Historie o seryjnych zabójcach. Kto był jednym z najgroźniejszych w Polsce?
Popularny serwis streamingowy Netflix od pewnego czasu przygotowuje się do produkcji czwartego sezonu mrocznej antologii „Potwory”. Niezwykła popularność serii pokazuje, że widzowie — także w Polsce — wciąż interesują się historiami niebezpiecznych seryjnych zabójców. Jak mogli przekonać się odbiorcy produkcji Ryana Murphy’ego, życiorysy tytułowych „potworów”, takich jak Ed Gein czy Jeffrey Dahmer, często obejmują trudne dzieciństwo, skomplikowane relacje rodzinne, przemocowych rodziców, despotyczne matki, a także traumatyczne doświadczenia, które mogą wpływać na ich późniejsze skłonności do zabijania. Oczywiście nie w każdym przypadku!
Niestety także w Polsce zdarzały się przypadki „potworów”, które siały grozę i odbierały wielu rodzinom ich bliskich. Jednym z najgroźniejszych seryjnych zabójców w historii Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej był pomorzanin, Paweł Tuchlin, znany jako „Skorpion”.
„Skorpion” terroryzował Pomorze. Atakował młotkiem
„Skorpion” nie miał żadnych zahamowań. Jak wskazywał Adrian Wrocławski, autor książki o seryjnym zabójcy, jeśli zliczyć wszystkie jego przestępstwa, a następnie dodać do tego ataki na kobiety, można uznać go za jednego z najniebezpieczniejszych przestępców w Polsce. Atakował znienacka, uderzał ofiary młotkiem, a następnie dopuszczał się czynów seksualnych nad ich ciałami. Dziewięć kobiet zabił, a jedenaście innych (choć przeżyły) doznało trwałych obrażeń i różnego stopnia niepełnosprawności. Działał głównie na terenie Gdańska, w okolicach Starogardu Gdańskiego, Skarszew, Tczewa, a także na obszarze ówczesnego województwa elbląskiego i bydgoskiego. Najmłodsza z jego ofiar miała 18 lat, z kolei najstarsza - 35 lat.
Paweł Tuchlin, pochodził we wsi Góra niedaleko Starogardu Gdańskiego. Miał za sobą trudne dzieciństwo. Był bity przez ojca alkoholika i wyśmiewany przez otoczenie. Problemy towarzyszyły mu także w dorosłym życiu. Nie radził sobie w relacjach, został zwolniony z wojska z powodu wady słuchu, a po przeprowadzce do Gdańska imał się dorywczych zajęć. Ożenił się, założył rodzinę, jednak ta szybko się rozpadła. Wkrótce po rozwodzie z pierwszą żoną Tuchlin zaczął przejawiać coraz bardziej niepokojące zachowania.
Danuta Ch. Pierwsza ofiara "Skorpiona" cudem przeżyła
Początkowo ograniczał się wyłącznie do ekshibicjonizmu, jednak z czasem przestało mu to wystarczać. Do pierwszego ataku "Skorpiona" doszło w październiku 1975 roku. Spacerując w okolicy przystanku Gdańsk-Orunia zauważył samotnie idącą Danutę Ch. Kobieta miała być jego pierwszą ofiarą. Tuchlin napadał na Danutę uderzając ją młotkiem, a następnie próbował ją rozebrać. Ofiara przeżyła, choć doznała trwałych obrażeń.
Podekscytowany straszliwym czynem, jakiego dokonał, "Skorpion" w krótkim czasie dopuścił się następnych przestępstw. Jego kolejne ataki również kończyły się dla pokrzywdzonych ciężkimi ranami. Na szczęście ofiary uchodziły z życiem, często dzięki przypadkowi lub spłoszeniu napastnika.
W tym okresie Tuchlin okradał napadane kobiety. Zbierał nie tylko wartościowe przedmioty, ale także elementy garderoby, które traktował jako „trofea”. Część z nich zatrzymywał, inne przekazywał swojej drugiej żonie, z którą (podobnie jak z pierwszą partnerką) miał dziecko. Te rzeczy później stały się ważnymi dowodami w śledztwie.
Lata 1979-1980: apogeum zbrodni "Skorpiona". Nikt nie wiedział, że to ten sam człowiek
W latach mężczyzna 1976–1979 przebywał w więzieniu za kradzieże. Nikt nie spodziwał się, że ten "drobny złodziej" odpowiedzialny jest za serię makabrycznych ataków na Pomorzu. Po wyjściu na wolność "Skorpion" wrócił do przestępczej działalności, z tą różnicą, że działał już znacznie bardziej brutalnie.
W listopadzie 1979 roku śledził, a następnie zaatakował pielęgniarkę. Uderzył ją młotkiem i zaciągnął na pole. Działał z premedytacją, zadał swojej ofierze wiele ciosów. Uniknął zatrzymania, mimo że na miejscu zbrodni zgubił młotek pochodzący z zakładu pracy, w którym wcześniej był zatrudniony. Milicjanci sprawdzali ten trop, jednak nie udało im się powiązać narzędzia z pracownikiem.
W ciągu kolejnego roku Tuchlin zamordował sześć kobiet, osiągając apogeum swojej działalności. Działał coraz pewniej. Jedną z ofiar była pracownica Centrali Rybnej. Początkowo o zbrodnię podejrzewano jej męża, który sam się do niej przyznał. Jednak śledztwo wykazało, że nie był sprawcą.
Potrącił, zaatakował, porzucił auto w błocie. Ostatnie chwile „Skorpiona” na wolności
Z czasem żądza Tuchlina stawała się coraz większa. Zaczął atakować także w ciągu dnia, nie dbając o ostrożność. Równocześnie prowadził pozornie zwyczajne życie przykładnego męża i ojca rodziny. Ożenił się ponownie, miał dziecko, wrócił do rodzinnej miejscowości. Jednocześnie dopuszczał się licznych kradzieży i kolejnych morderstw.
Łącznie napadł jeszcze dziesięć razy. Trzy spośród ataków zakończyły się śmiercią ofiar, siedem kobiet przeżyło. Jedno z ostatnich zdarzeń miało miejsce w marcu 1983 roku. Tuchlin potrącił kobietę samochodem, a następnie zaatakował ją młotkiem i wywiózł do lasu. Uciekając, porzucił pojazd, który utknął w błocie.
W tym czasie milicja była już blisko ujęcia sprawcy. Powołano specjalną grupę śledczą. To właśnie wtedy sprawie nadano kryptonim „Skorpion”. Choć władze PRL nie informowały opinii publicznej o seryjnym mordercy, w regionie i sąsiednich województwach narastał strach. Ludzie doskonale wiedzieli o brutalnych napaściach i zaczęli bać się wychodzić po zmroku.
„Skorpion” w rękach milicji. Przyznał się do wszystkiego
Milicjanci analizowali ślady pozostawione przez sprawcę, w tym te biologiczne, a także odciski butów. W poszukiwaniach wykorzystano również portret pamięciowy napastnika. Przełom nastąpił 31 maja 1983 roku, gdy funkcjonariusze weszli do domu Tuchlina w miejscowości Góra. Znalezione tam przedmioty należące do ofiar nie pozostawiły żadnych złudzeń. Po kilku godzinach przesłuchania Tuchlin przyznał się do popełnionych zbrodni.
Mężczyzna został powieszony w centrum miasta, w areszcie przy ul. Kurkowej w 1987 roku. Jego egzekucja była historycznym momentem schyłku Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. "Skorpion" był bowiem jedną z ostatnich osób w historii Polski, na których wykonano wyrok śmierci.