Ukrywała Jacka Jaworka przez miesiące. Ciotka potrójnego zabójcy stanęła przed sądem. Poruszające wyznanie

Cała Polska słyszała o masakrze, jakiej dokonał Jacek Jaworek (‭✝55 l.). Ten prosty budowlaniec w gorącą lipcową noc 2021 r. w Borowcach k. Częstochowy wystrzelał swoją rodzinę. Trzy lata morderca zwodził poszukującą go policję, a śledczy nie potrafili go wytropić. Po raz kolejny okazało się, że najciemniej pod latarnią. Jaworek mieszkał kilka kilometrów od Borowców u cioci. Dwa lata temu Jaworek pękł. Opuścił schronienie u krewnej, poszedł na boisko szkolne i wypalił sobie w głowę z pistoletu. Tego samego, którym wystrzelał krewnych. Jego sprawa jest dziś zamknięta. Natomiast pomagająca mu Teresa D. ma proces.

Jacek Jaworek przez wiele lat mieszkał i pracował za granicą. Być może byłby tam do dziś, gdyby nie pandemia 2020 r. Wówczas Jaworek pracę stracił i wrócił do Polski. Nie miał się gdzie podziać, trafił nawet na kilka miesięcy za kraty (nie płacił alimentów - przyp. red.) więc zamieszkał kątem u brata z rodziną w domku w Borowcach. Niestety sprawy pomiędzy Jaworkiem a resztą bliskich się nie układały. Po wielu różnych złośliwościach, kłótniach i awanturach doszło do prawdziwej masakry.

W nocy z 9 na 10 lipca 2021 r. Jaworek wrócił z zakrapianego spotkania na grillu. Niemal od razu, gdy wkroczył do domu, zaczęła się awantura. W pewnym jej momencie Jaworek skądś wyjął pistolet. I zaczął strzelać do rodziny. Kule dosięgnęły jego brata Janusza (‭✝44 l.), bratową Justynę (‭✝44 l.) ich syna Jakuba (‭✝17 l.). Przeżył tylko wówczas 13-letni Gianni, który zdołał uciec z domu i ukryć się.

Po zbrodni Jaworek natychmiast uciekł. Przepadł jak kamień w wodę na długie trzy lata. Obława na niego była nieskuteczna, listy gończe także nic nie dały. Prokuratura zdążyła nawet zawiesić śledztwo w sprawie potrójnego zabójstwa, gdy sprawa rozwiązała się sama.

Rankiem 19 lipca 2024 r. na ciało człowieka z raną postrzałową głowy natknęli się pracownicy zieleni miejskiej z Dąbrowy Zielonej - miasteczka położonego kilka kilometrów od Borowców. To był Jacek Jaworek, co potem potwierdziły badania genetyczne. Mężczyzna popełnił samobójstwo. Strzelił sobie w skroń z tego samego pistoletu, z którego pozabijał bliskich. Wcześniej najprawdopodobniej odwiedził ich grób na pobliskim cmentarzu.

I kiedy wydawało się, że to już koniec tej ponurej historii, życie dopisało do niej kolejny rozdział. Zatrzymana i nawet na ponad miesiąc została aresztowana matka chrzestna, ciocia Jaworka - Teresa D. Kobieta ukrywała mordercę i obecnie toczy się proces przeciwko niej w Sądzie Rejonowym w Myszkowie. Kolejna rozprawa ma się odbyć we wrześniu.

Teresa D. przyznała się do winy, ale nie chciała złożyć wyjaśnień

Ukrywałam Jacka ze strachu przed nim. Po zabójstwie on się ze mną nie kontaktował. Dopiero wieczorem w listopadzie 2023 r. ktoś zapukał do mnie. Zapytałam kto tam i zaraz poznałam Jacka. Byłam zaskoczona. Ręce mi się trzęsły. Wiedziałam, że mogą być kłopoty - mówiła ciocia trzykrotnego zabójcy na pierwszej rozprawie.

Sprawa potrójnego morderstwa w Borowcach została oczywiście, wobec śmierci sprawcy, umorzona. Jednakże w Prokuraturze Okręgowej w Gliwicach toczy się jeszcze jedno postępowanie związane z tą tragedią. Krótko po znalezieniu zwłok Jacka Jaworka na terenie kompleksu sportowego w Dąbrowie Zielonej, ktoś rozesłał w internecie fotografie denata. Prokuratura sprawdza teraz, kto może stać za tym faktem. Jak dowiedzieliśmy się w Gliwicach postępowanie nadal jest na etapie "w sprawie". Nikomu zatem nie postawiono zarzutów.

Jak poinformowała prok. Agnieszka Bukowska, prowadzący postępowanie czeka na opinię biegłego z zakresu informatyki.

ZŁO - Jacek Jaworek

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki