Tomasz Zych został uznany za osobę zaginioną we wrześniu 2021 roku. Mężczyzna na co dzień mieszkał w Poczesnej, miejscowości pod Częstochową w województwie śląskim. Był częstym bywalcem domu przy ulicy Południowej, którego gospodarzem był niejaki Zbigniew oraz jego siostrzeniec, Sławomir. Od pewnego okresu Tomek nawet pomieszkiwał u Zbigniewa, stając się jego wiernym kompanem od kieliszka. W biesiadach, jak nietrudno się domyślić, często uczestniczył również Sławek, który przychodził w odwiedziny do swojego wujka. Podczas jednego z tego typu spotkań, 21 września 2021 roku, coś poszło jednak nie tak. Policjanci przeczuwali, że w domu mogło wówczas dojść do przestępstwa, lecz nie mieli na to żadnych dowodów. Kiedy więc po imprezie zaginął ślad po Tomaszu, oficjalnie uznano go za osobę zaginioną, za którą rozpoczęto poszukiwania zakrojone na szeroką skalę. W akcję zaangażowali się mieszkańcy, rodzina i znajomi mężczyzny, ale ani jego, ani ewentualnego ciała, nie udało się odnaleźć.
Zbigniew i Sławomir zatrzymani, ale szybko wypuszczeni. Nie było dowodów ani podstaw do aresztowania
Podejrzenia niemal od razu padły na kolegów Tomasza Zycha. Zbigniew i Sławomir zostali zatrzymani przez policję zaraz po zniknięciu ofiary, lecz w trakcie przesłuchania pozostawali spokojni. Nie puścili pary z ust, nie zachowywali się podejrzanie, więc nie było podstaw do ich dalszego trzymania w areszcie. Wyszli na wolność, jak gdyby nigdy nic, a poszukiwania 40-letniego mężczyzny wciąż trwały. Przez długie miesiące funkcjonariusze nie wpadli na żaden obiecujący trop, a każdy ten, który im się napatoczył, szybko spalił na panewce. Nie pomogły przesłuchania świadków, próba odtworzenia tego, co Tomasz robił przed zaginięciem, a nawet obserwacja głównych podejrzanych. Kiedy wydawało się, że prawda nigdy nie ujrzy światła dziennego, sam sprawca wystawił się śledczym na tacy. Popełnił błąd, zrobił coś nieprzemyślanego i ostatecznie dostarczył na siebie dowody. Co takiego uczynił? Postanowił… sprzedać dom, w którym – jak się później okazało – przed laty doszło do masakry.
Poznaj więcej historii: Pokój Zbrodni
Nowy właściciel postanowił doprowadzić budynek i posesję do porządku, ponieważ ta na przestrzeni ostatnich miesięcy pozostawała mocno zaniedbana. Zamówił firmę, która zrobi mu porządek na terenie ogródka, włącznie z użyciem koparki. Pan Łukasz, który miał zdolności manualne, osobiście wsiadł za kierownicę maszyny. Przeżył prawdziwy szok, kiedy na łyżce koparki zauważył ludzkie kości.
- Ogród był bardzo zaniedbany. Trzeba było wykopać korzenie, pozostałości rożnych roślin. Pożyczyłem koparkę i zacząłem prace. W pewnym momencie, żeby wydostać jeden z korzeni, łyżka koparki weszła głębiej w ziemię. Zobaczyłem na łyżce coś idealnie okrągłego i nie wyglądającego na kamień. To była czaszka. Wtedy zadzwoniłem na policję – mówił mężczyzna, zeznając przed sądem jako świadek. Funkcjonariusze połączyli wówczas znalezisko z zaginięciem sprzed dwóch lat. W sierpniu 2023 roku przeprowadzono badania genetyczne, które potwierdziły, że szczątki należą do Tomasza Zycha.
Zbigniew, poprzedni właściciel domu, został aresztowany. Sławomira nie trzeba było wsadzać za kratki, ponieważ już w nich przebywał – w tamtym okresie odsiadywał bowiem wyrok za inne przestępstwo. Obaj mężczyźni usłyszeli zarzuty zabójstwa. Sławek się przyznał, podobnie jak Zbigniew, tyle że ten drugi w dalszym toku postępowania wycofał swoje zeznania. Ale policjanci mieli już pewien obraz tego, co wydarzyło się w 2021 roku. Prokuraturze na podstawie kolejnych przesłuchań udało się nawet odtworzyć przebieg zdarzenia z domu w Poczesnej.
Prawda wyszła na jaw po dwóch latach. "Wziął zamach i uderzył ofiarę w głowę"
Jak wynikało z ustaleń śledczych, jedna z kolejnych imprez, które zorganizowano wówczas w lokum, zamieniła się w krwawą jatkę z bardzo błahego, niezrozumiałego powodu. Panowie biesiadowali w trójkę, jak to mieli w zwyczaju. Doszło jednak do sprzeczki, po której Tomasz i Zbigniew położyli się spać. Gdy zasnęli, Sławomir wyciągnął schowaną wcześniej siekierę i podszedł do wersalki, na której spał 40-letni poszkodowany. Siostrzeniec Zbyszka wziął zamach i z całej siły uderzył swoją ofiarę w głowę, a następnie zadał jeszcze dwa ciosy: tym razem obuchem. Lekarz medycyny sądowej, który analizował sposób dokonania przestępstwa, stwierdził że każdy z tych ciosów mógł doprowadzić do śmierci Tomasza. I tak też się stało, potwierdziły to różnego rodzaju ekspertyzy. Mężczyzna nie miał żadnych szans na przeżycie.
Czytaj także: Zostawiła 3-letnią Emilkę w domu i poszła imprezować. Dziecko nie przeżyło. "Ropne zapalenie płuc"
Sławomir po dokonaniu zbrodni zawinął zakrwawione ciało ofiary w kołdrę, a następnie obudził swojego wujka i o wszystkim mu opowiedział. Zbigniew został przez niego poproszono o pomoc w wyniesieniu ciała. To właśnie wtedy podejrzani wykopali dół w zaniedbanym ogródku na tyłach domu, wrzucili do niego zwłoki Tomasza, i zasypali je ziemią. „Super Express” nazwał to miejsce pierwszą mogiłą Tomasza. Drugą, bardziej godną i właściwą, znalazł dopiero po dwóch latach.
Gdy sprawa wyszła na jaw, lokalna społeczność długo zastanawiała się, jakim cudem nikt nie sprawdził posesji i ogrodu, który należał do podejrzanego w śledztwie. Wprost zarzucano służbom liczne błędy i niedopatrzenia, które – gdyby nie przypadkowe odnalezienie ciała – skutkowałyby prawdopodobnie bezkarnością agresorów. Los na to nie pozwolił i doprowadził do ich złapania.
Prokuratura oskarżyła obu podejrzanych o dokonanie zabójstwa oraz ukrycie zwłok „wspólnie i w porozumieniu”. Ale Sąd Okręgowy w Częstochowie, w procesie pierwszej instancji, wykluczył jakoby Zbigniew brał udział w morderstwie. Uznano, że tylko Sławomir jest winny popełnienia tego przestępstwa. W lutym 2025 roku skazano go na karę 25 lat pozbawienia wolności. Zdecydowano również o tym, że okres jego tymczasowego aresztowania nie zostanie mu wliczony w poczet kary, bo w tym samym czasie siedział w więzieniu za inne przewinienie. Zbigniew, choć nie został skazany za zabójstwo, także trafił do więzienia – jego winę potwierdzono w zakresie mataczenia w śledztwie oraz pomocnictwa w ukryciu zwłok. Został skazany na 3,5 roku pozbawienia wolności, z wliczeniem w poczet kary okresu tymczasowego aresztowania.
To wszystko nie zakończyło jednak postępowania. Wciąż kotłowało się również pytanie, dlaczego w ogóle doszło do zbrodni. Od rozstrzygnięcia częstochowskiego sądu odwołała się zarówno obrona Sławomira, jak i prokuratura. Adwokat twierdził, że wyrok należy złagodzić, bo 25 lat więzienia to decyzja zbyt surowa, natomiast prokuratura uważała, że Zbigniew również powinien zostać skazany za morderstwo, a nie tylko mataczenie.
Zobacz galerię zdjęć. Dalsza część materiału znajduje się pod nią.
Absurdalne tłumaczenia zabójców Tomasza. "Oni nie mają sumień"
Sprawie na nowo przyglądał się Sąd Apelacyjny w Katowicach. 11 września 2025 roku przedstawiał swoje wnioski, z których poznaliśmy nieco więcej szczegółów na temat samego zdarzenia. Sędzia Marcin Ciepiela, cytowany przez „Super Express”, relacjonował że Sławomir znany był ze swojego agresywnego zachowania, zwłaszcza pod wpływem alkoholu. - O jego agresji zeznawali w sądzie wszyscy świadkowie. Inne opisy jego zachowań nie istnieją. Nawet jego brat wyprowadził się z domu, bo się go bał. Stało się to tuż po tym, jak oskarżony groził mu siekierą. Brat wolał iść do schroniska dla bezdomnych niż przebywać ze Sławomirem pod jednym dachem – wskazywał sędzia, dodając że w pierwszej instancji prawidłowo oceniono dowody, zrekonstruowano stan faktyczny, zakwalifikowano czyny i wymierzono sprawiedliwe kary.
Zobacz również: 17-letnia Dominika Paćkowska wyszła do kościoła i zniknęła bez śladu. Kamera nagrała niepokojący moment
Zgodnie z decyzją apelacyjną, nie można było przyjąć, że Zbigniew jest drugim zabójcą, nawet jeśli Sławomir w czasie procesu próbował go później za to obarczać. Przedstawiał nawet wujka jako inicjatora morderstwa, chcąc wybielić siebie samego. Opowiadał przed sądem, że został zmuszony do wzięcia udziału w zabójstwie. Zupełnie nie pasowało to jednak do charakteru Zbigniewa.
- Choć nadużywał on alkoholu, to jest osobą całkowicie spokojną. Do tego stopnia, że nie odpowiadał agresją nawet wtedy, gdy został przez Sławomira kilkakrotnie pobity. Zbigniew nie mógłby zainicjować tak brutalnego mordu – tłumaczył sędzia Marcin Ciepiela.
Sławomir twierdził, że Zbigniew chciał zabić Tomasza, bo ten miał mu po prostu przeszkadzać. Wujek miał powiedzieć do siostrzeńca, że pokrzywdzony „nie będzie się tutaj rządzić” i trzeba się go pozbyć. Taka wersja wydarzeń nie znalazła potwierdzenia w żadnych zeznaniach świadków. Sam Sławomir zmieniał zresztą swoje zeznania: raz opowiadał, że Zbigniew inicjował zbrodnię, a później że Tomasz pobił wujka, czego ten nie potwierdził.
- W tej wersji należałoby założyć, że jeden spokojny człowiek, czyli Tomasz, zaatakował drugiego spokojnego człowieka, czyli Zbigniewa. Ten w odpowiedzi zabił go z niesłychanym okrucieństwem, a słynący z agresywnych zachowań Sławomir został do tego przymuszony. To jest kompletnie niewiarygodne – argumentował sędzia Ciepiela. – Należy podkreślić, że rozwój intelektualny i stan psychiczny oskarżonego został wzięty pod uwagę przez sąd pierwszej instancji, który nie zdecydował się na karę dożywocia. Sławomir był wcześniej karany czternaście razy. Pod wpływem alkoholu wpadał w stany skrajnie niebezpieczne dla innych osób. Takiego człowieka trzeba odizolować od społeczeństwa – dodawał.
Wszystko wskazuje więc na to, że Sławomir zabił Tomasza bez większego powodu: w pijackim, agresywnym szale, bo coś w koledze wujka mu się nie spodobało. Jego absurdalnych tłumaczeń słuchali obecni na każdej rozprawie bliscy ofiary: siostra Tomka, pani Magdalena, oraz tata, Piotr.
- Oni nie mają sumień. Ich twarze są zimne i nie drgnął na nich ani jeden mięsień. Nie wyrazili żadnej skruchy. Nie przeprosili. Myśmy dwa lata szukali Tomka, a oni udawali, że nie wiedzą, co się z nimi stało – mówiła pani Magdalena, siostra Tomasza.
Sąd apelacyjny we wrześniu 2025 roku zdecydował o podtrzymaniu pierwotnej wysokości kary dla oskarżonych, czyli 25 lat więzienia dla Sławomira oraz 3,5 roku więzienia dla Zbigniewa. Wyrok jest już prawomocny.