Policja wkroczyła do mieszkania rodziców Mirelli. Na klatce schodowej słychać było krzyki
We wtorek, 3 listopada, przed blokiem w Świętochłowicach, w którym mieszkają rodzice Mirelli, pojawili się policjanci oraz karetka pogotowia. Niecodzienna interwencja natychmiast zwróciła uwagę sąsiadów.
Celem działań funkcjonariuszy było doprowadzenie obojga rodziców 43-latki do prokuratury, gdzie mieli usłyszeć zarzuty związane z wieloletnią izolacją córki.
Ojciec Mirelli spokojnie opuścił mieszkanie w asyście policjantów. Inaczej wyglądała sytuacja z jej matką, która początkowo nie chciała wyjść z lokalu. Ostatecznie, w asyście ratowników medycznych, została przewieziona do szpitala.
Po przeprowadzeniu badań lekarz uznał, że kobieta może uczestniczyć w czynnościach procesowych. Kilka godzin później oboje rodzice Mirelli stanęli przed prokuratorem.
Mirella ze Świętochłowic zniknęła na 27 lat:
Rodzice Mirelli usłyszeli poważne zarzuty. Grozi im nawet 20 lat więzienia
Po niemal roku śledztwa prowadzonego przez Prokuraturę Rejonową w Chorzowie nastąpił długo oczekiwany przełom. Rodzicom 43-latki przedstawiono zarzuty dotyczące tego, co według śledczych miało dziać się za drzwiami ich mieszkania.
Lista podejrzeń jest wyjątkowo poważna.
– Zarzuty dotyczą znęcania psychicznego, narażenia na ciężki uszczerbek na zdrowiu i spowodowanie skutków w postaci ciężkiej, długotrwałej choroby oraz nieudzielenia pomocy – wylicza w rozmowie z „Faktem” prokurator Sabina Kuśmierska, szefowa Prokuratury Rejonowej w Chorzowie.
Najpoważniejszy zarzut dotyczy spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, skutkującego ciężką, długotrwałą chorobą.
To właśnie ten czyn może przesądzić o wysokości ewentualnej kary, jeśli sąd uzna rodziców Mirelli za winnych.
– W przypadku takiej kumulacji zarzutów sąd może wymierzyć karę przewidzianą za czyn najsurowiej zagrożony. W tej sprawie jest to art. 156 § 1 pkt 2 kodeksu karnego, za który grozi od trzech do dwudziestu lat pozbawienia wolności – wyjaśnia prokurator Sabina Kuśmierska.
Co powiedzieli rodzice Mirelli? Śledczy nie ujawniają szczegółów
Oboje podejrzani złożyli już wyjaśnienia. Prokuratura na razie nie ujawnia jednak, co dokładnie powiedzieli podczas przesłuchania. Według informacji „Faktu” rodzice Mirelli mieli jedynie częściowo przyznać się do zarzucanych im czynów.
Śledztwo wkroczyło obecnie w końcową fazę. Prokuratorzy chcą zamknąć postępowanie jeszcze w listopadzie 2026 roku.
– Jeżeli się to nie uda, to najpóźniej do końca grudnia akt oskarżenia powinien trafić do sądu – zapowiada Kuśmierska.
Ostateczne rozstrzygnięcie dotyczące odpowiedzialności rodziców 43-latki będzie należało do sądu.
Przez 27 lat miała żyć w czterech ścianach. Sąsiedzi myśleli, że wyjechała za granicę
Historia Mirelli ze Świętochłowic wstrząsnęła opinią publiczną, gdy w 2025 roku wyszła na jaw. Kobieta, która dziś ma 43 lata, przez niemal trzy dekady pozostawała odizolowana od świata zewnętrznego. Jej los przez lata miał pozostawać tajemnicą nawet dla osób mieszkających w tym samym bloku.
Gdy Mirella miała 15 lat, rodzice wypisali ją z liceum. Obowiązujące wówczas przepisy na to pozwalały. Od tego momentu dziewczyna stopniowo znikała z życia społecznego.
Sąsiedzi byli przekonani, że wyjechała za granicę. Taką wersję mieli przedstawiać im rodzice kobiety. Innym razem pojawiały się informacje, że Mirella wróciła do swojej rodziny biologicznej.
W rzeczywistości przez kolejne lata miała przebywać niemal wyłącznie w czterech ścianach rodzinnego mieszkania. Nie posiadała dowodu osobistego ani ubezpieczenia zdrowotnego. W praktyce pozostawała poza systemem instytucjonalnego wsparcia.
Dopiero kiedy jej stan zdrowia stał się poważny, dramatyczna sytuacja wyszła na jaw.
Mirella odzyskuje utracone życie. Od sierpnia nie mieszka już z rodzicami
Choć przez lata była niemal całkowicie odcięta od świata, dziś życie Mirelli zaczyna wyglądać inaczej.
Od sierpnia 2026 roku kobieta nie mieszka już pod jednym dachem ze swoimi rodzicami. Miasto zapewniło jej tymczasowe lokum oraz niezbędne wsparcie.
43-latka korzysta także z pomocy asystenta osoby z niepełnosprawnością. Stopniowo uczy się samodzielności i próbuje odnaleźć w rzeczywistości, od której przez niemal trzy dekady miała być odizolowana.
Nie została również sama z problemami. W pomoc Mirelli zaangażowały się trzy młode kobiety, które nagłośniły jej dramat, zorganizowały zbiórkę pieniędzy i nadal wspierają ją w powrocie do codziennego życia.
Teraz, po przedstawieniu zarzutów jej rodzicom, sprawa zbliża się do kolejnego ważnego etapu.
Aktualizacja 14:00, 04.11.2026 r.
Jak przekazała w rozmowie z reporterką radia ESKA prokurator Sabina Kuśmierska z Prokuratury Rejonowej w Chorzowie, podejrzanym przedstawiono zarzuty znęcania się fizycznego nad pokrzywdzoną, narażenia jej na bezpośrednie niebezpieczeństwo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, spowodowania długotrwałej choroby oraz nieudzielenia pomocy.
– Obecnie prowadzone są czynności końcowe w sprawie – poinformowała prokurator Sabina Kuśmierska.
Wcześniej pisaliśmy: