Mateusz zszokował przed Sądem Okręgowym w Gliwicach
- Moje ręce pozbawiły ją przytomności, a lina pozbawiła ją życia - to inne słowa Mateusza H., wypowiedziane podczas procesu w Sądzie Okręgowym w Gliwicach. Morderca nastoletniej Wiktorii sam namalował obraz siebie jako bezwzględnego człowieka, pozbawionego jakichkolwiek skrupułów, ba, nie mającego ludzkich odruchów, i mordującego przygodnie napotkaną dziewczynę rzucając przedtem o jej los monetą. Autoportret bestii. - Wypadł orzeł, więc postanowiłem ją udusić. Potem odbyłem stosunek z jej zwłokami - przekonywał na sali rozpraw.
Zabicie człowieka nie stanowiło dla niego żadnego problemu. - Wcześniej planowałem już zabicie człowieka. Było mi obojętne, kogo bym zabił - wyznawał beznamiętnym głosem.
Zabójstwo w Radzionkowie. Wiktoria zginęła, bo przyjęła jego propozycję
Ta ponura historia wstrząsnęła całym Radzionkowem i Bytomiem. Wydarzyła się w nocy z 11 na 12 sierpnia 2023 r. w mieszkaniu H. w okazałej kamienicy przy ul. Kużaja w Radzionkowie. Mateusz H. wracał autobusem z Katowic z pracy. Jechał do Radzionkowa. Wiktoria natomiast po zabawie w katowickiej dyskotece tym samym autobusem jechała do domu w Bytomiu. Widząc, że dziewczyna jest mocno wstawiona, H. zaproponował jej odpoczynek u niego w mieszkaniu. - Chciałem jej pomóc w przypływie empatii. Była pijana i nie miała kluczy do swojego mieszkania - twierdził H. Na własną zgubę Wiktoria się zgodziła.
W mieszkaniu doszło do horroru. Mateusz H. zgwałcił nastolatkę. Wbrew temu, co twierdził potem, wówczas dziewczyna jeszcze żyła. To był pierwszy akt dramatu. - Nie chodziło o seks, ale o wybór. To nie była frustracja, że nie mogę tego zrobić, bo mam narzeczoną. Chodziło o mój komfort. Mogłem robić, co chciałem. Ten seks to był impuls. Nie planowałem tego wcześniej - mówił bez zająknięcia na sali sądu.
Gdy nastolatka zasnęła, Mateusz H. dokończył dzieła. On nie potrafił zasnąć. Próbował obudzić Wiktorię. Gdy ta sztuka kilka razy się nie udała, wtedy postanowił rzucić monetą. Wypadł orzeł. Oznaczał wyrok śmierci. - Zacząłem ją dusić. Ona się przebudziła, próbowała walczyć, ale nie miała już siły. Używałem poduszki, by tłumić dźwięki. Na początku chciałem jej pomóc, myśl, by zabić, przyszła, gdy byliśmy już u mnie. Walczyłem z tą myślą, dlatego próbowałem ją budzić, gdyby się za trzecim razem zbudziła, to by nie było zabójstwa - przekonywał potem Mateusz H.
"Zrobiłem coś bardzo złego"
Po wszystkim mężczyzna zmienił ubranie, a ciało Wiktorii pozawijał w to, co było pod ręką. Na koniec owinął je folią. Uciekł z mieszkania. Planował ukryć się gdzieś w mieście. Kilkanaście godzin później - w niedzielę, policja złapała go na niezbyt odległych od miejsca zbrodni ogródkach działkowych. Sam zabójca pomógł śledczym. Po zabójstwie kontaktował się ze swą babcią. Powiedział jej, że "zrobił coś bardzo złego". Ta poradziła mu, żeby sam poinformował o wszystkim policję. I Mateusz H. tak zrobił - zadzwonił na numer alarmowy i przekazał informację o zabójstwie. Stwierdził też, że popełni samobójstwo. Jednak groźby nie spełnił. A w ręce policji sam się nie oddał.
Morderca został aresztowany pod zarzutem zabójstwa. W celi oczekiwał na proces. Ten odbywał się w sądzie w Gliwicach. H. nie przyznał się wtedy do winy, ale składał obszerne wyjaśnienia. Sąd wysłuchał również wielu świadków oraz biegłych z zakresu psychiatrii, psychologii czy seksuologii. Jako jedyna z rodziny zeznania złożyła babcia H. To pod jej opieką Mateusz był od 16 roku życia. - Sam zadzwonił, żebym go zabrała z Lubina na Dolnym Śląsku. Wtedy ich sytuacja była taka, że córka (matka Mateusza H.) straciła pracę i mieszkanie. Zostali na bruku - opowiadała babcia zabójcy.
Sędziowie ogłosili werdykt w czerwcu 2025 r. Dożywocie i możliwość przedterminowego zwolnienia dopiero po odbyciu 40 lat kary. - Sposób działania sprawcy, niezwykle brutalny, brak jakiegokolwiek motywu, rzucenie monetą o życie ofiary, wszystko to zdecydowało, że jest to kara dożywotniego pozbawienia wolności. (...) Oskarżony okazał absolutny brak szacunku dla zamordowanej, działał bez powodu, zrealizował swój kaprys - tak trzeba zinterpretować owo rzucenie monetą - uzasadniała sędzia Agata Dybek-Zdyń.
Mateusz H. od wyroku się odwołał. Chce mniej dolegliwej kary. Teraz zajmuje się sprawą Sąd Apelacyjny w Katowicach. - Jest wielkie prawdopodobieństwo, że oskarżony popełni podobną zbrodnię po raz kolejny - powiedział na jednej z rozpraw biegły seksuolog Dariusz Pysz-Waberski (31 l.).
Galeria ze zdjęciami: Mateusz rzucił monetą. Wypadł orzeł, więc udusił Wiktorię
Polecany artykuł: