Legia Warszawa - Widzew Łódź 1:0 (0:0) (Adamski 90+7')
Legia Warszawa: Hindrich - Piątkowski, Augustyniak, Pankov - Wszołek (42' Reca, 59' Vinagre), Elitim, D. Szymański (77' W. Urbański), Kapustka, Kun (77' Chodyna) - Rajović, Nsame (77' Adamski).
Widzew Łódź: Drągowski - Żyro, Wiśniewski, Kapuadi, Kozlovsky - Alvarez, Selahi (82' Baena), Kornvig - Isaac (82' Krajewski), Bergier (90+1' Zeqiri), Fornalczyk (78' Bukari).
Sędzia: Wojciech Myć
Klasyk w walce o utrzymanie. Legia i Widzew pod presją
To nie tak miało być - myślą sobie kibice Legii Warszawa i Widzewa Łódź. Oba zespoły mają o wiele konkretniejsze ambicje. Tymczasem zarówno "Wojskowi", jak i ekipa Aleksandara Vukovicia walczą o przetrwanie. Goście przystępowali do piątkowego spotkania z miejsca w strefie spadkowej, a zespół Marka Papszuna z pierwszego bezpiecznego. Temperaturę przed spotkaniem podwyższyła decyzja Komisji Lagi o anulowaniu czerwonej kartki Rafała Augustyniaka. Polak wyleciał z boiska w Poznaniu, ale z Widzewem mógł zagrać. Jakby tego było, w tygodniu pojawiły się artykuły o poważnym zainteresowaniu Juergenem Elitimem. Klubem, który miałby zabiegać o usługi Kolumbijczyka jest... Widzew!
A na boisku? Lepiej w spotkanie weszła Legia. Nsame znakomicie uruchomił Rajovicia, ale ten przegrał pojedynek "oko w oko" z Drągowskim. W kolejnych minutach mecz się wyrównał, a sytuacji podbramkowych było jak na lekarstwo. Czuło się, że obie drużyny są świadome stawki tego spotkania. Najciekawiej było na trybunach, gdzie sektor dopingujący Legii Warszawa zaprezentował bardzo efektowną oprawę. W końcówce pierwszej połowy żadna z drużyn nie chciała zaryzykować i w efekcie nie zobaczyliśmy bramek.
Po przerwie nie oglądaliśmy drastycznej zmiany. Dość powiedzieć, że po godzinie gry jedynym celnym strzałem była próba Rajovicia z samego początku spotkania. W 59. minucie na boisku pojawił się Ruben Vinagre. Portugalczyk zmienił... Arkariusza Recę, który wcześniej wszedł za kontuzjowanego Pawła Wszołka. Kilka minut później świetną szansę miał Kamil Piątkowski. Stoper Legii główkował po stałym fragmencie gry, ale minimalnie chybił.
W 71. minucie Widzew uderzył celnie po raz pierwszy. Strzał Mateusza Żyro wpadł w ręce Hindricha. Goście notowali niezłe minuty, ale brakowało konkretów. W doliczonym czasie gry swoją okazję miał rezerwowy Rafał Adamski, ale jego strzał głową wyłapał Bartłomiej Drągowski. W ostatniej akcji meczu stadion przy ulicy Łazienkowskiej 3 eksplodował z radości! Po zamieszaniu w polu karnym Widzewa uderzał Kapustka, a piłkę z najbliższej odległości wpakował do siatki Rafał Adamski! Co ciekawe, przy wyniku 0:0 Legia posłała w "szesnastkę" rywala... bramkarza.
Nie ma co czarować kogokolwiek - był to fatalny mecz. Jakości piłkarskiej było jak na lekarstwo, spięć pod obiema bramkami również. Ostatecznie to Legia cieszyła się po ostatnim gwizdku Wojciecha Mycia. Stołeczna drużyna jest o wiele bliżej utrzymania. Najgorzej mają kibice, którzy zmarnowali dwie godziny na oglądanie klasyku. Fani próbowali ratować ten "spektakl" atmosferą na trybunach i efektownymi oprawami.