A więc jednak..."Rewanż. Agencja Rozbitych Serc". Drugi tom humorystycznej powieści detektywistycznej Nataszy Sochy

2022-05-12 16:49
Natasza Socha
Autor: Materiały prasowe Natasza Socha

Tuż przed premierą drugiej części humorystycznej powieści Nataszy Sochy – "Rewanż. Agencja Rozbitych Serc" – rozmawiamy z autorką o przepisie na dobry związek. Czy w świecie, w którym wierność staje się luksusem, zaś kłamstwo jest towarem powszechnego użytku, znajdzie się jeszcze miejsce na prawdziwą miłość?

W warszawskiej Klinice HOLY miejscu wyjątkowym, bo dbającym nie tylko o nasze ciała, ale również dusze odbyło się spotkanie Nataszy Sochy z blogosferą. Pretekstem do rozmowy była zbliżająca się, zaplanowana na 1 czerwca premiera drugiej części humorystycznej powieści autorki  – "Rewanż. Agencja Rozbitych Serc". Czytelniczki i czytelnicy pokochali Agatę z tomu "Zemsta. Agencja rozbitych serc". Jak potoczą się dalsze losy niezwykłej pani detektyw? Możemy zdradzić, że Agata wraz ze swoją mobilną agencją detektywistyczną – chwilowo w postaci auta limonkowego zamiast różowego – powraca na ulice Warszawy, by tropić niewiernych partnerów. Kolejne zlecenia są coraz bardziej zaskakujące...

Filozofia Kliniki HOLY opiera się na podkreślaniu i eksponowaniu piękna, ale nie tylko tego zewnętrznego. To idealne miejsce na spotkanie autorskie i rozmowę o tym, jacy jesteśmy w miłości, za co się kochamy, a co sprawia, że związek traci szansę na piękną przyszłość? Jak uniknąć błędów i czy tytułowy rewanż to najlepsze wyjście?

Rewanż to jest jedyne rozwiązanie, żeby zakończyć pewien etap nieudanego związku i pójść dalej?

Natasza Socha: Jedna z moich bohaterek zastanawia się i mówi – być może jest tak, że zemsta, o której myśli się za bardzo, zjada nas samych, a potem trafia w czoło jak bumerang. Tak naprawdę największą zemstą jest odpuszczenie. Ten moment, w którym czujemy, że już nie chcemy się mścić, już nam na tym nie zależy. To chyba lepsze niż rewanż.

Kochanka to kobieta, która wyrządza krzywdę drugiej. Powinnyśmy się obawiać przyjaźni, skoro nawet przyjaciółka, może nas zawieść?

Ze zdradami jest tak, że sami się przed sobą tłumaczymy. Myślimy: przecież tam i tak już nie jest dobrze. W tym, co robię, nie ma niczego złego, im się i tak od pewnego czasu nie układało. Usprawiedliwiamy własne zachowanie. Wmawiamy sobie, że to nie do końca jest nasza wina. Wśród sprawdzonych przyjaciół pewne rzeczy są tabu…a jednak zdrady się zdarzają. Czasami przyjaźnie rozpadają się po kilkudziesięciu latach, bo zaszło coś takiego, co trudno jest komuś wybaczyć.

Tworząc postaci, wysłuchała Pani wielu historii romansów. Rozmawiała z osobami, które zdradzały, jak one zachowywały się w swoich domach, łatwo odkryć zdradę?

Bywa tak, że żona zaczyna domyślać się zdrady, bo nagle coś się zmieniło. Jakiś drobiazg. Mąż zaczął się golić w inne dni niż dotychczas, albo sam sobie kupił koszulę, chociaż do tej pory tego nie robił. Kobieta widzi te zmiany, bo kobieta jest dużo bardziej uważna. Czuje i dostrzega, że coś się dzieje - partner mniej z nią rozmawia albo nagle zdarzają mu się częstsze wyjazdy służbowe, spotkania, których wcześniej nie było, a teraz nagle okazały się obowiązkowe i niezwykle ważne. Pojawiają się dodatkowe zlecenia, rzeczy burzące dotychczasową rutynę. To może budzić zaniepokojenie. Czasem zdarza się tak, że zdrada wydarza się, nie zakłócając normalnego życia. Czasami o oszustwie dowiadujemy się dopiero po paru latach, bo w domu się nic nie zmienia i żadne zachowanie nie uruchamia czerwonej lampki.

Zemsta niejedno ma imię. Zamów przed premierą najnowszą powieść detektywistyczną Nataszy Sochy "Rewanż. Agencja Rozbitych Serc"

Jak to możliwe?

Możliwe. Jeśli mężczyzna zakłada, że to ma być tylko romans, to w domu zachowuje się tak, jak do tej pory. W wielu swoich książkach podkreślam, że najczęściej przyczyną rozpadu związku jest całkowity brak dialogu między małżonkami. Wtedy wiele rzeczy bywa przemilczanych. My kobiety mam tendencję do wysyłania komunikatu "domyśl się". I nie mówimy nic wprost. I ten nasz facet kombinuje, o co chodzi i co znowu przeskrobał. Napięcie narasta, bo brak rozmowy, wyjaśniania sobie pewnych rzeczy nakłada się i z czasem jest już na wszystko za późno. Myślę, że gdyby ludzie ze sobą rozmawiali od momentu, kiedy coś między nimi zaczyna zgrzytać, prawdopodobnie zdrad byłoby mniej.

Coraz bardziej brakuje nam bliskości?

Brak rozmowy, to właśnie brak bliskości. Nic dziwnego, że kiedy poznajemy kogoś, kto dokładnie tę lukę wypełnia, zakochujemy się i tracimy głowę. Wcale nie jest jednak powiedziane, że ten nasz facet siedzący w domu, by tego nie zrobił, tylko prawdopodobnie od kilku lat nie dostaje takiej szansy.

Nie domyślił się. Co zrobić, żeby się nie zagubić? W pewnym momencie może być już po prostu za późno na słowa: słuchaj, zacznijmy rozmawiać.

Myślę, że możemy zacząć w każdym momencie. Małymi krokami, ale rozmawiać. Nie tylko o tym, co na obiad, nie tylko z pretensjami, że ktoś kupił zły makaron. Możemy sobie nawet wymyślić jakiś temat. Tyle, że chęć do rozmowy musi pojawić się u obu stron. Nie może tak być, że ona zaczyna roztrząsać jakieś dylematy, które chodzą jej po głowie, a on w tym czasie ziewa. Kiedy jedna strona nie chce porozumienia, to choćby druga jeszcze próbowała, często jest już za późno na jakiekolwiek słowa.

A seks, on nie pomoże?

Wszystko zależy, bo jeśli przez ostatnie dziesięć lat seksu nie było albo był nieudany, to nie będzie łatwo. Wiele kobiet boi się ośmieszenia. Pamiętajmy, że w filmach wszystko wygląda idealnie – kobiety na ekranie wiją się ponętnie i seksownie, ale prawdopodobnie gdybyśmy spróbowały to powtórzyć i nagle zobaczyły się w lustrze, większość z nas parsknęłaby niepohamowanym śmiechem. A nasz facet pewnie zapytałby, czy coś nas boli. Kiedyś przeczytałam, że kobiety najbardziej lubią u mężczyzn poczucie humoru. Kiedy ludzie razem się śmieją, to nawet najbardziej żenującą sytuację, będą umieć zabawnie skomentować. Bez obrażania się. Pamiętajmy jednak, że związek to praca dwojga ludzi. Kiedy jedno nie ma na nią ochoty, nie oczekujmy cudów.

Pamiętam swego czasu w Niemczech, jedna z polityczek miała taki pomysł, żeby małżeństwo naturalnie wygasało po dziesięciu latach trwania związku. Jeżeli komuś zależałoby na jego przedłużeniu, mógł pójść do urzędu i to zrobić. Ta kobieta wychodziła bowiem z założenia, że nie można być z jedną osobą do końca życia.  Że to się zazwyczaj nie udaje. Zakrzyczano ją wtedy.

Co Pani o tym myśli?

Sądzę, że kiedy wkraczamy w związek i mamy po dwadzieścia lat, jesteśmy zupełnie innymi osobami, niż w wieku na przykład sześćdziesięciu. Bywa tak, że jeden partner nieustannie się zmienia, a drugi zostaje w miejscu i te rozbieżności między nimi są tak duże, że nie da się ich pogodzić. Ten pomysł o naturalnym wygasaniu małżeństwa, miał ludziom ułatwić życie. Przecież nigdzie nie jest powiedziane, że musimy się z partnerem rozumieć przez trzydzieści, czterdzieści czy pięćdziesiąt lat. Owszem, możemy próbować, starać się, nawet chodzić na terapie, ale jeśli mimo tego wszystkiego nadal nam nie wychodzi, to bycie ze sobą na siłę też jest złem. Nie można sztucznie ożywić czegoś, co dawno już umarło.

Książka "Rewanż. Agencja Rozbitych Serc" dostępna w najlepszych sieciach księgarskich i księgarniach stacjonarnych oraz internetowych, w tym na www.wiemiwybieram.pl, jak też w wersji e-book m.in. na woblink.pl, legimi.pl, publio.pl, ebookpoint.pl. Wydawnictwo Harde zaprasza na stronę www.harde.se.pl oraz na Facebook.com i Instagram - @hardewydawnictwo.

Sonda
Czy zdradziłaś kiedyś swojego partnera?
Grupa ZPR Media sprzeciwia się głoszeniu opinii noszących znamiona mowy nienawiści przepełnionych pogardą czy agresją. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, powiadom nas o tym, klikając zgłoś. Więcej w REGULAMINIE