Kilkadziesiąt płodów na działce. Oto, co powiedziała adwokatka lekarki. Poruszyła ważną kwestię

2026-06-18 10:42

Na działce w Lutoryżu koło Rzeszowa znaleziono kilkadziesiąt zakopanych płodów ludzkich. Sprawa wyszła na jaw, kiedy nowi właściciele działki rozpoczęli prace ziemne na posesji. Zatrzymano w tej sprawie lekarkę patomorfolożkę Magdalenę H. Jej adwokatka zabrała głos. Odnosi się do medialnych doniesień.

Przypomnijmy, do koszmarnego odkrycia doszło, kiedy nowi właściciele działki rozpoczęli prace w ogrodzie. Operator koparki, rozkopując ziemię odkrył zakopane materiały medyczne oraz ludzkie płody. Zakopane papiery okazały się być dokumentacją medyczną. Prokuratura potwierdziła, że znaleziono 34 szczątki, zakopane w ziemi. Szybko zatrzymano poprzednią właścicielkę działki, Magdalenę H., patomorfolożkę. Sąd zdecydował o tymczasowym aresztowaniu  57-latki. Kobieta spędzi w areszcie najbliższe trzy miesiące.

Szokujące okrycie w Lutoryżu. Adwokatka lekarki zabiera głos

Magdalena H. Przebywa w areszcie od 13 czerwca. Jej obrońcą z urzędu została mecenas Patrycja Chobel. Adwokatka zapowiada złożenie zażalenia na decyzję o areszcie i starania o zastosowanie środków wolnościowych. Zapowiada, że patomorfolożka będzie współpracowała ze śledczymi.

 — Doktor Magdalena H. chce wszystko wyjaśnić prokuratorowi i będzie współpracować ze śledczymi. Wskaże również, z jakimi szpitalami współpracowała. Czekamy na wyznaczenie terminu przesłuchania — przekazała mecenas Chobel, cytowana przez „Gazetę Wyborczą”.

Adwokatka odniosła się również do medialnych doniesień, które w ostatnim czasie publikowały media. Lekarka ma bardzo mocno je przeżywać, zaprzeczyła doniesieniom o rzekomym romansie z cudzoziemcem poznanym na urlopie. Zaznacza, że jej klientka miała problemy finansowe, ale nie były one tak duże, jak wynika z doniesień.

– W czasie pandemii ciężko zachorowała i nie mogła pracować. Nie zarabiała, zaczęła się zadłużać. Do tego doszły problemy rodzinne. Do pracy wróciła dopiero kilka miesięcy temu –  tłumaczy adwokatka.

Jak mówi mecenas Chobel w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”, w wyniku doniesień o całej sprawie powstało błędne przekonanie o tym, że kobieta zabierała materiał ze szpitala do domu. Natomiast lekarka mając umowy ze szpitalami, miała pobierać materiał do badań i analizować go w swoim gabinecie. Po analizie materiał powinien być oddany do utylizacji, jednak w przypadku płodów rodzice decydują o tym, czy szczątki zabierają, by zorganizować pochówek samodzielnie, lub przekazują do zbiorowego pochówku albo czy przekazują je do utylizacji. W tym przypadku rzekomo miało nie dochodzić do takich decyzji.

Z ustaleń wynika, że to względów finansowych lekarka miała zakopywać je na swojej działce.

Wielki pożar autobusu na Pradze w Warszawie. Spłonęło wszystko! 

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki