciała jednak zdradzić szczegółów.
- Wczorajsze spotkanie w zakładzie karnym trwało dosyć długo, prawie dwie godziny. Ustaliłyśmy linię obrony, będziemy wyjaśniać. Natomiast jaka to jest linia obrony i co pani Magdalena będzie wyjaśniać, to pozostaje na tą chwilę w tajemnicy – stwierdziła adwokatka.
Mec. Chobel potwierdziła w rozmowie z reporterem Radia Eska, że lekarka będzie składała wyjaśnienia. Nie chciała jednak wyjawić żadnych szczegółów w tym temacie.
- To jest tajemnica zarówno śledztwa, jak i obowiązująca mnie tajemnica adwokacka – przekazała.
Wcześniej pisaliśmy:
Szokujące okrycie w Lutoryżu. Adwokatka lekarki zabiera głos
Magdalena H. Przebywa w areszcie od 13 czerwca. Jej obrońcą z urzędu została mecenas Patrycja Chobel. Adwokatka zapowiada złożenie zażalenia na decyzję o areszcie i starania o zastosowanie środków wolnościowych. Zapowiada, że patomorfolożka będzie współpracowała ze śledczymi.
— Doktor Magdalena H. chce wszystko wyjaśnić prokuratorowi i będzie współpracować ze śledczymi. Wskaże również, z jakimi szpitalami współpracowała. Czekamy na wyznaczenie terminu przesłuchania — przekazała mecenas Chobel, cytowana przez „Gazetę Wyborczą”.
Adwokatka odniosła się również do medialnych doniesień, które w ostatnim czasie publikowały media. Lekarka ma bardzo mocno je przeżywać, zaprzeczyła doniesieniom o rzekomym romansie z cudzoziemcem poznanym na urlopie. Zaznacza, że jej klientka miała problemy finansowe, ale nie były one tak duże, jak wynika z doniesień.
– W czasie pandemii ciężko zachorowała i nie mogła pracować. Nie zarabiała, zaczęła się zadłużać. Do tego doszły problemy rodzinne. Do pracy wróciła dopiero kilka miesięcy temu – tłumaczy adwokatka.
Jak mówi mecenas Chobel w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”, w wyniku doniesień o całej sprawie powstało błędne przekonanie o tym, że kobieta zabierała materiał ze szpitala do domu. Natomiast lekarka mając umowy ze szpitalami, miała pobierać materiał do badań i analizować go w swoim gabinecie. Po analizie materiał powinien być oddany do utylizacji, jednak w przypadku płodów rodzice decydują o tym, czy szczątki zabierają, by zorganizować pochówek samodzielnie, lub przekazują do zbiorowego pochówku albo czy przekazują je do utylizacji. W tym przypadku rzekomo miało nie dochodzić do takich decyzji.
Z ustaleń wynika, że to względów finansowych lekarka miała zakopywać je na swojej działce.
Ludzkie płody zakopane na działce w Lutoryżu
Przypomnijmy, do koszmarnego odkrycia doszło, kiedy nowi właściciele działki rozpoczęli prace w ogrodzie. Operator koparki, rozkopując ziemię odkrył zakopane materiały medyczne oraz ludzkie płody. Zakopane papiery okazały się być dokumentacją medyczną. Prokuratura potwierdziła, że znaleziono 34 szczątki, zakopane w ziemi. Szybko zatrzymano poprzednią właścicielkę działki, Magdalenę H., patomorfolożkę. Sąd zdecydował o tymczasowym aresztowaniu 57-latki. Kobieta spędzi w areszcie najbliższe trzy miesiące.