KRZECZÓW: Zastrzelił żonę, a potem siebie. POCHOWANI OSOBNO. Ksiądz NIE chciał go w kościele? [WIDEO, ZDJĘCIA]

2020-11-29 8:31 Anita Leszaj

Śledczy już nie mają wątpliwości. Do tragedii w Krzeczowie nie przyczynił się nikt obcy. Choć nie ma jeszcze ostatecznego postanowienia, staje się jasne to, co od początku podejrzewano. Najprawdopodobniej to Mieczysław zastrzelił żonę, a potem siebie. W sobotę starsze małżeństwo zostało pochowane na cmentarzu parafialnym w Krzeczowie. Był to bardzo nietypowy pogrzeb. Trumna z ciałem mężczyzny nie została wniesiona do kościoła, podczas trwania mszy stała na zewnątrz, przy grobie. Małżonkowie zostali pochowani osobno.

Pogrzeb Krzeczów

To był bardzo dziwny i nietypowy pogrzeb. Stanisławę B. († 59 l.) i jej męża Mieczysława B. († 66 l.) przyszła pożegnać niemal cała wieś, choć informacja o pogrzebie nie została publicznie udostępniona. We wsi nie pojawiły się klepsydry. Udręczona rodzina nie chciała nikogo informować o dacie pogrzebu. Jednak od tygodnia w Krzeczowie nie mówi się o niczym innym, tylko o tragedii, jaka wydarzyła się w domu jednorodzinnym na uboczu wsi. Przypomnijmy: w sobotę zaniepokojony milczeniem rodziców syn, zaalarmował służby. Z pomocą strażaków dostał się do domu przez balkon. W pokoju gościnnym na piętrze ujrzał ciało matki, a w pokoju obok ciało ojca. Oba były zakrwawione i miały rany postrzałowe. Początkowo policja dementowała informację o tym, by kobieta miała ranę postrzałową. Ostatecznie jednak prokuratorzy tę informacje potwierdzili po sekcji zwłok. Okoliczności tragedii wciąż są badane. Na chwilę obecną śledczy jednak wykluczyli udział osób trzecich w tej tragedii. Coraz bardziej prawdopodobna staje się wersja, że to Mieczysław zastrzelił małżonkę, a potem strzelił sobie w głowę. 

Tydzień po zbrodni, małżeństwo zostało pochowane, ale nie razem. Mieczysław B. († 66 l.) został pochowany na uboczu cmentarza, w grobie pod płotem, zaś jego żona Stanisława B. († 59 l.) po przeciwległej stronie, pośród innych grobów.

Także trumna z ciałem Mieczysława nie została wniesiona do kościoła. Przez cały czas trwania nabożeństwa stała na zewnątrz kaplicy, przy grobie. 

Kapłan na samym początku mszy uprzedził, że stało się tak na wyłączną prośbę rodziny. Prosił, by tę decyzję uszanować i jej nie komentować. To synowie także zdecydowali o tym, że rodzice zostaną pochowani osobno, w dużej odległości od siebie. 

Mieczysław B. umarł w grzechu śmiertelnym. 

Chryste, odpuść zmarłemu jego winy i daruj karę na jaką zasłużył – powiedział nad trumną mężczyzny kapłan. 

Nabożeństwo pogrzebowe zostało odprawione w intencji zmarłej Stanisławy. 

– Bardzo trudno jest mówić jakiekolwiek kazanie i rozważania wobec takiego dramatu. Możemy pozostać w modlitewnym milczeniu. Ufać, że Bóg kiedyś przywróci życie naszym drogim zmarłym. Żyjmy tą nadzieją. Taką nadzieją żyła śp. Stanisława, której ciało mamy tu, w kaplicy. Jako żona, matka, kobieta, parafianka. Rozmodlona, zwłaszcza na różańcu, przyjmująca eucharystię. Wiedziała czym jest ta nadzieja, którą trzeba złożyć w Bogu, nawet w chwilach bardzo trudnych – mówił kapłan do żałobników zgromadzonych wokół trumny kobiety.