"Ja umieram". Dramat w toruńskim szpitalu. Córka oskarża personel o zaniedbania

Pan Włodzimierz zmarł 12 października w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Toruniu. Jego córka twierdzi, że w ostatnich godzinach życia mężczyzna walczył o każdy oddech, a personel nie reagował na jej prośby o pomoc. Na około godzinę przed śmiercią pacjent miał powiedzieć: „Ja umieram”. Rodzina złożyła zawiadomienie do prokuratury. Śledczy wszczęli postępowanie.

Puste łóżka w jasnej sali szpitalnej z aparaturą medyczną. O tragedii w toruńskim szpitalu przeczytasz na SE.
Autor: Pixabay.com
  • Mężczyzna trafił do szpitala w połowie września z infekcyjnym zapaleniem wsierdzia.
  • Córka zarzuca personelowi ignorowanie pogarszającego się stanu ojca i brak odpowiedniej reakcji w dniu jego śmierci.
  • Szpital kwestionuje zarzuty rodziny, a prokuratura bada, czy doszło do narażenia pacjenta na niebezpieczeństwo i nieumyślnego doprowadzenia do jego śmierci.
LEKARZ POWIEDZIAŁ, ŻE JESTEM STARY, TO MOGĘ UMIERAĆ! POLACY WŚCIEKLI NA OCHRONĘ ZDROWIA| KOMENTERY

Dramatyczne chwile w toruńskim szpitalu

O sprawie poinformował portal otoTorun.pl. Włodzimierz trafił do Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego im. Ludwika Rydygiera w Toruniu w połowie września. Mężczyzna cierpiał na infekcyjne zapalenie wsierdzia. Według relacji jego córki podczas hospitalizacji stan ojca wielokrotnie się pogarszał, a rodzina bezskutecznie alarmowała personel.

Kobieta zarzuca szpitalowi m.in. opóźnione reakcje na niepokojące objawy, niewłaściwą opiekę, problemy związane z zakażeniami oraz brak odpowiedniego nadzoru nad aparaturą medyczną. Twierdzi również, że ojciec cierpiał z powodu bólu i nie otrzymywał wystarczającej pomocy przy podstawowych czynnościach.

„Ja umieram”. Córka opisała ostatnie chwile ojca

Najgorzej było 12 października, w dniu śmierci pacjenta. Według relacji córki mężczyzna miał coraz większe duszności i walczył o każdy oddech. Kobieta wielokrotnie prosiła personel o pilną pomoc.

Około godzinę przed śmiercią Włodzimierz miał powiedzieć: „Ja umieram”. Córka twierdzi, że mimo tego sygnału i jej próśb nie wezwano lekarza ani nie rozpoczęto działań ratunkowych. Jak relacjonuje, personel miał uspokajać ją, że sytuacja na monitorze jest w porządku. Chwilę później u mężczyzny doszło do zatrzymania krążenia.

Kobieta zwróciła również uwagę na zachowanie personelu w ostatnich chwilach życia ojca. Według jej relacji, gdy mężczyzna był w stanie krytycznym, zajmowano się jego przebieraniem. Na salę miały też wchodzić osoby sprzątające.

Szpital kwestionuje zarzuty rodziny

Po śmierci ojca córka skierowała pisma do dyrekcji szpitala, Rzecznika Praw Pacjenta oraz prokuratury. Chce wyjaśnienia, czy podczas leczenia doszło do zaniedbań.

Portal otoTorun.pl poprosił o komentarz Wojewódzki Szpital Zespolony w Toruniu. Rzecznik placówki, dr n. med. Janusz Mielcarek, wyjaśnił, że ze względu na tajemnicę dotyczącą informacji o pacjencie nie może szczegółowo odnieść się do zarzutów bez zgody najbliższych członków rodziny. Jednocześnie przekazał, że po przeprowadzonej analizie szpital kwestionuje twierdzenia córki zmarłego.

Prokuratura wszczęła śledztwo

Sprawą zajęła się Prokuratura Rejonowa Toruń Centrum-Zachód. Jak przekazała portalowi „Nowości” prokurator Magdalena Wójcikiewicz-Syczyło, śledztwo dotyczy podejrzenia narażenia pacjenta przez lekarzy i personel medyczny na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia wskutek niewłaściwej opieki i leczenia, a także nieumyślnego doprowadzenia do jego śmierci.

Na tym etapie nie przesądzono, czy doszło do zaniedbań.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki

ROLKI