- Zgłoszenie o łódce z włączonym silnikiem wpłynęło do służb o godz. 13.39.
- W poszukiwania zaangażowano m.in. ratowników wodnych, strażaków, policję, Straż Graniczną i grupę dronową.
- Około godz. 15 nurkowie odnaleźli zaginionego mężczyznę. Nie udało się go uratować.
Łódka stała w trzcinach. Silnik cały czas pracował
O szczegółach akcji poinformował w mediach społecznościowych Sebastian Kluska. Jak przekazał, o godz. 13.39 Centrum Powiadamiania Ratunkowego w Gdańsku zaalarmowało Morskie Ratownicze Centrum Koordynacyjne w Gdyni. Zgłoszenie dotyczyło łódki znajdującej się w trzcinach w rejonie Mostu w Sobieszewie. Silnik jednostki pracował, ale na pokładzie nie było żadnej osoby. Nikogo nie znaleziono również w pobliżu.
Na miejsce skierowano Brzegową Stację Ratowniczą ze Świbna. Do akcji ruszyły łódź ratownicza R13, dwa pojazdy ratownicze LR Defender, dron oraz statek ratowniczy „Wiatr” z Górek Zachodnich. Wkrótce wyszło na jaw, że w wodach Martwej Wisły zaginął wędkarz.
Służby ruszyły na poszukiwania. Finał okazał się tragiczny
W akcji uczestniczyły także zastępy Państwowej i Ochotniczej Straży Pożarnej z Gdańska i powiatu gdańskiego, policjanci oraz funkcjonariusze Straży Granicznej. Na miejscu pracowała również grupa dronowa OSP Pszczółki.
Około godz. 15 nurkowie z grupy wodno-nurkowej KM PSP w Gdańsku zlokalizowali zaginionego. Niestety, życia mężczyzny nie udało się uratować.
Ratownik apeluje o kamizelki. „Kolejna tragedia”
Sebastian Kluska zwrócił uwagę na kwestię bezpieczeństwa podczas wędkowania z łodzi. W swoim wpisie podkreślił, że kamizelka ratunkowa może uratować życie, nawet jeśli jej noszenie nie jest dla wszystkich wędkarzy wygodne.
„Kolejna tragedia, której można było uniknąć, używając głupiej kamizelki za 100 PLN” – napisał, apelując do osób wypływających na wodę o rozsądek i zadbanie o własne bezpieczeństwo.