To był 2012 rok. Ciepły, słoneczny dzień. Bartek S. (+12 l.) z Siedlec pojechał z rodzicami do swojej babci we wsi Pniewiski na Mazowszu. Razem z rodzicami i rodzeństwem wybrał się na przejażdżkę rowerową po okolicy. Jeździli bezpieczną trasą wśród pól i lasów.
Kiedy w południe wrócili do babci, Bartek kręcił się niecierpliwie. Nie mógł znaleźć dla siebie miejsca i powiedział, że pojeździłby jeszcze. Krzyknął, że zrobi rowerem jeszcze jedno okrążenie i wróci na obiad.
Chłopiec ruszył do centrum wioski. Gnał wąską dróżką, która znajdowała się przy szosie biegnącej przez wieś. Bartek wyjeżdżał gruntową ścieżką zza remizy strażackiej na drogę asfaltową i nagle znalazł się miedzy przyczepami traktora rolniczego. Koła drugiej przyczepy zmiażdżyły chłopca.
Polecany artykuł:
Tragedia w Pniewiskach. Dramatyczna akcja ratunkowa
Na miejscu pojawili się ratownicy medyczni. Rozpoczęła się dramatyczna akcja ratunkowa, w której liczyła się każda sekunda. Początkowo podjęto decyzję, by wezwać śmigłowiec ratowniczy i przewieźć Bartka do specjalistycznego szpitala w Warszawie.
W trakcie reanimacji okazało się jednak, że stan dziecka jest na tyle ciężki, iż nie nadaje się do transportu lotniczego. Przewieziono go do szpitala wojewódzkiego w Siedlcach. Lekarze robili wszystko, by przywrócić u dziecka czynności życiowe. Niestety, pomimo długiej reanimacji serduszko Bartka zatrzymało się na zawsze.
Tragiczna śmierć 12-latka. Wciąż pamiętają o zmarłych chłopczyku
Dochodzenie w sprawie wypadku zostało umorzone. Nie dopatrzono się winy u kierowcy ciągnika, kwalifikując zdarzenie jako nieszczęśliwy wypadek.
- Nie mogę sobie wytłumaczyć tego, że już nie zobaczę mojego ukochanego wnusia. Nie potrafię żyć z tym, że stanowczo nie zakazałam Bartkowi wyjazdu rowerem na wieś – płacze pani Teresa, babcia Bartka – Z Bartusia tryskało życie, wszędzie chciał być i wszystko widzieć. Każdą wolną chwilę spędzał szalejąc na dwóch kółkach. Cieszył się kiedy z rodzicami wyjeżdżał do mnie, bo mógł tu do woli jeździć. Zapominał wtedy o całym świecie – ociera łzy pani Teresa.
Mieszkańcy Pniewisk do dziś wspominają tego uśmiechniętego chłopczyka jeżdżącego po wsi rowerem.
– To się nie mieści w głowie, że mogło się zdarzyć coś takiego w naszej miejscowości. Przeżyłem już 70 lat i nie pamiętam, by ktoś wcześniej zginął u nas – mówi sąsiad babci Bartusia – A chłopca pamiętam dobrze. Zawsze uśmiechnięty, radosny i bardzo grzeczny, ułożony. Wszyscy tu ubolewamy, że przez swoją nieuwagę w jednej chwili stracił życie - dodaje mężczyzna.